dziecimłodzieżnauczyciele
home    PGLPGL Lasy
Państwowe
 blog edukatora        blog leśniczegoblog leśniczego    
Pisz swojego bloga
Pisz swojego bloga
Kanał RSS
Kanał RSS
Archiwum
sierpień 2007 (6)
wrzesień 2007 (10)
październik 2007 (8)
listopad 2007 (10)
grudzień 2007 (10)
styczeń 2008 (10)
luty 2008 (8)
marzec 2008 (8)
kwiecień 2008 (9)
maj 2008 (10)
czerwiec 2008 (8)
lipiec 2008 (8)
sierpień 2008 (8)
wrzesień 2008 (8)
październik 2008 (8)
listopad 2008 (8)
grudzień 2008 (8)
styczeń 2009 (8)
luty 2009 (7)
marzec 2009 (8)
kwiecień 2009 (8)
maj 2009 (8)
czerwiec 2009 (7)
lipiec 2009 (7)
sierpień 2009 (8)
wrzesień 2009 (8)
październik 2009 (8)
listopad 2009 (7)
grudzień 2009 (8)
styczeń 2010 (7)
luty 2010 (6)
marzec 2010 (8)
kwiecień 2010 (7)
maj 2010 (8)
czerwiec 2010 (7)
lipiec 2010 (7)
sierpień 2010 (7)
Kategorie
Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)
Logowanie
Login
Hasło
Przypomnij hasło 
Nie masz konta ? Zarejestruj sie
Blog LeśniczegoTadek

Ile dziupli mieści się w lesie
2009-01-31

W związku ze staraniami naszej Dyrekcji Regionalnej o uzyskanie certyfikatu FSC doszło nam trochę pracy nie tylko na papierze ale i w terenie. Musimy bowiem wykazać odpowiedni poziom bioróżnorodności i tym samym udowodnić certyfikatorom, że w naszym nadleśnictwie wszystko jest zgodne ze standardami europejskimi. Wprawdzie daty audytu jeszcze nie znamy, ale przygotowania idą pełną parą. Nie jest to wcale takie złe – dobrze będzie wiedzieć, że wszystko działa tak, aby satysfakcjonować nie tylko nasze władze ale i zewnętrznych urzędników, a w szerokiej perspektywie również i społeczeństwo.

Niedawno w związku z tym razem z podleśniczym liczyliśmy dziuple w drzewach. Firma certyfikująca najwyraźniej wychodzi z założenia, że dziupli nie ma – chociaż wiadomo, że jeżeli występują na danym terenie drzewostany starsze niż osiemdziesiąt lat, a do tego występują dzięcioły, to również występują dziuple, i jest to dla każdego leśniczego „oczywista oczywistość”. Ale wszystko musi być na papierze, czarno na białym, więc musimy wykazać jednoznacznie, że dziuple są, a do tego podać, ile ich jest dokładnie. To trochę tak jak udowadniać, że woda jest mokra, ale skoro jest taka potrzeba – proszę bardzo.

Zresztą nie było to wcale takie złe – chodziliśmy po kolejnych oddziałach opisując jakie gatunki drzew posiadają dziuple. Zima to zresztą korzystna pora kiedy taką inwentaryzację można robić dosyć łatwo i skutecznie – nie ma liści i dużo więcej widać. (Kiedyś pokutował stereotyp mówiący, że leśniczy to liczy drzewa w lesie, a teraz proszę, liczy dziuple.)

Na razie znalazłem 37 dziupli, z których większość była mi znana od dawna. Znajdują się – jak można się było spodziewać - w starych lipach rosnących w pobliżu ruin dawnych leśniczówek, w starych osikach, sosnach i dębach.

 
P.S. Zasłyszany ostatnio od jednego z kolegów po fachu dowcip:
„Co robi leśniczy kiedy wybuchnie pożar w leśniczówce? Walczy jak lew, żeby uratować ... sufit, bo tam przechowywane jest najwięcej danych.”


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Kajakiem między olchami
2009-01-28

Śnieg się topi, przyszła odwilż. Wprawdzie jeszcze wieczorem wszystko zamarza, ale z dnia na dzień białego jest coraz mniej. Za to wody coraz więcej. Unosi ona ze sobą wysypujące się właśnie o tej porze roku nasiona olchy i zabiera w dalszą lub bliższą podróż.

Zimą z olchowych nibyszyszeczek na śnieg wysypują się nasiona (orzeszki) – widać je na zrobionym kilka dni temu zdjęciu. Na Mazurach występuje olcha czarna (występuje zresztą w całej Polsce i jest popularnym drzewem wchodzącym w skład zespołów leśnych charakteryzujących się dużą wilgotnością gleby (np. łęgi czy olsy). Często rośnie na terenach zalanych wodą a tam na mikrowzniesieniach tworząc niepowtarzalną strukturę drzewostanu rosnącego niemal w wodzie.

(Najpiękniejszy taki ols widziałem będąc jeszcze na studiach w dolinie rzeki Leśnej w Puszczy Białowieskiej. Pomiędzy olchami pływałem stojąc w kajaku. Z rzeki wpłynąłem w ols i poczułem się niesamowicie ... Mój zachwyt przypłaciłem zresztą wywrotką, bo nie zauważyłem znajdującego się tuż pod powierzchnią konara.)

Olcha szara jest gatunkiem dużo mniej popularnym w Polsce i jej naturalny zasięg obejmuje przede wszystkim południe kraju, ale także tereny przylegające do Wisły i jej dopływów oraz rejon od Pojezierza Suwalskiego po Bory Tucholskie. (Zasięg wygląda trochę tak, ponieważ nasiona przenoszone są z wodą z topniejących śniegów i dalej do strumieni i rzek. Owocostany dojrzewają już we wrześniu i październiku, ale nasiona - orzeszki wysypują się dopiero zimą, kiedy szansa na dogodny „transport” jest największa.)

Olcha szara występuje również w moim leśnictwie. Została kiedyś wprowadzona sztucznie – rośnie bowiem na uprawach. Ale rośnie bardzo kiepsko w porównaniu z czarną. Widać gołym okiem, że nie jest to jej naturalne siedlisko. Czarna rośnie jak na drożdżach i z daleka jej wysokie i dorodne pnie można pomylić z białowieską dębiną, a szara na tym samym terenie nie jest w stanie wytrzymać konkurencji z naturalnie zamieszkującym ten teren gatunkiem i obumiera.

No ale kajakiem tam się nie daje pływać, czego czasem żałuję ...


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Siódme nie kradnij
2009-01-26

Kiedy w trakcie ostatniego weekendu jechałem przez las – dodam że nie mój – moją uwagę przyciągnął stos drewna. Nie jednak swoim kształtem czy zasobnością, ale ... dekoracją.

Otóż widniał na nim umieszczony sprayem od strony drogi napis „VII – nie kradnij”. Pomyślałem sobie, że jest to dosyć oryginalny sposób na odstraszanie złodziei, ale być może chociaż częściowo skuteczny. Czasami bowiem zdesperowany leśniczy może jedynie odwołać się do boskiego autorytetu.

Kradzieże drewna zdarzają się o każdej porze roku, aczkolwiek jesienią i zimą przybierają na sile. Większość tych przypadków generują jak ich nazywamy „złodzieje opałowi”. Tutaj uszczkną trochę gałęzi, tam z jednego stosu zginą trzy wałki, z drugiego jeden. Najwyraźniej uważają że wyrabianie latem gałęzi – co robi wielu okolicznych mieszkańców, pozyskując tym samym opał legalnie i minimalnym kosztem - jest poniżej ich godności.  Ale ciepło w domu chcą mieć, najlepiej oczywiście za darmo.

Dobrze, że tartacznicy nie mają podobnego podejścia do tematu...

Oprócz leśniczego surowca pilnuje straż leśna. Jest powołana do zwalczania szkodnictwa leśnego. Mimo często dużego zaangażowania i długich godzin spędzonych na „zasadzkach” opałowi złodzieje często bywają nieuchwytni. Mimo tego, że „wieść gminna” często pozwala zidentyfikować ich tożsamość pozostają czasem bezkarni i zawsze potrafią wyskubać kilka piórek z koguciego ogona.

W moim leśnictwie jak pamiętam zdarzyła się tylko jedna poważna kradzież. Było to niecałe dziesięć lat temu. Przykra to była interwencja, ponieważ sprawcą okazał się gość który dorywczo pracował przy sadzeniu lasu. Skradzione drewno spieniężył i przeznaczył na alkohol. Ale sadzonki na zrębie sadził dobrze.

Aby do wiosny....


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Mundurowe rozważania
2009-01-19

Robota rozkręca się powoli, umowy z usługowcami już wprawdzie podpisane, pilarze w lesie pracują, ale ponieważ nie ma zbyt wielu kupców na drewno nie ma też dużego ruchu w interesie, mam trochę czasu na pracę kancelaryjną.

