home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor Jarek   data 2015-05-10

Pilarz z załogą

Dziś jest bardzo szczególna niedziela, bo wybieramy prezydenta naszego kraju, który będzie reprezentował nas wszystkich przez najbliższe 5 lat. W Pszczewie oprócz ruchu przy lokalach wyborczych wielki ruch na małym, uroczym ryneczku. Po raz 32 organizowana jest „Pszczewska Dwudziestka”, wcześniej bieg na dystansie 20 kilometrów, a dziś półmaraton. Towarzyszą mu występy artystyczne, biegi dla dzieci i młodzieży no i przesympatyczny „gwóźdź programu” –mini bieg przedszkolaków rynkową uliczką. Zdarzają się tam komiczne sytuacje, najczęściej przy wydatnej pomocy rodziców i przedszkolanek. Do biegu głównego na trasie półmaratonu zgłosiło się ponad 300 uczestników. Startują także sprawni inaczej na wózkach.

Rano, gdy jak zwykle wyszedłem przed leśniczówkę rozejrzeć się po okolicy, usłyszałem straszny harmider. To kwiczoły, które od lat gnieżdżą się luźną kolonią na okolicznych drzewach przeganiały srokę, która naruszyła ich rewir. Pewnie czarno-biała wielbicielka cudzych jaj i piskląt zbytnio zbliżyła się do któregoś z gniazd. Szybko pogoniły ją z zasięgu wzroku i zajęły się jak co dzień, regulacją populacji chrabąszczy. Od kilku dni przyglądam się jak kwiczoły polują z upodobaniem na chrabąszcze. Zbierają je pod wielkim dębem rosnącym na podwórzu leśniczówki, czasem nawet otrząsają je z gałęzi i po rozdziobaniu niosą do swoich gniazd:


Chrabąszczami żywią się także inne ptaki oraz ssaki, szczególnie nietoperze. Obserwacje pod dębem przerwało mi inne zdarzenie. Tuż przy brzegu jeziora Miejskiego, pod sama leśniczówką pojawił się pilarz z załogą:


To troskliwa mama - tracz nurogęś wypłynęła na połów rybek z gromadką 11 piskląt. To ciekawa, jedna z naszych piękniej ubarwionych kaczek, wielkości gęsi. Szczególnie samiec pyszni się barwnymi piórami, kontrastem śnieżnej bieli oraz czerni z zielonym kontrastem i karminem dzioba. Gnieżdżą się nad tym jeziorem już od kilku lat. Poza sezonem lęgowym obserwuję stado liczące kilkanaście osobników lecz lęg wyprowadza tylko jedna para, bo lęgowe tracze nie są zbyt towarzyskie. Gniazda zakładają najczęściej w dziuplach, często odziedziczonych po dzięciołach czarnych. Choć ostatnio brzegi jeziora zostały „uporządkowane” ze starych i nie tylko starych  drzew oraz potem zabetonowane staraniem gminnych urzędników, tracze jakoś sobie poradziły.


 Czasem korzystają też z wykrotów, nor, skałek, fragmentów muru, budek lęgowych (jeśli są) oraz również ze starych gniazd dużych ptaków, założonych nawet kilometr od wody. Wyprowadzają jeden leg w roku i składają do 15 jaj. Pisklęta zwykle dobę po wykluciu wyskakują z wysokiego gniazda i idą z matką nad wodę. Od razu potrafią pływać i nurkować, a gdy chcą odpocząć ładują się opiekuńczej mamie na grzbiet. Czasem tworzą dwie warstwy:


Gromadka przy leśniczówce pojawiła się dziś po raz pierwszy w tym sezonie lęgowym. Życzę powodzenia małym „pilarzom”, bo w zeszłym roku z 12 piskląt wychowała się 7. Czasem padają łupem suma lub dużego szczupaka, a czasem zapoluje na nie jakaś kuna lub coraz liczniejsze szopy pracze.

Tracz nurogęś to piękny i ciekawy ptak ale też ciekawostka językowa. Język polski, piękny i ciekawy jest pełen zawiłych tajemnic i pułapek. Bo w zasadzie w nazwie tego ptaka jest ciekawy splot językowy, gdyż chyba należy mówić: ten tracz,  ale chyba ta nurogęś? Podobnie pewnie bywa przy nazwie krzewu dereń świdwa lub innego ptaka nazwanego dzierzba gąsiorek…

Tracz- bierze swoją nazwę od dzioba, wzdłuż którego krawędzi ciągnie się rząd ząbków przypominających piłę „twoja-moja”. Pomaga to tej kaczce, podobnie jak haczykowate zagięcie dzioba przytrzymać śliską rybę. Poluje na nie w ciekawy sposób, zanurzając głowę tak jak na pierwszej fotografii. W dobie powszechnie dostępnych pił łańcuchowych ludzie zapomnieli co to ręczna piła „twoja- moja” lub tartaczna piła tnąca pnie drzew na deski nazywana trakiem. Człowiek obsługujący piłę to "pilarz", albo właśnie "tracz". No i z pewnością jest rodzaju męskiego.

