home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor Jarek   data 2011-10-19

Szop pracz dał się sprać...

Dziś rano zadzwonił mój podleśniczy Irek z informacją, że przy drodze w oddziale 77 leży dziwny „futrzak" potrącony przez samochód. "Przyjedź sam zobacz, ale wygląda, że to chyba szop pracz". Jechałem już w zupełnie inny fragment leśnictwa, ale szybko zawróciłem do leśniczówki po torbę „foto" i  pojechałem obejrzeć pechowego zwierzaka. Rzeczywiście tuż przy skraju asfaltu leżał szop pracz. Charakterystyczny, pręgowany ogon:

łapki, podobne do niedźwiedzich i zawadiacka czarna maska na szerokiej głowie o wąskim pyszczku są bardzo charakterystyczne. „To dałeś się brachu  sprać jakiemuś pędzącemu automobilowi". Miałeś kiepski refleks albo nie wyhamowałeś przed jezdnią...". Szkoda zwierzęcia, bo został potrącony na samym skraju jezdni:

 Jest to spory fragment liściastego, podmokłego lasu z chronionym przez Naturę 2000 siedliskiem, ale przebiega tu ruchliwa szosa powiatowa i dość często rankiem kruki krążą nad jakimś rozjechanym nieszczęśnikiem. Szopa spotkałem w tych okolicach po raz pierwszy. 3-4 lata wcześniej widziałem także resztki przejechanego przez samochód zwierzątka z pręgowanym ogonem, ale równie dobrze mógł to być duży kot. Tym razem z pewnością to szop. Przyjrzyjcie się mu uważnie, bo wygląda na to, że coraz częściej będziemy spotykać je w Polsce:



Szop pracz nie jest naszym rdzennym gatunkiem, nie zamieszkuje tu od zamierzchłych czasów. Gatunek ten pochodzi z Ameryki Północnej, gdzie zajmuje tereny południowej Kanady, Stanów Zjednoczonych, Meksyku, aż do Kostaryki. Skąd  szopy wzięły się w Polsce?

 Jeszcze przed drugą wojną światową sprowadzili je do siebie Niemcy, który chcieli je hodować dla ładnych futer na czapki. Podobno też szopy były ulubioną maskotką  żołnierzy amerykańskich stacjonujących po zakończeniu wojny w Berlinie. Nie interesowały się polityką i geografią, stąd wędrowały sobie swobodnie po świecie i mając dobry gust, trafiły do Polski. Pierwsze szopy w naszym kraju zaczęły pojawiać się tuż po II wojnie światowej na terenach Mazur i Pomorza, następnie w okolicy Ostródy, Morąga, Pasłęka i lasów nidzkich. Były to obszary, w pobliżu których mieściły się fermy tych zwierząt, tak jak w Niemczech, więc jest bardzo prawdopodobne, że tworzące się w tym rejonie Polski populacje mogą być wynikiem ucieczek zwierząt z ferm. Na wolności – w naszych warunkach klimatycznych – doskonale sobie radziły.

 I zaczęły pojawiać się w naszych lasach coraz częściej. Najwięcej jest ich na zachodzie kraju, ale rozprzestrzeniają się szybko, bo nie mają wrogów naturalnych, są odporne na choroby i prowadzą nocny tryb życia. Mają znakomicie rozwinięty węch, długie „wąsy"- włosy czuciowe, czyli wibrysy, a w oczach skupiającą światło warstwę guaninową, podobnie jak koty. Dlatego znakomicie potrafią poruszać się w ciemności. Są bardzo zwinne, wspinają się na drzewa i doskonale pływają. Dlatego są groźne dla innych zwierząt i ptaków, bo trudno się przed nimi schować.

Szopy są wszystkożerne. Żywią się głównie drobnymi zwierzętami, takimi jak płazy, ryby, raki, ślimaki, owady oraz jajami ptaków, padliną, a także różnymi owocami i nasionami, zwłaszcza orzechami, borówkami i malinami. Bardzo chętnie plądrują ptasie gniazda, wyrządzając w ten sposób dotkliwe szkody np. w populacji cietrzewia.

 Charakteryzuje je specjalny rytuał jedzenia, polegający na opłukiwaniu pokarmu w wodzie, co wyglądem przypomina pranie – stąd jego polska nazwa gatunkowa „szop pracz". Każdy pokarm najpierw dokładnie obracają w dłoniach, obwąchują, a dopiero, kiedy stwierdzą jego przydatność, zabierają się do konsumpcji.

Ich „rączki" są niemal tak sprawne jak ludzkie dłonie, mają bardzo dobrze rozwinięte palce, dzięki którym zwierzę ma duże zdolności chwytne i manualne. Odcisk przedniej łapy szopa łudząco przypomina dłoń dziecka. Także poszukując zdobyczy macają łapkami w płytkiej wodzie, lub klepią nimi o ziemię. Co ciekawe, „stopochodność" szopów pozwala im przyjmować postawę pionową, wyglądają wtedy jak małe niedźwiadki lub surykatki .

 Czarna plama na części twarzowej, nadająca tym małym drapieżnikom wygląd zamaskowanego bandyty, powoduje, ze są ulubieńcami dzieci i częstymi bohaterami bajek i kreskówek. Wyglądają sympatycznie jako maskotka, ale w przyrodzie są groźnym i bezwzględnym drapieżnikiem.

 Trzymane w niewoli potrafią być sympatycznym kompanem. Oglądałem kiedyś film o takim oswojonym szopie, który uwielbiał ...cukierki i inne słodycze. Ulubioną rozrywką jego właściciela było dawanie zwierzakowi kostki cukru. Szop z radością w oczach pędził do swojej kuwetki z wodą, żeby przepłukać przysmak, jak to on ma w zwyczaju i długo potem macał łapkami po dnie z niedowierzaniem w oczach. Gdzie moja kostka? Potem podnosił miseczkę i zaglądał pod spód. Przysmak jednak zniknął bezpowrotnie... Sprał się po prostu. Ten leśny szop pracz dał się „sprać" zderzakowi auta i przegrał z cywilizacją. Pomimo, że jest zagrożeniem dla naszych rodzimych gatunków było mi smutno, gdy patrzyłem na martwe zwierzątko...

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

  

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Kategorie

Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)

Archiwum

2007 (44)
2008 (101)
2009 (92)
2010 (84)
2011 (101)
styczeń (6)
luty (10)
marzec (10)
kwiecień (9)
maj (9)
czerwiec (8)
lipiec (9)
sierpień (7)
wrzesień (8)
październik (9)
listopad (7)
grudzień (9)
2012 (103)
2013 (100)
2014 (78)
2015 (63)
2016 (60)
2017 (52)
Kanał RSS - nowy

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij