dziecimłodzieżnauczyciele
home    PGLPGL Lasy
Państwowe
 blog edukatora        blog leśniczegoblog leśniczego    
Pisz swojego bloga
Pisz swojego bloga
Kanał RSS
Kanał RSS
Archiwum
sierpień 2007 (6)
wrzesień 2007 (10)
październik 2007 (8)
listopad 2007 (10)
grudzień 2007 (10)
styczeń 2008 (10)
luty 2008 (8)
marzec 2008 (8)
kwiecień 2008 (9)
maj 2008 (10)
czerwiec 2008 (8)
lipiec 2008 (8)
sierpień 2008 (8)
wrzesień 2008 (8)
październik 2008 (8)
listopad 2008 (8)
grudzień 2008 (8)
styczeń 2009 (8)
luty 2009 (7)
marzec 2009 (8)
kwiecień 2009 (8)
maj 2009 (8)
czerwiec 2009 (7)
lipiec 2009 (7)
sierpień 2009 (8)
wrzesień 2009 (8)
październik 2009 (8)
listopad 2009 (7)
grudzień 2009 (8)
styczeń 2010 (7)
luty 2010 (6)
marzec 2010 (8)
kwiecień 2010 (7)
maj 2010 (8)
czerwiec 2010 (7)
lipiec 2010 (7)
sierpień 2010 (7)
Kategorie
Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)
Logowanie
Login
Hasło
Przypomnij hasło 
Nie masz konta ? Zarejestruj sie
Blog LeśniczegoTadek

Zakończenie Buboborów
2009-03-28

W piątek w siedzibie nadleśnictwa odbyło się oficjalne podsumowanie i zakończenie działań związanych z Buboborami. Wyniki nie były może spektakularne, ale przyzwoite. Pogoda niestety była wyjątkowo niekorzystna – przez cały tydzień panował niż, a zdaniem ornitologów przy niskim ciśnieniu sowy nie lubią się odzywać.

Ale głównym sukcesem było stwierdzenie stuprocentowej obecności kilku osobników sóweczki i również kilku sowy włochatki. Mimo kiepskich warunków zlokalizowano kilkanaście puszczyków. Ornitolodzy twierdzili, że uzyskane wyniki ze względu na pogodę są wynikami minimalnymi na których podstawie można wnioskować, że populacje wszystkich zlokalizowanych ptaków są o wiele większe niż wykazały to nasłuchy i obserwacje. Czyli sów mamy na terenie naprawdę sporo.

Puchacza nie udało się usłyszeć żadnemu z zespołów, ale jeden z kolegów leśniczych jest pewien, że słyszy go od czasu do czasu na terenie swojego leśnictwa.

P.S. Dzisiaj ciśnienie poszło w górę co stwierdziłem na barometrze (1000 hPa) i od razu podwórkowy puszczyk dał o sobie znać. A kiedy wcześniej razem z całą ekipą próbowałem go wołać, ani razu się skubany nie odezwał.


Oceń wpis | Ilość głosów: 1 | Średnia ocena: 8
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Bubobory 2009
2009-03-26

Pojechałem w końcu na Bubobory. Wystartowaliśmy o siedemnastej żeby spróbować jeszcze usłyszeć sóweczkę. Spytałem ornitologów z którymi jechałem jakie partie drzewostanów - na jakim siedlisku i o jakiej charakterystyce – są dla nich interesujące ze względu na występowanie poszukiwanych gatunków.

