home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor Jarek   data 2010-06-22

Przedszkolaki w leśniczówce

Jak tu nie krzyczeć z radości na widok „prawdziwego” grzyba albo najprawdziwszej jagody na krzaku? Albo żuka? Albo motyla? Absolutnie nie-wy-ko-nal-ne. Zamieszanie zwiększał jeszcze nasz trzymiesięczny szczeniak ...

karmienie kozików

Z okazji zbliżającego się końca roku szkolnego przedszkolaki z przedszkola mojej córki ruszyły na wycieczkę – do naszej leśniczówki. Wcześniej żona ustaliła z paniami przedszkolankami scenariusz wycieczki oraz zestaw atrakcji jakie możemy maluchom zaproponować. W planie było m.in. oglądanie i karmienie kóz wierzbowymi gałązkami oraz piesza wyprawa do lasu.

Kozy, wypuszczone do ogródka, na widok dwudziestki dzieciaków energicznie machających gałęziami, postanowiły się przezornie trzymać z daleka. Jakoś były nieufne, tym bardziej, że hałas przy tym był nieopisany. Trzeba więc było zmodyfikować trochę program. Panie ustawiły dzieci przy długiej, przygotowanej wcześniej linie i ruszyliśmy do lasu. Lina była ważna, bo każdy przedszkolak się jej trzymał, co przy pokonywaniu „toru przeszkód” w postaci błotnistych kałuż na drodze było istotne.

Kiedy najtrudniejszy odcinek trasy został zaliczony, pozwoliliśmy dzieciakom na samodzielny spacer. Wcześniej przez kilka dni panie opowiadały o tym, jak się trzeba zachowywać w lesie, ale teoria swoje a praktyka swoje.

Jak tu nie krzyczeć z radości na widok „prawdziwego” grzyba albo najprawdziwszej jagody na krzaku? Albo żuka? Albo motyla? Absolutnie nie-wy-ko-nal-ne. Przedszkole wprawdzie nie jest „wielkomiejskie”, ale widać było, że dla niektórych dzieciaków możliwość zerwania jagody z krzaka jest wielkim przeżyciem, bo nigdy tego wcześniej nie robiły. Zamieszanie zwiększał jeszcze nasz trzymiesięczny szczeniak, który początkowo tak jak kozy bał się trochę dzieci, ale później dokazywał z nimi na całego.

Po powrocie do ogrodu leśniczówki przedszkolaki podjęły drugą próbę karmienia kóz, tym razem udaną. Zwierzaki z ciekawości podeszły w końcu „do płota”, a kiedy zorientowały się, że gałęzie są ich ulubione, czyli wierzbowe – nastąpiła pełna integracja. Co odważniejsi chcieli nawet wejść na kozie podwórko, ale tego nie chcieliśmy ryzykować.

Półtorej godziny minęło bardzo szybko, maluchy zmęczone bieganiem odjechały do przedszkola na obiad i leżakowanie. Moja córka stanowczo odmówiła powrotu, oświadczając, że nie lubi autokarów i zostaje w domu. Ale była bardzo dumna z tego, że mogła wszystkim pokazać kozy i konie o których przez cały rok tylko opowiadała...

przedszkolaki w lesniczowce czerwiec 2010

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Kategorie

Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)

Archiwum

2007 (44)
2008 (101)
2009 (92)
2010 (84)
styczeń (7)
luty (6)
marzec (8)
kwiecień (7)
maj (8)
czerwiec (7)
lipiec (7)
sierpień (7)
wrzesień (6)
październik (7)
listopad (8)
grudzień (6)
2011 (101)
2012 (103)
2013 (100)
2014 (78)
2015 (63)
2016 (60)
2017 (52)
Kanał RSS - nowy

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij