dziecimłodzieżnauczyciele
home    PGLPGL Lasy
Państwowe
 blog edukatora        blog leśniczegoblog leśniczego    
Pisz swojego bloga
Pisz swojego bloga
Kanał RSS
Kanał RSS
Archiwum
sierpień 2007 (6)
wrzesień 2007 (10)
październik 2007 (8)
listopad 2007 (10)
grudzień 2007 (10)
styczeń 2008 (10)
luty 2008 (8)
marzec 2008 (8)
kwiecień 2008 (9)
maj 2008 (10)
czerwiec 2008 (8)
lipiec 2008 (8)
sierpień 2008 (8)
wrzesień 2008 (8)
październik 2008 (8)
listopad 2008 (8)
grudzień 2008 (8)
styczeń 2009 (8)
luty 2009 (7)
marzec 2009 (8)
kwiecień 2009 (8)
maj 2009 (8)
czerwiec 2009 (7)
lipiec 2009 (7)
sierpień 2009 (8)
wrzesień 2009 (8)
październik 2009 (8)
listopad 2009 (7)
grudzień 2009 (8)
styczeń 2010 (7)
luty 2010 (6)
marzec 2010 (8)
kwiecień 2010 (7)
maj 2010 (8)
czerwiec 2010 (7)
lipiec 2010 (7)
sierpień 2010 (7)
Kategorie
Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)
Logowanie
Login
Hasło
Przypomnij hasło 
Nie masz konta ? Zarejestruj sie
Blog LeśniczegoTadek

Powolny koniec lata
2009-08-29
Jakby nie patrzeć, lato ma się ku końcowi. Co jakiś czas widać pierwsze klucze żurawi ciągnące na zlotowiska, słychać też ciągnące gęsi. Większość bocianów już odleciała, maruderzy się jeszcze zbierają.
Byki jeleni , co można łatwo zaobserwować na leśnych łąkach, jeszcze są ospałe, obżarte, grubaśne i leniwe, nie myślą wcale o zbliżającym się rykowisku, kiedy to będą prezentować się z jak najkorzystniejszej strony przed łaniami i konkurencją.
W lesie pomimo kryzysu naprawdę robota „żre”. Zaczynam nowy zrąb. Prawie codziennie po drewno przyjeżdża kilka samochodów. Skoro jest taka sprzedaż, to gdzie tu kryzys???
Noce coraz chłodniejsze, na łąkach nieprzebrana ilość pajęczyn i zakładających je pająków – naprawdę można je spotkać niemalże w każdym rozmiarze i kolorze. Trwająca od pewnego czasu susza zaczyna powoli kolorować liście w lesie na pierwsze złociste kolory. Co roku jesienią mam chęć pojechać w góry, a dokładniej w Pieniny. To już w moim przypadku najbardziej namacalny jesienny syndrom. Widok bukowych lasów we wrześniu jest dla mnie czymś niesamowitym – pewnie dlatego, że na co dzień oglądam prawie wyłącznie iglaste. Mam zresztą w Pieninach znajomego górala u którego zatrzymywałem się już kilka razy. Facet mieszka nad samym Dunajcem i zajmuje się łapaniem ryb na wędkę. Ostatni raz byłem u niego ze trzy lata temu w tym samym czasie kiedy przeprowadzał termomodernizację budynku. Nie zrobiłem tego specjalnie. Remont się delikatnie przedłużał i Adamowi było już wszystko jedno ile ekip łazi mu po chałupie. A z Trzech Koron remontu nie było widać, tak jak wielu innych rzeczy.

Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Echo dawnych lat
2009-08-27
Odwiedziła mnie niedawno starsza pani, która tuż przed wojną urodziła się w leśniczówce w której teraz mieszkam. Pisałem zresztą o tej osobie kilka już razy w poprzednich latach. Odwiedzała nas trzy i dwa lata temu, ale w zeszłym roku z powodu choroby nie mogła przyjechać. W tym roku wiedzieliśmy z żoną, że przyjedzie w sierpniu, ale nie znaliśmy daty wizyty. Jest to bardzo miła starsza osoba z którą chętnie rozmawiamy o burzliwej historii terenów dawnych Prus Wschodnich a dzisiejszych Warmii i Mazur. Pamięta bardzo dużo szczegółów dotyczących okolicznych wsi i miasteczek – może nie z bezpośrednich własnych wspomnień (kiedy uciekała z leśniczówki z matką i rodzeństwem przed Armią Czerwoną miała cztery lata) ale z rozmów z rodzicami a później z innymi osobami mającymi podobne doświadczenia. Powtarza do dziś: „Wojna to najstraszniejsza rzecz na świecie”. Karin jest Niemką oczywiście, ale odkąd skończyła kilkanaście lat mieszka we Francji – i po francusku rozmawia z moją żoną, która zna wprawdzie kilka języków, ale niemieckiego akurat nie.

W przededniu obchodów pierwszego września – a później siedemnastego – skłania to wszystko do refleksji nad historią. Wróciłem niedawno do książki Normana Daviesa „Nie takie łatwe zwycięstwo” (rzecz generalnie o drugiej wojnie światowej). Wciąż słucham relacji dotyczących wojny w Afganistanie. Żadne zwycięstwo nie jest łatwe, a każda z wojen jest rzeczą straszliwą, szczególnie dla ludności cywilnej. Niemniej mam wrażenie, że historia zatacza wielkie koła, a człowiek mimo wszystko nie jest w stanie uczyć się na własnych błędach, a szczególnie na przestrzeni kilku pokoleń. Że pamięć historyczna jest pamięcią krótką jedno-, maksymalnie dwupokoleniową, a zawsze znajdują się chętni do poprawiania historii i promowania tej wersji wydarzeń sprzed lat która im z różnych, przede wszystkim politycznych, powodów pasuje.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Nowe technologie
2009-08-26

No – wygląda na to, że wreszcie się udało. To znaczy wreszcie w leśniczówce działa w miarę przyzwoity internet. Do tej pory łączyłem się za pomocą zwykłego telefonu analogowego – technologia jak dwadzieścia lat temu; łącze o prędkości ślimaka pozwalało na oglądanie tylko niektórych stron (w tym na szczęście również E-rysia), nie mówiąc o ściąganiu czegokolwiek. A ponieważ centrala telefoniczna do której jestem podłączony jest stara, to na neostradę szans nie było. Oczywiście próbowano mi ją sprzedać kilka razy, raz nawet dałem się namówić. Ale ponieważ był problem w instalacji, zadzwoniłem na infolinię, a tam miła pani zapytała: „A kto to panu sprzedał? To przecież nie ma prawa u pana zadziałać!”. Zasięg komórkowy w domu mam generalnie rzecz biorąc słaby i to w każdej z dostępnych sieci. Odpadał więc również internet komórkowy. Łącze satelitarne odpadało z kolei ze względu na duże koszty. Łączność bezprzewodowa typu wi-fi czy wi-max do nas nie dociera (pokrywa za to dosyć dobrze okolice Giżycka i kilkudziesięciu znajdujących się w jego pobliżu miejscowości). Ale na szczęście pojawiła się nowa technologia dzięki której nareszcie, po dziesięciu latach, mogę powiedzieć że net działa.

Jest to internet radiowy w technologii CDMA działający na częstotliwości 450 MHz. Wykorzystuje sieć starych nadajników  postawionych dla pierwszych w naszym kraju komórek (w analogowej technologii NMT) które miały wielkość walizki, ciężar maszyny do pisania, kosztowały fortunę a słychać było ledwo – ledwo. Później wraz z rozwojem technologii związanej z telefonami komórkowymi postawiono nowe maszty i zmieniano kilkakrotnie częstotliwości na coraz wyższe. Stare konstrukcje jednak zostały. Dzisiaj dzięki postępowi techniki na częstotliwości 450 można przesyłać o wiele więcej danych niż dekadę temu, ze względu na niską częstotliwość nie jest konieczna tak gęsta sieć nadajników jak dla współczesnej telefonii komórkowej (działającej przykładowo – w zależności od operatora i kraju - na częstotliwościach  900-1800-1900 MHz) a zasięg tych nadajników jest również większy niż dla zwykłych komórek.