Najpierw pojechaliśmy więc do lasu świerkowego na podłożu torfowym leżącego w pobliżu większych odkrytych przestrzeni. Sóweczkę udało się usłyszeć. Dla mnie był to jeden z miliona ogólno-leśnych wieczornych dźwięków (słychać było m.in. żurawie, kosy, drozdy). Sóweczka odezwała się sprowokowana nagraniem które odtworzyliśmy z telefonu (ach, ten sprzęt). Głos jaki usłyszeliśmy w odpowiedzi moim zdaniem nie przypominał tego co odtwarzaliśmy, ale zespół ornitologiczny był pewien, że właśnie słyszymy sóweczkę. Postanowiliśmy przenieść się w inne miejsce żeby móc dokładniej zlokalizować ptaka. Udało nam się znaleźć dużo bliżej, sóweczka odzywała się wyraźniej i teraz jak najbardziej przypominało to dźwięk znany mi z nagrania. Udało się precyzyjnie ustalić rejon gdzie owa sóweczka poluje. W ten sam sposób udało nam się zlokalizować jeszcze jeden rejon łowiecki kolejnego osobnika. Sukces niby drobny, ale cieszył. Bubobory wszak nastawione są głównie na poszukiwania stanowisk puchacza, ale sóweczka również jest rzadkim gatunkiem, a do tego poluje w dzień.

Kiedy zapadł zmrok ruszyliśmy w inne rejony drzewostanów żeby spróbować zlokalizować włochatkę i puszczyka. Najaktywniejsze są one dwie godziny po zmierzchu i przed świtem. Udało się zanotować kolejny sukces, ale nie tak spektakularny – sprowokowana nagraniem włochatka odezwała się tylko raz. Z czterech nasłuchujących osób usłyszały ją trzy, ale nie wszyscy z tego samego kierunku. Echo w lesie rozchodzi się bardzo różnie. No ale grunt że słyszeliśmy.

Później pojechaliśmy jeszcze nad brzeg leśnego jeziora leżącego w sąsiedztwie bagien żeby nasłuchiwać puchacza ale nie raczył się odezwać (tego gatunku sowy nie prowokuje się nagranym głosem bo można tylko nastraszyć wszystkie ptaki w lesie). Być może to wina pogody (idealne okoliczności to pełnia księżyca i bezchmurna, bezwietrzna noc). Pomimo prowokacji nie odezwał się nawet pospolity gatunek jakim jest puszczyk, którego obecność w okolicy jest stuprocentowo pewna. Ale prowadzący nasłuchy ornitolog stwierdził, że sowy to stworzenia dość chimeryczne i nie zawsze się odzywają – nawet kiedy w pobliżu odtwarza im się najlepsze sowie kawałki z MP3.

P.S. Nagrania sowich głosów, zdjęcia oraz wiele ciekawych informacji można znaleźć na stronie WWW.cepl.sggw.pl/bubobory


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
W marcu jak w garncu
2009-03-24

Nadeszła jak wiadomo wiosna przynajmniej kalendarzowa. Zbliża się więc również sezon kornikowy. Wprawdzie nic jeszcze nie można o tym powiedzieć na pewno, ale patrząc na pogodę to jeżeli utrzyma się taka jak jest jeszcze w kwietniu – czyli śnieg, deszcz i dość gruba pokrywa śniegu w lesie, to szkodniki owadzie a przynajmniej kornik drukarz którego znam osobiście nie zaliczą tego sezonu do udanego. Taka właśnie pogoda, a przede wszystkim długo utrzymujący się w lesie śnieg hamuje rozwój szkodników owadzich skracając im wydatnie okres w którym mogą się rozmnażać.

Dla mnie byłoby to wyjątkowo korzystne, jako że kornik już nie raz przysporzył mi dodatkowych zajęć z racji tego, że na terenie mojego leśnictwa znajduje się dużo świerka.

Tymczasem rozpoczęło się liczenie sów (BUBOBORY). Jutro o 17 ruszam w teren razem z ornitologiem. O wynikach dam znać.

P.S. Na zdjęciu kwitnąca leszczyna dziś o poranku.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Puchacze i kolejny atak zimy
2009-03-19

Trzeci dzień pada śnieg. Na zmianę zawieja albo zawieja. Na szczęście w miarę ciepło, więc wiadomo, że nawet jeżeli wygląda to jak śnieżyca to sprawa jest chwilowa.

Zastanawiałem się gdzie podziały się żurawie, skowronki, szpaki i cała ta wiosenna hałastra która już przyleciała – sam widziałem i słyszałem. Żona coś wspominała o zmianie opon na letnie. Dobrze że nie dałem się namówić!

W przyszłym tygodniu wszyscy pracownicy nadleśnictwa, także „biuro”, wezmą udział w szkoleniu a potem w inwentaryzacji sów na naszym terenie. Wszystko to będzie odbywało się w ramach akcji „Bubobory”. Jest to już siódma edycja tego programu – ale po raz pierwszy będzie w niej brało udział nasze nadleśnictwo. Do prawie każdego z nadleśnictw w których wykazano w trakcie przeprowadzanej w 2006 roku inwentaryzacji obecność puchacza (łac. Bubo bubo) przyjadą specjaliści ornitolodzy. U nas warsztaty szkoleniowe i nasłuchy będą prowadzone przez cały przyszły tydzień.

Celem „Buboborów” ma być nie tylko inwentaryzacja stanowisk puchacza, który jest najrzadszą sową występującą w Polsce ale również edukacja leśników w zakresie sowich zwyczajów, sposobów lokalizacji stanowisk oraz czynnej ochrony tego gatunku. Oczywiście niejako przy okazji uzyskuje się dane dotyczące innych gatunków sów gniazdujących w okolicy (w naszym kraju występuje jeszcze między innymi sóweczka, włochatka, puszczyk i uszatka).

Ja bez specjalnych nasłuchów wiem, że tuż koło leśniczówki, prawdopodobnie w starym opuszczonym kościele, mieszka puszczyk. Zaczął się odzywać w lutym, kiedy noce stawały się cieplejsze ale o wiośnie nikt jeszcze poważnie nie myślał. Słychać go było przez kilka dni, potem przyszły mrozy i zamilkł, teraz słychać go znowu. Lubię się z nim przekomarzać i drażnię go gwizdaniem przypominającym jego głos – można nawiązać całkiem długą „rozmowę”. Gadamy tak już któryś rok.

Puchacza nigdy nie słyszałem, ale może uda mi się to w tym roku w trakcie „Buboborów”.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Krwawe łowy
2009-03-16
Poszedłem robić zdjęcia na łąki. Niedaleko, niecały kilometr od leśniczówki. W pewnym momencie zauważyłem w jednym miejscu krążące kruki. Poszedłem w tamtą stronę i zobaczyłem jelenia zabitego przez wilki. Był zjedzony do połowy. Dookoła wydeptana trawa, mnóstwo krwi, jednym słowem ślady walki.

Co się mogło stać? Detektywem nie jestem, ale na podstawie doświadczenia mogę mniej więcej odtworzyć przebieg zdarzeń.

Młody byk razem z całą chmarą jeleni żerował w płocie na ogrodzonej uprawie. Wilki wykorzystały okazję i zaatakowały. W jednym miejscu duży odcinek siatki jest przewrócony – tamtędy ewakuowała się cała chmara. W trakcie pogoni wilkom udało się odbić od stada jedną sztukę – być może najsłabszą lub chorą - i zagonić w róg płotu. Jeleń próbował wyskoczyć, porwał siatkę, ale nie dał rady się wydostać z ogrodzenia i padł ofiarą drapieżników. Trudno powiedzieć jak liczna była wilcza wataha. Ale kiedy go znalazłem, ze stukilowego zwierzęcia została połowa. Wszystko musiało się rozegrać poprzedniej nocy. Specjaliści od wilków podają, iż dorosły osobnik jest w stanie zjeść jednorazowo do pięciu kilogramów mięsa. Czyli musiało być ich z dziesięć.

Zauważyłem również, że nie pierwszy raz wilki polowały w tym miejscu i w ten sposób. Dosłownie kilka metrów od świeżo zabitego jelenia znalazłem resztki kozła sarny (czaszkę i parostki) które musiały leżeć tam od jesieni albo nawet od lata.

Wilków nie zniechęciły moje liczne ślady pozostawione przy padlinie – następnego dnia z jelenia nie zostało już nic oprócz kawałka skóry, resztek sierści i kości kończyn. Zniknęła nawet czaszka. Były też ślady jak tarzały się w resztkach a potem wycierały w śniegu (wilk, tak samo jak pies, tarza się w różnych takich miejscach po to, żeby zabić swój naturalny zapach – zapach drapieżnika; nawet jeżeli potem cuchnie, to jest to zapach inny niż jego naturalny, co ułatwia mu polowanie). Niewykluczone, że zachęcone sukcesem, będą dalej polować w okolicy.

Pozdrawiam wegetarian.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Światowa depresja.
2009-03-08
Ponieważ jestem na urlopie, zaległym (pani z kadr kazała mi wziąć trzy dni jakie zostały mi z zeszłego roku) siedzę w domu i mam fuchę polegającą na dostarczaniu wrażeń mojej dwuletniej córce.
W tym czasie żona walczy z zimową depresją zwiedzając sklepy w okolicznych miasteczkach. Okazuje się, że mieszkanie na odludziu rzuca się czasami do gardła, szczególnie pod koniec takiej ciężkiej zimy jak tegoroczna. Znajomych widuje się od święta, wyjazdy to rzadkość. Porzucenie domu na kilka dni przy niskiej temperaturze może zaowocować zamarzniętymi kaloryferami.

A propos - zabrałem się też za wymianę kaloryfera. Stary, blaszany zaczął przeciekać i musiałem go zdjąć, ale w pokoju zrobiło się odczuwalnie chłodniej. Napisałem podanie o zakup nowego. Nasz specjalista od remontów znalazł w swoich zasobach jakiś niepotrzebny kaloryfer i mogłem go przejąć. O zakupach i remontach na razie nie ma mowy – kryzys najwyraźniej zagląda także do naszej firmy, bo według oficjalnego zarządzenia dopuszczalne są tylko remonty w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia mieszkańców osady. Muszę pogodzić się więc z tym, że obiecywanego od lat remontu chyba się prędko nie doczekam. Bo nie zapowiada się żeby światowy kryzys jakoś się szybko skończył.

Jutro rano chyba osiodłam mojego gniadego i zawalczę z moją osobistą deprechą. Zdecydowanie wolę to niż zakupy – ha ha.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Żurawie i pszczoły czyli przednówek
2009-03-06

Na zdjęciu widać pierwsze żurawie z zeszłego roku oraz bieżącą aurę. Wciąż pada śnieg, czasem pomieszany z deszczem, ale ostatni weekend był wyjątkowo słoneczny.

Właśnie w niedzielę, pierwszego marca rano skórowałem upolowanego dzika ciesząc się z dawno nie widzianego słońca gdy usłyszałem klangor żurawi. Dochodził gdzieś z okolicznych łąk.

Tego samego ranka spotkałem naszą znajomą pszczelarkę. Zaparkowała koło leśniczówki, bo nie mogła dojechać do swojej pasieki z powodu śniegu – leży go naprawdę wciąż bardzo dużo. Szła do pasieki karmić pszczoły, którym się coś pokręciło i zaczęły się uaktywniać. Zdaniem pszczelarki rozpoczynały już normalną działalność. Gdyby nie dostały cukru mogłyby nie dożyć do wiosny. Co ciekawe, działo się tak nie w jednym ulu, ale we wszystkich – jest ich około dziesięciu. Cała pasieka mogła po prostu zginąć a jej odbudowanie to nie taka prosta sprawa. Biorąc pod uwagę to, że w ogóle pszczół jest na świecie coraz mniej i coraz częściej chorują z różnych powodów (ogólnie rzecz biorąc „cywilizacyjnych” czyli dużej ilości chemii w przyrodzie) takie ekologiczne pszczoły jak te przy leśniczówce należy chronić. Że nie wspomnę o tym, iż nie wyobrażam sobie po prostu życia bez miodu.