Nurogęś po polsku, choć nie tylko ( po łacinie nazywa się Mergus menganser)  złożona jest ze słowa związanym z nurkowaniem i drugiego, mówiącego, że mamy do czynienia z gęsią.  Choć biologicznie tracze należą do rodziny kaczkowatych. Jednak i gęś, i kaczka należą do rodzaju żeńskiego. Dlatego mówimy: ten tracz, ale ta nurogęś…

Niezależnie od meandrów językowych bardzo cieszę się, że „pilarz”, a właściwie jego żona, bo to samica zajmuje się pisklętami, pływa przed leśniczówką ze swoją załogą:


Tracz nurogęś jest pod ścisłą ochroną i jego populację w Polsce szacuje się na około 1000 par. Warto dbać o stare drzewa nad wodami, bo w ten sposób dbamy o istnienie wielu rzadkich, ciekawych i pięknych gatunków. Leśnicy robią to od lat, szkoda, że inni ich w tym nie naśladują. Choć coraz więcej ludzi czynnie pomaga przyrodzie i zachowuje wrażliwość na jej problemy. Wczoraj zadzwonił do mnie znajomy weterynarz pan Ryszard z Międzyrzecza z informacją, że trafiła do niego sowa po wypadku komunikacyjnym. Nie wiedział komu ją przekazać i zadzwonił do mnie. Warto wiedzieć, że decyzją Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska z dnia 19.09.2013 został utworzony w Zespole Szkół Leśnych w Rogozińcu (województwo lubuskie)  Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt.

W Ośrodku są leczone i rehabilitowane ptaki, należące do rzędów: sokołowate i sowy. Jestem absolwentem TL Rogoziniec, a mój kolega z klasy Rysiek jest tam nauczycielem przedmiotów zawodowych. Zadzwoniłem do kolegi, a weterynarz Ryszard ze znalazcami pechowej sowy dostarczył ją niebawem do Rogozińca. Czasem pozornie bardzo trudna sprawa staje się prosta i dobrze się kończy… Szkoda tylko, że nasze media zamiast przekazywać ważne informacje jak np. namiar na taki ośrodek, wciąż tropią pozorne afery i pozorne sensacje.


Widok „pilarza” z puszystą załogą na grzbiecie matki i pływającej wokół, może nie jest sensacją, ale w niedzielne przedpołudnie warto podzielić się z Wami taką przyrodniczą radością. Bo inne media mają dziś dzień wyborczy, zatem zaglądajcie do blogu leśniczego także po inne ciekawostki. Miłej niedzieli!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

Komentarze (2)

~Olga 10.05.2015 14:59:05
Cudnie jest patrzeć na przyrodę i piękne widoki. Nie ma nic bardziej relaksującego. Tym bardziej, ciężko jest zrozumieć jak można było pozwolić na wycięcie tak starych, dostojnych drzew? Drzewa rosnące przy brzegu jeziora dają schronienie zwierzętom i ulgę ludziom w upalne dni (nie mówiąc już o tym, że po prostu cieszą oko). Gdzie Natura 2000, gdzie respektowanie prawa, gdzie rozum rządzących...? Jeśli więc mowa o rządzących, to ruszajmy na wybory! :) Pozdrawiam.

~Jadwiga 16.05.2015 17:56:16
Panie Jarku, myślę ,że nurogęś pochodzi od słowiańskiego rdzenia \\\"nur\\\" tzn.nurzyć więc on jak nur a nie ona jak gęś.Tracz- wiadomo opisał Pan.A więc mamy dwa człony, które mają pochodzenie.Brzydko to brzmi ale tak będzie ten- tracz nurogęś. To moje wywody.ALE MAMY UZUS JĘZYKOWY -WIĘKSZOŚĆ LUDZI TAK MÓWI. Nasz język jest trudny i ciągle się dokształcamy. Ale opis dziedzictwa przyrodniczego przez Pana to pestka z językoznawstwem.

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Kategorie

Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)

Archiwum

2007 (44)
2008 (101)
2009 (92)
2010 (84)
2011 (101)
2012 (103)
2013 (100)
2014 (78)
2015 (63)
styczeń (5)
luty (5)
marzec (6)
kwiecień (5)
maj (5)
czerwiec (6)
lipiec (5)
sierpień (5)
wrzesień (4)
październik (6)
listopad (5)
grudzień (6)
2016 (60)
2017 (52)
Kanał RSS - nowy

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij