dziecimłodzieżnauczyciele
home    PGLPGL Lasy
Państwowe
 blog edukatora        blog leśniczegoblog leśniczego    
Pisz swojego bloga
Pisz swojego bloga
Kanał RSS
Kanał RSS
Archiwum
sierpień 2007 (6)
wrzesień 2007 (10)
październik 2007 (8)
listopad 2007 (10)
grudzień 2007 (10)
styczeń 2008 (10)
luty 2008 (8)
marzec 2008 (8)
kwiecień 2008 (9)
maj 2008 (10)
czerwiec 2008 (8)
lipiec 2008 (8)
sierpień 2008 (8)
wrzesień 2008 (8)
październik 2008 (8)
listopad 2008 (8)
grudzień 2008 (8)
styczeń 2009 (8)
luty 2009 (7)
marzec 2009 (8)
kwiecień 2009 (8)
maj 2009 (8)
czerwiec 2009 (7)
lipiec 2009 (7)
sierpień 2009 (8)
wrzesień 2009 (8)
październik 2009 (8)
listopad 2009 (7)
grudzień 2009 (8)
styczeń 2010 (7)
luty 2010 (6)
marzec 2010 (8)
kwiecień 2010 (7)
maj 2010 (8)
czerwiec 2010 (7)
lipiec 2010 (7)
sierpień 2010 (7)
Kategorie
Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)
Logowanie
Login
Hasło
Przypomnij hasło 
Nie masz konta ? Zarejestruj sie
Blog LeśniczegoTadek

Dąb – postępowanie hodowlane cz. 2
2009-10-30
Z dębem można zrobić jeszcze inaczej. Niekoniecznie trzeba razem z nim sadzić gatunek pielęgnacyjny – można proces uprościć i zmniejszyć koszty o cenę sadzonek gatunku pielęgnacyjnego i jego sadzenia. Można wykorzystać obsiew naturalny.

Jeżeli na uprawie posadzimy sztucznie sadzonki dębu, to pojawi się na niej również naturalny obsiew takich gatunków jakie otaczają uprawę – w moim leśnictwie będzie to osika, brzoza, sosna i świerk. Spośród tych 4 gatunków iglaste uznaję za korzystnie oddziałujące na wzrost młodych sadzonek dębu. Teoria traktuje to szerzej – pozostałe dwa gatunki również są teoretycznie korzystne, ale moje dotychczasowe doświadczenie wskazuje, że lepiej je usuwać. One i tak będą odrastać i wsiewać się na nowo. Są bardzo pożyteczne w tworzeniu „kożucha” czyli otuliny w której rosną sadzonki dębu.

Inaczej jednak wygląda sprawa ze świerkiem, a inaczej z sosną. Sosna ma budowę korony ażurową i dopuszcza więcej światła – sosny nawet wyższe od posadzonych dębów i zakrywające ich pączki szczytowe nie spowodują ich wybujałego wzrostu. Idealnie jest jeżeli w dąb wsiewa się sama sosna i pędzi w górę. Wtedy dąb też pędzi ale zupełnie mu to nie przeszkadza w wytworzeniu mocnej strzały. Ostatnio na jednej z takich powierzchni prowadziłem czyszczenia wczesne (do 10 roku uprawy) – w trakcie czyszczeń usunęliśmy taką sosnę a dąb jest bardzo okazały. Tymczasem wsiał się tam jeszcze cienioznośny świerk – teraz dużo mniejszy od dębu – który za jakieś 2 lata stworzy kożuch mikroklimatotwórczy i zapewni dębowi super warunki. Co będzie dalej – zobaczę. Na razie z efektu jestem zadowolony – udało się wykorzystać naturalne zjawiska do formowania uprawy dębowej w pożądanym kierunku.

Świerk jest również dla dębu gatunkiem pielęgnującym. Teoretycznie ma koronę bardziej zakrywającą niż sosna, ale w Puszczy Białowieskiej widziałem dęby rosnące razem ze świerkami i wyrastające praktycznie z jednego miejsca. Jedne i drugie drzewa dorastały do ogromnych rozmiarów, więc najwyraźniej sobie nie przeszkadzały, ale ja tego u siebie na uprawie jeszcze nie przerabiałem.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Dąb - postępowanie hodowlane cz. 1
2009-10-28
Na zdjęciu widać gniazdo z odnowieniem sztucznym dębu. Została tu zastosowana rębnia gniazdowa (o której już kiedyś pisałem), która służy nie tylko do zastąpienia dojrzałego drzewostanu nowym pokoleniem, ale również do przebudowy czyli urozmaicenia składu gatunkowego, co z wielu względów jest korzystne na siedliskach żyźniejszych niż bór mieszany świeży.

Na tym gnieździe posadziłem 4 lata temu, jesienią, sadzonki dębu bezszypułkowego razem z gatunkiem pielęgnacyjnym – lipą drobnolistną. Gatunek pielęgnacyjny został posadzony na całej powierzchni równomiernie, ale rzadziej niż dąb. Ma to wszystko na celu zapewnienie sadzonkom dębu stałego ocienienia bocznego i stworzenie w ten sposób na danej powierzchni mikroklimatu dzięki któremu sadzonki dębowe będą miały dobre warunki wzrostu. Zamiast lipy można posadzić również grab.

Na zdjęciu w gąszczu drzewek widać też brzozę, która posiała się tam sama. Przez pierwsze dwa lata, kiedy sadzonki były jeszcze małe, pielęgnacja polegała głównie na ograniczaniu chwastów oraz szybko rosnących samosiewów brzozowych. Gdyby tego nie robić, to dzisiaj nad wysokimi, ale wiotkimi dębami, bujałyby dorodne czterometrowe brzozy. (Usunięcie brzóz na tym etapie nie byłoby gwarancją sukcesu – niestabilne dęby raczej by nie przetrwały. Wiotkie pędy wyginają się pod własnym ciężarem.)

Dąb rósł w kożuchu różnych chwastów i lipy, ale zawsze miał odsłonięty pączek szczytowy (leśnicy mówią, że dąb lubi tak rosnąć - w kożuchu ale z odkrytą głową). Cały czas na powierzchni wsiewa się brzoza i próbuje zdominować dęba. Teraz małe brzozowe siewki, które wykiełkowały gdy dęby były już duże, są na poziomie chwastów i tworzą element kożucha, ale za dwa lata znów trzeba będzie wejść z cięciem pielęgnacyjnym i pozbyć się ich, żeby nie przegoniły i nie zakryły dębu.

 


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Lektura na coraz dłuższe wieczory
2009-10-26
Zakupiona niedawno w piskiej księgarni książka A.F. Ossendowskiego „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” dostarczyła mi wrażeń na kilka kolejnych wieczorów. Nie mogłem się oderwać, bo łączy w sobie wiele z tego, co cenię w literaturze faktu – ciekawy okres historyczny, rzetelność reportażu i wydarzenia, których splotu nie wymyśliłby żaden pisarz fabularny. Dwa lata, konno, przez Syberię, Mongolię i Azję centralną, w walce o życie i ucieczce przed sowieckim terrorem. Start zimą roku 1920...

Nie jest to jak widać pozycja świeża – wydana zresztą w serii „Podróże retro” – bo pierwszy raz ukazała się drukiem w roku 1923. Ale wydana teraz na nowo, ma szansę zyskać skazanemu w PRL na zapomnienie autorowi rzesze nowych wielbicieli. (Książki tego autora po wojnie były niszczone bezwzględnie, nie miały prawa znaleźć się w żadnej bibliotece – a dlaczego, staje się jasne już po kilku pierwszych zdaniach.) Ossendowski to postać niezwykła – naukowiec, pisarz, podróżnik. Przed II wojną bardzo znany, nie tylko w Polsce, tłumaczony na wiele języków.

„Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” to nie tylko historia pewnej przymusowej podróży. To również seria miniaturowych reportaży z serca Syberii, z arcytrudnej przeprawy przez góry do Mongolii, z pobytu u Żywego Buddy. Seria nieprawdopodobnych opowieści o świecie którego już dawno nie ma, bo unicestwiły go wojny i rewolucje, o terenach gdzie prawie sto lat później cywilizacja raczej wciąż nie dotarła i jak sądzę nie dotrze. Autor z taką samą pieczołowitością opisuje zarówno świat dzikiej, surowej przyrody jak i ludzkie obyczaje, obrzędy i podłości. Soczysty, piękny, nieco archaiczny język dodaje jeszcze uroku. Jeżeli ktoś lubi tego rodzaju literaturę – serdecznie polecam.

Na koniec jeszcze dodam usłyszaną od rodziny anegdotkę ze stanu wojennego. Otóż ktoś ze środowiska naukowego wracał z konferencji za granicą i wiózł ze sobą wydaną tamże książkę Ossendowskiego „Lenin”. Po wjeździe pociągu do Polski przychodzi celnik i przeszukuje bagaż w poszukiwaniu tzw. bibuły (dla tych co nie pamiętają – nielegalnych wydawnictw prasy i literatury solidarnościowej). Znajduje książkę i pyta: „- A to co?” – „No jak to co – Lenin!” – padła odpowiedź. Tu nastąpił salut, służbowe trzaśnięcie obcasami i celnik piorunem zniknął. Gdyby tylko wiedział co zawiera książka ...


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Bóbr meliorant
2009-10-21
Jak widać na załączonym zdjęciu, bobry nie zajmują się tylko spiętrzaniem wody, ale również osuszaniem terenu. Na dnie wyschniętego latem stawu bóbr wykopał rów w celu zgromadzenia wody. Rów ten jest dla zwierzaka korytarzem transportowym, są tam również pozatapiane zapasy na zimę – pędy wierzby, brzozy i inne przysmaki. Widać, że bóbr często tu przychodzi – wykopał też kilka podziemnych korytarzy i wydeptał szeroką już ścieżkę pomiędzy starym rowem melioracyjnym (którym tu przypływa) a stawem.

Muszę przyznać, że jak na jedną bobrzą rodzinę, zakres zrealizowanych prac ziemnych jest naprawdę imponujący. Mają też spory zasięg terytorialny. W dzikim stawie za leśniczówką mają tylko spiżarnię – ale dosyć sporą. Tak naprawdę mieszkają mniej więcej pół kilometra dalej, przy płocie ogradzającym uprawę kolegi leśniczego K.. Jakieś dwa lata temu zauważyłem powstające żeremie bobrowe, ale dosyć nietypowe – budowane właśnie na siatkowym płocie. Obejrzałem je sobie dokładnie – precyzyjna robota. Niemniej nie sądziłem, że bóbr utrzyma się w tym miejscu, myślałem, że nie znajdzie w okolicy wystarczającej ilości jedzenia, tylko skonsumuje krzaki rosnące wzdłuż rowu. Ale najwyraźniej mu się podoba i potrafi na tyle rozsądnie gospodarować okoliczną roślinnością, że wciąż ma co jeść. Nie widziałem go nigdy, ale nie raz słyszałem spłoszony plusk ogona o wodę gdy zbliżałem się do stawu ...

Były pierwsze poważniejsze przymrozki dzisiejszego ranka. Zdaje się, że razem z mrozem pojawiły się wilki. Niedaleko leśniczówki na łące leżą resztki jelenia byka...


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Przybyli górale ...
2009-10-18

Wydawałem niedawno drewno. Z samego rana „przybyli górale pod okienko” leśniczówki – tak jak się zresztą wcześniej ze mną umawiali. Koledzy przejechali ponad 600 km, z okolic Suchej Beskidzkiej. Co oczywiste, nie wiedzieli ani gdzie jest las z którego mieli zabrać drewno, ani tym bardziej gdzie leżą stosy.

Przyjechali po tartaczny surowiec świerkowy – wydawało mi się to bez sensu – sądziłem, że czego jak czego ale świerka to w górach nie brakuje. Okazało się jednak, że klęski żywiołowe z ostatnich lat tak przetrzebiły tamtejsze drzewostany, że zaczyna to być problem. Moim zdaniem częste klęski jakie zdarzają się ostatnio zakłócają gospodarkę leśną do tego stopnia, że zaczyna brakować surowca. Po huraganie trzeba nagle zagospodarowywać dużą ilość drewna, mimo wysiłków leśników dużo się marnuje, dużo też idzie w opał, bo jakość jest nie najlepsza – a później nie ma już skąd pozyskiwać, bo te drzewostany które pozostały nie mają jeszcze wieku rębnego.

Górale będą ten świerk przerabiać gdzieś u siebie – byłem zdziwiony, że ta operacja jednak się opłaca (sam transport surowca na taką odległość to ogromne pieniądze). Byli też przekonani, że gdzieś w okolicy jest jezioro Śniardwy i nawet pytali jak tam dotrzeć. Kiedy się okazało, że do tego konkretnego jeziora jest ze 30 kilometrów, chłopy się zasępili – chyba chcieli wykorzystać krajoznawczo pobyt na Mazurach, ale niestety było za daleko a ich czekała jeszcze długa trasa.

No właśnie. Kiedy ładowaliśmy drewno (dwa samochody, więc trochę trwało), kierowca pokazał mi zdjęcia ze swojego telefonu przedstawiające atak zimy. Nie sądziłem, że to tak może w górach w październiku wyglądać – normalnie metrowe zaspy przy drogach. Przez radio jakoś obraz katastrofy nie był tak dramatyczny, a ponieważ wciąż bojkotuję telewizję, nie widziałem tego w żadnym „dzienniku”. Zawsze zresztą wydawało mi się, że zima najdłuższa i najcięższa jest na Mazurach, ale tu w porównaniu z Suchą Beskidzką mamy normalnie złotą jesień ...

 


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Jesienny atak zimy
2009-10-15

Rano obudziło mnie gwizdanie wiatru we wszystkich szczelinach domostwa. Za oknami las kołysał się groźnie, ale do etapu huraganu jeszcze trochę brakowało. Aura była taka, że zadzwoniłem do pilarzy i powiedziałem im, żeby nie jechali dzisiaj do lasu; dzień wcześniej zresztą ich upominałem, że trzeba spieszyć się z robotą, bo na surowiec czeka odbiorca – musiałem więc chłopakom przypomnieć, że BHP przede wszystkim (obalanie-ścinanie drzew przy porywistym wietrze jest śmiertelnie niebezpieczne ponieważ to co się dzieje ze ścinanym drzewem jest poza kontrolą pilarza).

 Za oknem śnieg padał już poziomo, a ja wciąż zastanawiałem się jakim cudem w leśniczówce jeszcze jest prąd. Z reguły przy takich wichurach „przerwy w dostawach zasilania” zdarzały się u mnie często i na długo. Tym razem jednak radio podawało kolejne komunikaty o katastrofalnych skutkach śniegowej nawałnicy w innych rejonach kraju. Nas szczęśliwie ominęło, choć nie do końca.

Moje rozmyślania przerwał telefon od jednego z odbiorców który poinformował, że stoi niedaleko, tam gdzie miał dojechać nie dojedzie, bo droga rozmiękła, więc może spróbuje wziąć drewno ode mnie z lasu zamiast od sąsiada. Ruszyłem do lasu, gdzie wspomniany przewoźnik natychmiast utknął pod górką na drodze grząskiej jak wszędzie indziej, do drewna oczywiście nie dojechał. Wezwałem duży traktor który za pomocą bardzo grubej liny wyciągnął ponad-dwudziesto-tonowy samochód z błota. (Co oczywiście trochę trwało.) Przewoźnik jednak nie poddał się, dojechał w końcu do mygły i załadował się, po czym wziął ode mnie kwity i pomknął do tartaku. Dodam tylko że cała operacja trwała w szalejącej śnieżycy, przy silnym północnym wietrze. Ale dobrze się skończyło, prąd wciąż jest, kaloryfery grzeją, a w maju znów będzie wiosna.

 Na zdjęciu widać katastrofę jaka wydarzyła się w pasiece koło domu – nawałnica przewróciła martwą suchą sosnę, która padając uszkodziła kilka zabezpieczonych już na zimę uli.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Tajemnicza wizyta
2009-10-09
Spiesząc się żeby zdążyć przed zmierzchem kończyłem remontować starą ręczną pompę przed domem. Dokręcałem ostatnie śruby, kiedy usłyszałem dźwięk nadjeżdżającego samochodu. Niby normalne, bo w skrzynce na płocie leśniczówki leżą książki ewidencji polowań i często podjeżdżają wpisywać się myśliwi – z reguły terenówkami.

Ale miałem jakieś zwierzęce przeczucie, że to co innego. Ruszyłem w stronę płotu, a kierowca busa kiedy tylko mnie zobaczył, zawrócił niemal z piskiem opon i odjechał najszybciej jak się dało. Nie udało mi się dostrzec numerów rejestracyjnych. Jestem przekonany, że to miała być wizyta osób, które liczyły na to, iż nie zastaną w domu lokatorów i będą mogły wynieść co się da. Piątek wieczór, po zmroku, dom w lesie, daleko od szosy. Warunki idealne. Mogliśmy przecież wyjechać na weekend – co się przecież zdarza. Ba, mogliśmy wybrać się do znajomych na herbatkę. Jak sądzę po powrocie zastalibyśmy puste ściany.

Zdarzają się od czasu do czasu głuche telefony. Widać też kilka razy w roku samochody dobrych marek podjeżdżające pod dom i od razu zawracające. Nikt nie wysiada, oczywiście. Ewidentnie jestem pilnowany – i nie myślcie, że popadam w paranoję.

Już kilka razy w leśniczówce było włamanie. Ostatni raz chyba ok. 2004 roku, właśnie jesienią, kiedy wyjechałem gdzieś na weekend. To było chyba trzecie z kolei odkąd tu mieszkam. Oczywiście wezwałem policję, postępowanie umorzono jakiś czas potem z powodu niewykrycia sprawców. Wybitą szybę po jakimś czasie wstawiłem sam.

Kiedyś rodzina, która przyjechała na weekend, nie mogąc się mnie doczekać (spóźniałem się jakoś), otworzyła drzwi wejściowe przysłowiową spinką do włosów. (Jeżeli myślicie, że leśniczówka ma jakieś zabezpieczenia antywłamaniowe to się mylicie. Kiedyś wnioskowałem o lepsze zabezpieczenie budynku to usłyszałem, że nie ma stuprocentowych zabezpieczeń więc podejmowanie jakichkolwiek działań jest bez sensu.) W sumie dokumenty w kancelarii leśniczego to dla mojej pracy ważne papiery, ale jak sądzę nikt kto podjeżdża busem nie zamierza wywozić zawartości moich segregatorów. Poprzednio ginęły zawsze wiertarki i aparaty fotograficzne, raz rejestrator który złodziej musiał pomylić z kalkulatorem. Na szczęście rzadko ruszamy się z domu, a nawet jak wypuszczamy się gdzieś na dłużej, to zawsze zostawiamy ekipę zmienników. Jak widać ma to ogromne znaczenie.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Opał też drewno
2009-10-06

To co widać na pierwszym planie to opał brzozowy. Jak widać w lesie nie pozyskuje się wyłącznie cennych sortymentów ale również opał. Jest to jednak surowiec również poszukiwany jak najlepsze tartaczne drewno. Zwłaszcza że modne jest palenie w kominkach – nie zawsze są one źródłem ciepła, a jedynie atrakcją jesiennych i zimowych wieczorów (bardzo miłą). Utarło się nawet, że jak ktoś przyjeżdża do leśniczówki żeby zakupić taki surowiec to nie pyta o opał ale o drewno kominkowe.

Oprócz takiej grubizny jak widać na zdjęciu opałem są też często drobne gałęzie które można pozyskiwać w lesie „samo-wyrobem”. Samo-wyrób polega na tym, że na powierzchniach gdzie prowadzone są cięcia (trzebieże, zręby) po pozyskaniu grubizny zostaje drobnica. Na taką drobnicę jest wielu amatorów (bo i cena jest bardzo atrakcyjna – około 5PLN/metr przestrzenny, czyli ok. 10 razy mniej niż za grubiznę). Zgłaszają się oni do leśniczego z pytaniem gdzie można sobie wyrobić opał. Leśniczy jedzie na powierzchnię i pokazuje, następnie daje do podpisania dokument, gdzie stwierdza się iż klient prace będzie prowadził na własną odpowiedzialność, własnymi narzędziami, według wskazówek leśniczego, we wskazanym przez niego miejscu itd. Następnie klient przygotowuje drobnicę – układa ją w stos który umożliwia wykonanie pomiaru drewna i jego odbiórkę. Później leśniczy odbiera stos, wprowadza do ewidencji, a jegomość może już drewno wykupić płacąc cenę za sam surowiec (bo pracę wykonał sam). Kiedy drewno jest opłacone, klient dostaje asygnatę i może drewno zabierać do domu. Na asygnacie wpisany jest również termin wywozu drewna z lasu, żeby uniknąć sytuacji, że ktoś z jednym kwitkiem zrobi kilka kursów, jeden „legalnie” a pozostałe już „na lewo”...


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
© 2006-2010 Centrum Informacyjne Lasów Państwowych
przy współpracy    NFOŚiGW 
CMS by WEB interface