Generalnie zarówno z powodu żurawi jak i pszczół nadchodząca wiosna wydaje mi się jakaś dziwna. Nie mogę uciec od skojarzenia z inną dziwną wiosną sprzed kilku lat, a dokładnie z roku 2002. Wtedy właśnie po takiej dziwnej wiośnie (żurawie pamiętam usłyszałem 28 lutego kiedy wszędzie leżało jeszcze dużo śniegu) na początku lipca (a dokładnie 4 lipca) walnął huragan który położył ogromne połacie Puszczy Piskiej i okolic. Jego skutki usuwaliśmy przez kolejnych kilka lat – najpierw wycinając i wywożąc drewno a potem przygotowując powierzchnie pod ponowne zalesienia i sadząc miliony nowych sadzonek.

Mam nadzieję że tym razem scenariusz się nie powtórzy. Skóra mi cierpnie na samą myśl.

 


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Na lisa z norowcami
2009-03-03

Ostatniego dnia lutego byłem na niezwykłym polowaniu. Było to polowanie na lisy z użyciem norowców, czyli psów wyspecjalizowanych w pracy w norach. Szkoli się do tego przede wszystkim jamniki i jagdteriery, ale sprawdzają się również foksteriery. (Takie psy szkoli się wcześniej w sztucznie budowanych norach. W sztucznych norach organizuje się również konkursy dla psów myśliwskich.)

Nadleśnictwo wyszło z inicjatywą organizacji takiego szczególnego polowania i zaprosiło specjalistów – menerów z psami, ponieważ w sposób czynny zamierzamy włączać się w ochronę cietrzewia, który na naszym terenie ma jedne z nielicznych ostoi w naszym kraju.

Nie da się ukryć, że lis, a także jenot to naturalni wrogowie cietrzewia, polujący zarówno na same kury i koguty jak i wyjadający im jajka z gniazd.

Kilka dni przed polowaniem odbyła się narada na której ustaliliśmy dokładnie położenie znanych nam nor. W sumie było ich bardzo dużo, ale jak się okazało później, część była okresowo nieczynna.

W dniu polowania podzieliliśmy się na kilka zespołów – w skład każdego wchodził mener z kilkoma psami oraz trzech-czterech myśliwych. Psy szybko weryfikowały czy dana nora jest pusta czy nie. Ponieważ dzień był wyjątkowo słoneczny, w żadnej z odwiedzanych przez myśliwych nor nie było lisów. W taki dzień lisy wychodzą na polowania, krążą po łąkach szukając myszy i innych przysmaków. Ale za to wykurzyliśmy sporo jenotów i borsuków. Przewodnicy psów byli zachwyceni, że ich psy miały okazję pokazania swoich umiejętności. Sam byłem zaskoczony pracą psów oraz ...... złapaniem żywego jenota. Jenota zresztą złapaliśmy dosyć przypadkiem. Otóż mener zaniepokojony długim przebywaniem psa w norze (jeżeli pies znajduje się w norze zbyt długo może się zwyczajnie udusić – często gubi go własna pasja) postanowił go ratować. Za pomocą specjalnego lokalizatora ustalił miejsce przebywania psa pod ziemią i zaczęliśmy kopać. (Nory bywają bardzo rozległe i z dużą ilością wejść, czyli „okien”.) W końcu dotarliśmy do psa, którego udało się chwycić za tylne nogi i wyciągnąć. Ale okazało się, że ... zębami był wczepiony w jenota, który z kolei udawał martwego. Mener podniósł psa do góry – razem z jenotem oczywiście, dmuchnął psu w ucho, pies puścił jenota, a ponieważ ten dalej grał trupa ostatecznie wylądował w klatce. Puszczony na chwilę pies ruszył znów do nory i z drugim jenotem powtórzyła się ta sama operacja. Nigdy nie sądziłem, że może to wyglądać właśnie tak.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
© 2006-2010 Centrum Informacyjne Lasów Państwowych
przy współpracy    NFOŚiGW 
CMS by WEB interface