Byłem dzisiaj w lesie z inżynierem nadzoru. Umówiliśmy się z rana na wspólną pracę - mieliśmy przejrzeć wybrane powierzchnie zrębowe przewidziane w najbliższym czasie do uprzątnięcia. Robiliśmy wstępny - wzrokowy - szacunek. Chcieliśmy określić jakość drzewostanów, a przede wszystkim chodziło o wyszukanie na określonych powierzchniach sortymentów nadających się do produkcji sklejki brzozowej i sosnowej. Zajęło nam to sporo czasu (od rana do południa), powierzchni było kilkanaście. Mimo tego, że uważałem że na moich potencjalnych zrębach jest bardzo dużo cennego drewna, to przy bliższym oglądzie okazało się, że surowca nadającego się na sklejkę są raptem dwie działki zrębowe.
W ostatnim tygodniu pojawił się w dużej ilości posusz świerkowy. Musiałem dopilnować usługowców żeby wycięli wszystkie drzewa trocinkowe jakie wcześniej wyznaczyłem. Codziennie zresztą pojawiają się nowe. Tak jak przypuszczałem, kornik drukarz przeczekał trudny okres deszczowego i chłodnego czerwca i połowy lipca, a teraz kiedy pogoda się poprawiła zaczął dynamicznie się rozwijać. Sierpień zapowiada się wesoło, a sądząc po ilości pozyskania i intensywności prac w lesie kryzysu nie widać.
Wracałem niedawno z krótkiego urlopu. Ponieważ była sobota po południu, postanowiłem zrobić zakupy w sklepie w sąsiedniej miejscowości, już niedaleko domu. Pomyślałem, że sklep przy drodze, na pewno będzie szybko i kupię wszystko co chcę - w domu czekała pusta lodówka. Zapomniałem niestety, że mieszkam na Mazurach, a wakacje to pełnia sezonu turystycznego. W sennych zazwyczaj miastach pojawiają się korki, w lesie śmieci, a w sklepach kolejki ludzi którzy doprowadzają obsługę i mieszkańców robiących codzienne sprawunki do białej gorączki. ("A nie ma pani innego serka? Ojej, no dobrze, to poproszę tamten. A co to jest tam na tamtej półce? A, myślałem że co innego, dziękuję...")
Stanąłem w kolejce. Przede mną zaledwie dwie osoby - ale jak się okazało nawet dwie osoby mogą robić najprostsze zakupy przez ponad pół godziny. Panienkę zastanawiającą się czy zje dzisiaj bułeczkę taką czy inną (dzwoniła nawet w tej sprawie do męża) mógłbym jeszcze jakoś wytrzymać. Zdarzają się blondynki, trzeba być tolerancyjnym. Ale kiedy stojący przede mną facet zaczął liczyć kromki w pokrojonych bochenkach chleba (naprawdę nie żartuję - szukał chleba który ma prawidłową liczbę kromek!) i był to początek jego zakupów, naprawdę zwątpiłem.
Uratowała mnie druga ekspedientka, która zauważyła moją wściekłą minę i przy innym stoisku sprzedała mi wszystko co chciałem. Naprawdę dawno już czegoś takiego nie widziałem.
Jak się okazuje, medycyna jaką znamy na codzień czasami nie wystarcza. I wtedy chętnie sięgamy po różne babciowe sposoby lecznicze.
W mojej prywatnej domowej apteczce pierwsze miejsce zajmuje specyfik który nazywam na własny użytek "maścią na szczury". Maść tę znam jeszcze z internatu - przywiózł ją kiedyś mój kolega z pokoju i powiedział jak się ją robi. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem jej działania. Posmarowane nią podbite oko , otarcie, siniaki i różnego rodzaju uszkodzenia skóry, także po ukąszeniach owadów, goją się o wiele szybciej niż normalnie. Otóż maść składa się z kitu pszczelego i oliwy. Ja najczęściej stosuję zwykły "ekodiesel" czyli olej z rzepaku. Maść robię mniej więcej raz na rok - raz na dwa lata. Wystarczy kit pszczeli na gorąco wymieszać z oliwą, dłuższą chwilę prażyć i rozlać później przestudzone do słoiczków np. po kremach. Mycie naczynia można zlecić komuś w ramach kary itp. Ciężko odchodzi od dna. Specyfik przechowuje się bardzo dobrze, w temperaturze pokojowej.(Tu muszę zaznaczyć, że maść jest skuteczna pod warunkiem, że nie ma się uczulenia na kit pszczeli ani na inne specyfiki produkowane przez pszczoły.)
Drugim hitem, chociaż już trochę chemicznym, jest maść na ukąszenia gzów (jest ich w lesie naprawdę bardzo dużo). Skutkuje również w przypadku użądleń pszczół, os itp. Cały numer w tym, że receptę na zrobienie tej maści w aptece dał kiedyś mi ... weterynarz, a maść pierwotnie miała służyć do leczenia ran od ukąszeń owadów u koni. Przeczytałem skład - wazelina plus jakaś ogólnie znana substancja której nazwy już nie pamiętam. Na konie działało super. Ale któregoś dnia ugryzła mnie pszczoła (jestem uczulony na jad i nieco puchnę) i postanowiłem zadziałać tym specyfikiem. Tym razem nie spuchłem ani trochę. (Dodam, że leki dla koni muszą być dużo czystsze, chodzi o skład chemiczny, niż dla ludzi, bo minimalna odchyłka w składzie i koń pada.) Maść stosuję do dziś, mam jej spory zapas.
Z mazideł aptecznych polecam również maść nagietkową - idealnie regeneruje skórę po pracach ogrodowych albo popękaną na mrozie. Kosztuje grosze, a zastosowanie ma szerokie. Podobnie działa najtańsza apteczna maść z witaminą A. Skóra jak nowa.
Będąc niedawno na urlopie rozmawiałem któregoś dnia z gospodynią od której wynajmowaliśmy pokój. Jakoś rozmowa zeszła na domowe sposoby leczenia i dowiedziałem się czegoś nowego. Otóż na przeziębienie (ale nie tylko) pomaga posmarowanie się miodem (takim zwykłym ze słoika). Miejsce posmarowane, np. klatkę piersiową, owijamy następnie folią - możemy dodatkowo umocować bandażem - i zakładamy obcisłą koszulę. Najlepiej smarować się na noc. Rano prawdopodobnie nasza skóra będzie sucha (!) a samopoczucie dużo lepsze. Jeszcze tego nie sprawdzałem na sobie więc nie wiem czy działa. Do odważnych należy świat!
A ta łączka to trzyletnia uprawa leśna powstała naturalnie. Odnowił się na niej świerk z sosną. Pisałem kiedyś już o niej kiedy trzcinnik dopiero rozprzestrzeniał się. Teraz radośnie pokrywa z siedemdziesiąt procent uprawy i wciąż dąży do doskonałości, która ma polegać na stworzeniu bardzo gęstego kobierca, który będzie w stanie wypić każdą kroplę wody i zagłuszyć inną roślinność. W tym wypadku sztuka "hodowli lasu" polegała na tym żeby bezwzględnie uzyskać obsiew w pierwszym roku po założeniu zrębu. Nie można było sobie pozwolić na najmniejszy poślizg tak jak na opisywanej poprzednio powierzchni. Tutaj dno lasu było dobrze naświetlone i pokryło się trawami - tzw. pokrywa zdziczała. Nie był to błąd w sztuce prowadzenia tego drzewostanu tylko ostatni "pasek zrębowy w ostępie". Najprościej rzecz ujmując był to kawałek starego lasu wokół którego rósł dużo młodszy las. Ilość światła jaka w związku z tym dostała się do dna lasu spowodowała rozwój roślinności która mogłaby bardzo utrudnić odnowienie takiej powierzchni. Wynika to wszystko z zasad zachowania ładu przestrzennego w całym lesie. Jest to bardzo stara szkoła urządzania lasu ale do tej pory nie wymyślono niczego lepszego. Ryzyko było, mogło się nie udać. Dzisiaj mam już nową koncepcję jak prowadzić odnowienie w takich przypadkach. Nie mam jeszcze żadnego przykładu więc powstrzymam się od trucia du...szy. Mimo ekspansji trzcinnika uprawa nie jest zagrożona przepadnięciem. Pielęgnacja polegająca na wykoszeniu chwastów w zupełności wystarczyła. W przyszłym roku siewki będą miały co najmniej pół metra i raczej żadna konkurencja im nie będzie straszna. Spotkałem niedawno starego kumpla ze studiów. Pracuje również w Lasach. W trakcie rozmowy spytał mnie czy wciąż mam jeszcze jakąś radochę z tego co robię: - "Cieszy cię twoja uprawa, która dobrze rośnie?" Powiedział to nieco zblazowanym tonem, który sam dobrze znam. Może to dziwne ale wciąż mimo obłędu podsycanego przez różnej maści gryzipiórków, raduje mnie kolejna uprawa która wychodzi z pod mojej ręki. Gdyby było inaczej zostałbym ....kolarzem, wszak lubię jeździć rowerem.
Chciałbym Wam pokazać, czym może być ten dział gospodarki leśnej. Jest w moim leśnictwie powierzchnia na której w ubiegłym roku wykonano zrąb zupełny, o zgrozo prawie czterohektarowy (działanie było legalne bo zaplanowane w operacie urządzania lasu, który jak już kiedyś wspominałem zatwierdza minister ochrony środowiska). Na dzień dzisiejszy uważa się, że powierzchnia zrębu nie może przekroczyć trzech hektarów. Dlaczego akurat tak? Nie wiem. Niemniej jednak postanowiłem dalej realizować swoją wizję "hodowlaną", która skrystalizowała się w mojej głowie jak na powierzchni rosły jeszcze dorodne sosny. Po zakończeniu prac przy pozyskaniu surowca, już jesienią zeszłego roku, wykonano na moje zlecenie orkę "w pasy" na całej powierzchni. Było to tak zwane wyprzedzające przygotowanie gleby ale nie pod sadzenie wiosenne a pod wiosenny obsiew nasion. Nasiennikami były w przeważającej mierze drzewa sąsiadujące bezpośrednio ze zrębem, który kształtem jest zblizony do prostokąta o wymiarach około 300m na 120m. Mimo roku o słabym urodzaju nasion uzyskałem bardzo dobry obsiew czyli tak zwane pełne pokrycie. Nasiona skiełkowały bardzo późno (jak na moje oko) bo dopiero w lipcu. Oczywistą sprawą jest, że sztuka cała by się nie udała gdyby powierzchnia zachwaściłaby się zanim skiełkowały nasiona sosny. Tak się oczywista nie stało ponieważ tzw. dno lasu w usuniętym drzewostanie było sprawne. A znaczy to mniej więciej tyle, że nie było tam żadnych uciążliwych roślin, które po usunięciu drzew opanowałyby całą powierzchnię tworząc fantastyczną łączkę. Taki stan rzeczy w dużym stopniu zawdzięczamy wszystkim pokoleniom leśników, którzy prowadzili ten drzewostan hodujac go przez ponad 100 lat. Szczególnym momentem w życiu lasu jest jednak ten początkowy impuls. Jak widać jest to kilka prostych czynności bez których las odnawiałby się zdecydowanie dłużej a jego zasobność i skład gatunkowy pozostawiałyby wiele do życzenia. Przynajmniej w pierwszym plus minus pięćdziesięcioleciu. Rzecz się na tym nie kończy. Hodowla to także dalsze pielęgnowanie uprawy. Samosiewów to dotyczty także.CDN.
Był u mnie dziś
inżynier nadzoru. To taki człowiek który pracuje w nadleśnictwie i kontroluje
bezpośrednio w terenie pracę wszystkich leśniczych. Obejrzał wszystkie zlecenia
które wystawiłem na lipiec dla zakładu usług leśnych, odnotował powierzchnie
które chciałby skontrolować, bo wydawało mu się że pielęgnacje które są tam
obecnie wykonywane nie są do końca uzasadnione. W szczególności chodziło mu o
pewną uprawę dębową. Oprócz tego chciał jeszcze obejrzeć dwuletnie uprawy
znajdujące się u mnie w lesie – takie uprawy podlegają standardowej ocenie
właśnie w tym wieku. Wykaz upraw oraz zlecenia zabraliśmy ze sobą i ruszyliśmy
w teren.
Na uprawie gdzie
posadzony jest dąb inżynier był przekonany że pielęgnacji nie powinno się
wykonywać, ale na miejscu okazało się że jest ona jednak uzasadniona. Wegetacja
w tym roku jest tak obfita, że chwasty które zwykle rosną na pół metra,
maksymalnie metr, w tym roku wybujały na półtora i półmetrowe sadzonki dębu nie
wytrzymują takiego ocienienia i trzeba je odsłonić. Potem pojechaliśmy na inne
powierzchnie gdzie prace pielęgnacyjne zostały już wykonane. Tam inżynier
sprawdził skuteczność i poprawność wykonania zabiegów. Wszystko było okej.
Ocena upraw
dwuletnich polega na lustracji całej powierzchni i określeniu jakości odnowienia.
W tych przypadkach był to samosiew sosnowy który pokrywa sto procent
powierzchni zrębu, a więc uprawa jest udana.
Na koniec
inżynier chciał jeszcze zajechać na powierzchnię gdzie ZUL pracuje przy
pozyskaniu, żeby skontrolować przestrzeganie przepisów BHP, ale była już
godzina trzynasta, a latem i szczególnie w czasie upałów pilarze zaczynają o
czwartej rano, a o trzynastej są już dawno po fajrancie ...
Nie mam za bardzo czasu pisać, bo wieczorami przebieram jagody (borówka czernica). Nie zdradzałem się z tym wcześniej, ale jestem wielkim ich fanem. Uważam, że mają zbawienny wpływ na mój nie tak już młody organizm i pożeram je w dużych ilościach – także zimą. W związku z tym jak tylko zaczyna się sezon myślę jak zdobyć ich kociołek oraz wydobywam ze strychu i piwnicy wszystkie słoiki żeby napełnić je czarnymi owocami.
Tak, więc po pracy myję słoiki i upycham do nich przywiezione ze skupu runa leśnego jagody. Niestety najpierw muszę je przebrać, co jest robotą żmudną i gigantyczną, szczególnie, jeżeli ma się przed sobą dwudziestolitrowe wiadro jagód pełne po brzegi. No, ale za to słoiczków w spiżarni przybywa, i o to chodzi.
Ach. Może nie wszyscy wiecie? Jagód należy szukać generalnie w lasach iglastych – borach. (Nazwa borówka nie jest zbiegiem okoliczności.) Sezon potrwa mniej więcej do połowy sierpnia.
Kiedy już będziecie na „jagodzisku” pamiętajcie o jednym: las daje nam jagody ale chce pozostać nie zaśmiecony!