Pożyczyłem takie urządzenie na próbę i okazało się, że działa całkiem dobrze. Zamówiłem więc jeszcze antenę wzmacniającą sygnał, zamontowałem na kominie i wtedy zobaczyłem pełen zasięg sygnału, a pomiar prędkości transferu wyniósł powyżej 600 kbit/s (ha – przy łączności telefonicznej wynosił w porywach do ... 28 kbit/s). Rzecz w mieście przy stałym łączu całkiem zwyczajna, a dla mnie nieprawdopodobna. Teraz jeszcze tylko poprowadzić kable – i już! Wszystkim który nie mają szans na „normalny” internet szczerze polecam. (Pozwolę sobie przemilczeć parę niedociągnięć dostawcy usługi).


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Kaczy sezon rozpoczęty
2009-08-18
Sezon polowań na kaczki już rozpoczęty. Otwarcie odbyło się na uroczystym zbiorowym polowaniu organizowanym w moim nadleśnictwie. Teraz zresztą w wielu kołach i nadleśnictwach organizowane są tego rodzaju polowania. Byli leśnicy oraz zaproszeni goście – w sumie kilkanaście strzelb.

Ku mojej radości było także kilka psów. Ja oczywiście zabrałem też swojego, który z braku ruchu zaczynał przypominać zapasionego foksteriera. W sumie było sześć czworonogów. Moja suka dobrze aportowała – wyciągnęła z bagna około dziesięciu kaczek. Miałem też okazję obserwować jaka jest różnica w pracy różnych psów. Ten który nie miał wyćwiczonego apelu (czyli absolutnych podstaw takich jak przychodzenie do nogi na gwizdek, siadanie i warowanie na rozkaz oraz pozostawanie w miejscu i marsz przy nodze ) dużo lepiej bobrował w bagnie niż mój, który jest dobrze ułożony w tym zakresie, ale wciąż ogląda się na pana – a ja muszę iść za nim i go zachęcać, a przecież nie po to mam psa na kaczki żeby spacerować po bagnie. Jak widać, psa nie można za bardzo temperować, żeby nie ograniczać jego pasji. Takie działanie musi mieć swoje granice i trzeba sporo doświadczenia żeby dobrze poprowadzić psa który ma być psem polującym a nie tylko podwórzowym czy kanapowym.

Mój pies pasję niewątpliwie ma, o czym się niejednokrotnie przekonałem, ale ponieważ go nie rozpieszczam, cały czas sprawdza moją minę żeby uzyskać potwierdzenie, że robi dobrze. Jestem jednak z niego zadowolony – teren był trudny, kaczek sporo i wszystkie (nawet nie przeze mnie strzelone) aportował do mnie w takim stanie w jakim je znalazł lub złapał. Wszystko to jest oczywiście kwestią treningu – gdyby chodzić na takie polowanie w sezonie co tydzień, na pewno suka by pracowała jeszcze lepiej, bo bez oglądania się na mnie wiedziałaby czego od niej oczekuję. Nie wiem jak to możliwe ale brakuje mi czasu na łowy.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Śmieciarz
2009-08-13
Przy okazji prowadzonych w lesie prac zajrzałem do starego dołu po sadzonkach. Z dużym zdziwieniem odkryłem, że jest wypełniony śmieciami. Były tam nie tylko worki z rozmaitościami ale i deski, szmaty – jednym słowem całe mnóstwo badziewia którego miejsce jest jak najbardziej na śmietniku – ale ktoś uznał, że bliżej mu będzie wywieźć to do lasu. Dlaczego – nie wiem.

Wielokrotnie już pisałem o tym, że nie jestem w stanie zrozumieć osobników, którzy wywożą do lasu śmieci, zarówno takie codzienne jak i stare wersalki, pralki, lodówki itp. Nawet poza dużymi miastami można naprawdę znaleźć miejsca gdzie bez problemu oddamy „elektrośmieci” czyli właśnie stary i niepotrzebny sprzęt agd - w tym także komputery. Wysypisk jest sporo, a w coraz większej liczbie wsi (w przeciwieństwie do np. Warszawy) prowadzona jest selektywna zbiórka śmieci – posegregowane oddzielnie szkło, papier i plastiki firma śmieciowa odbiera za darmo. Ktoś te śmieci przetwarza, i musi być to dobry biznes, bo inaczej nikt by się za to nie brał.

Mój śmieciarz jednak nie był zbytnio inteligentny – kiedy robotnicy ładowali śmieci na przyczepę żeby wywieźć je z lasu z jednego z worków wypadło zdjęcie rentgenowskie. Z datą, imieniem i nazwiskiem. Nie mogłem uwierzyć. Zadzwoniłem po straż leśną – strażnicy przyjechali bardzo szybko, obejrzeli śmieci i rentgena, a jakieś pół godziny później zajechali do mnie żeby powiedzieć że znaleźli winnego. Zapłaci mandat i oczywiście będzie musiał posprzątać w lesie. Naprawdę akcja była szybka i skuteczna.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Piorun w drzewo
2009-08-11
Efekt lipcowych burz jest zaskakujący. Jak się jedzie przez drzewostan widać sporo martwych drzew. Schną ich korony, ale nie jest to posusz czynny który mógłby stanowić ognisko rozwoju dla jakiegoś szkodnika, na przykład przypłaszczka granatka, ale są to drzewa porażone przez pioruny. Pioruny oczywiście zdarzają się co roku, ale mam wrażenie że w tym roku drzew rażonych piorunem widać jakoś więcej (widać je zresztą wyraźnie dopiero jak zaczynają żółknąć i obumierać). Podleśniczy mówił, że znalazł pieniek po sporym świerku (oceniał go na dwa metry sześcienne masy, czyli pieniek miał z siedemdziesiąt centymetrów średnicy) z którego drzazgi były rozsiane po całej okolicy. Ja sam widziałem również podobne zjawisko, z tym że pień jeszcze stał z resztką korony ale był cały potrzaskany. Lipa z fotografii została ogołocona z korony i rozłupana po rdzeniu aż do samej ziemi. Miejsce gdzie ładunki elektryczne uziemiają się często jest wyraźnie widoczne. Jest to dziura w ziemi tuż przy pniu na tyle szeroka, że można w nią włożyć dłoń. Próbowałem sobie wyobrazić kabel, który mógłby przewodzić taki prąd...

Większość drzew w które trafiały pioruny znajduje się na wysokiej skarpie blisko brzegu jeziora. Oprócz pojedynczych egzemplarzy znalazłem również całą grupę takich drzew (sosen) – najwyraźniej okolica w jakiś sposób przyciąga uderzenia. Postanowiłem ściąć jedno z porażonych drzew i dokładnie sprawdzić, czy na pewno przyczyną jego śmierci był piorun a nie jakiś owad który znalazł sobie fantastyczne miejsce do rozmnażania i żeruje na potęgę w moich drzewostanach  położonych malowniczo nad brzegiem jeziora. Ale to pod koniec tygodnia. Teraz mam krótko z czasem.

Drzewa po uderzeniu pioruna nadają się tylko jako surowiec stosowy – opał, papierówka. Teraz zresztą zgodnie z wymogami certyfikacji FSC martwe drewno w lesie jest jak najbardziej pożądane więc pozostawię te drzewa na miejscu jako posusz ekologiczny.

 

 


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Harwester
2009-08-10
W moim leśnictwie pojawił się harwester i forwarder (zestaw ścinkowo-zrywkowy). Była to absolutna premiera. W dodatku nie był to zrąb tylko powierzchnia trzebieżowa. Technologia pozyskania jest w zasadzie taka sama jak przy pozyskaniu ręcznym, ale szlaki zrywkowe które należy wyznaczyć przy okazji zestawu muszą być szersze niż normalnie, tzn. muszą mieć najmniej cztery metry szerokości. Przy zwykłej zrywce półpodwieszonej (czyli wyciąganiu traktorem ściętych drzew do drogi która może być już drogą wywozową) szlaki zrywkowe (czyli trasy dla traktora, żeby nie jechał za każdym razem gdzie indziej i tym samym nie niszczył więcej podszytu niż to jest absolutnie niezbędne żeby drzewo wyciągnąć) są szerokości trzech metrów.  Wydaje się, że to tylko jeden metr, ale w rzeczywistości robi to sporą różnicę. Sprzęt typu harwester to naprawdę ogromna maszyna i ślady jej bytności w lesie są dużo większe niż w przypadku zwykłego traktora.

Moim zdaniem harwester i forwarder jest mało ekologiczny – w trakcie dnia pracy spala około trzystu (300!) litrów ropy. Dla porównania - pilarze żeby pozyskać taką samą masę i zerwać ją małym ciągnikiem zużywają około 10 litrów benzyny (do pilarek) i około 50 litrów ropy (do traktora). Harwester zostawia też jak zauważyłem sporo odpadów eksploatacyjnych, czyli rozmaitych małych pieńków o długości 20 czy 30 centymetrów. Wszystko dlatego, że naprawdę wyrabianie sortymentów ze ściętego drzewa dobrze wychodzi jeżeli strzała jest prosta. Być może wynika to jeszcze z braku doświadczenia operatorów tych maszyn, bo harwester pracuje u nas od niedawna. A być może również z mojego konserwatywnego podejścia do sprawy. Muszę przyznać że przez dziesięć lat pracy przyzwyczaiłem się do „klasycznej” pracy robotników leśnych i u nich nie tolerowałbym pozostawiania takiego bałaganu. Ba, pilarze mają obowiązek ścinać drzewa dużo niżej niż maszyna, ustawiać regularne stosy o jednakowej wysokości odpowiednio zabezpieczone z obu stron i okrzesywać surowiec (obcinać gałęzie) naprawdę bardzo dokładnie – dla pozyskania maszynowego nie stawia się takich wymagań. Ale cóż, należy przyswajać nowe technologie, bo nawet praca w lesie się zmienia.

 Zakończę może tak: jest to doskonały sprzęt na duże powierzchnie zrębowe, możliwe jest naprawdę pozyskanie ogromnej ilości surowca w krótkim czasie i dostarczenie go na rynek. Jeżeli ktoś z was w przyszłości będzie przedsiębiorcą leśnym to z pewnością doceni maszynowe pozyskanie drewna :)


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Zaćmienie księżyca
2009-08-07
Wczoraj była pełnia księżyca. Nie wiązałem tego normalnego przecież zjawiska z niczym szczególnym, ale kiedy żona narzekała do znajomej na marudne i nieprzeciętnie dokazujące dziecko, znajoma powiedziała tylko: „To pełnia, w dodatku zaćmienie księżyca, przejdzie, nie przejmuj się, wszyscy dzisiaj jesteśmy trochę inni”.

Najwyraźniej w wyniku owego zaćmienia księżyca oraz jednocześnie następującej pełni dostałem do podpisania nową umowę na wynajem mieszkania służbowego; Miała niby być taka sama jak poprzednia, ale po przeczytaniu okazało się że nie jest. Dom jest do generalnego remontu, który odkładany był już kilka razy, bo były inne ważniejsze inwestycje, a według zapisów nowej umowy nie zgłaszam żadnych uwag do stanu technicznego budynku. W związku z czym jednym podpisem remontuję cały obiekt i w razie wyprowadzki będę zobligowany oddać dom taki jakim go nigdy nie widziałem. Rozumiem, że jeżeli ktoś się wprowadza do wyremontowanej lub nowej leśniczówki to bez problemu umowę podpisze, bo zakres napraw i konserwacji w takim domu będzie naprawdę niewielki. Ale jest jeszcze sporo osad takich jak moja, prawie stuletnich, które od lat nie mogą doprosić się remontu choćby minimalnego i niszczeją, a stanowią ostatnie zachowane egzemplarze dziedzictwa kulturowego swoich regionów.

Liczę, że kiedy minie pełnia – którą postanowiłem sfotografować, bo naprawdę księżyc był wspaniały – może jednak wszystko wróci do normy.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
© 2006-2010 Centrum Informacyjne Lasów Państwowych
przy współpracy    NFOŚiGW 
CMS by WEB interface