Pojechałem też razem z kilkoma kolegami po mundurówkę. (Pracownicy Służby Leśnej mają co roku przydzielaną pulę tzw. punktów za które w sklepie który wygrał przetarg na obsługę nadleśnictwa mogą pobierać sorty mundurowe. Nie jest to tylko mundur galowy – w nim chodzi się na narady i oficjalne uroczystości i mało się on zużywa – ale też inne ubrania do codziennej pracy, czyli buty, polary, spodnie, swetry.)

Jest to moim zdaniem dobre rozwiązanie, bo porządne buty w zalewie chińskich towarów trudno kupić, a dla kogoś kto spędza dużo czasu w terenie w bardzo zróżnicowanych warunkach jest to najważniejszy chyba element ubioru.

Czytałem niedawno w prasie fachowej (Las Polski 1/2009) że trwają prace nad opracowaniem nowego munduru leśnika. Według zleconych przez Lasy Państwowe a wykonanych przez CBOS badań wizerunkowych, obecny nasz mundur terenowy kojarzy się bardziej z wojskiem niż Służbą Leśną. Jaki będzie nowy mundur jeszcze nie wiadomo. Ale moim skromnym zdaniem na okazje oficjalne powinien pozostać mundur galowy, natomiast do pracy terenowej powinien być on raczej luźniejszym w formie ubrania korporacyjnego. Pisząc „ubranie korporacyjne” mam na myśli takie, które umożliwiałoby bez wątpliwości identyfikację nas jako pracowników LP (co jest niezbędne, gdy np. jesteśmy zmuszeni kogoś pouczyć lub wypisać mandat) ale byłoby wygodne i nie wymagało wkładania krawata do odbiórki drewna (obecny mundur terenowy taki wymóg zawiera ...).


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Co można zobaczyć w sosnowym zagajniku
2009-01-17

W lesie głodno i chłodno – śniegu dużo, mróz też trzyma, może nie duży, ale zawsze te kilka stopni poniżej zera jest. Ale zwierzyna najwyraźniej się przystosowuje – zima przecież w naszym klimacie jest zjawiskiem normalnym. Na łące za leśniczówką codziennie rano widzę jak pasie się chmara jeleni. No, „pasie się” to dużo powiedziane, ale trawę spod śniegu wygrzebują. Tropów wszędzie jest co niemiara – naprawdę widać, że wszyscy leśni mieszkańcy ruszyli w poszukiwaniu jedzenia. Niektórzy muszą w swojej diecie wprowadzić zmiany, żeby przeżyć. Inni, którzy nie są w stanie takich zmian wprowadzić, migrują w poszukiwaniu odpowiedniego pożywienia.

Idąc przez sosnowy zagajnik zauważyłem „kuźnię” dzięcioła. Widać ją na zdjęciu – jest to umocowana w starym pieńku szyszka. Dzięki temu łatwiej wyjeść z niej nasiona. Dzięcioły generalnie żywią się owadami. Zimą szukają ich larw pod korą, ale nie ma tego pokarmu zbyt dużo. Więc dostosowując się do zmiany pory roku zimą jedzą również nasiona. W moim lesie najczęściej widzę „zużyte” szyszki sosnowe i świerkowe, bo tych jest największa obfitość. Swoje kuźnie dzięcioły mają często wysoko na drzewach. Rosła u mnie przy płocie stara lipa, pod którą zawsze było mnóstwo szyszek. No a szyszki jak wiadomo na lipach nie rosną ... Dzięcioł znosił szyszki, mocował je między gałęziami i tam konsumował. Ale zdjęcia nie dawało się zrobić. Jak widać to kwestia szczęścia, bo kuźnie mogą być w różnych miejscach. Taki złom - czyli resztka złamanego drzewa - pozostawiony w środku lasu dla dzięcioła pełni jak widać ważną rolę. Można oczywiście uprzątać wszystko na powierzchni leśnych prac w sposób idealny, nie pozostawiając takich elementów, ale widać wyraźnie, że są one istotną składową całego leśnego środowiska, niezwykle złożonego, o czym należy pamiętać.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Narada
2009-01-07

Śniegu nasypało fest, i bardzo dobrze. Liczę że wymrozi wszystkie zarazki, a przy okazji trochę komarów ... Zrobiłem większe zakupy, żona upiekła chleb, ogrzewanie działa, więc zima mi niestraszna.

W nadleśnictwie odbyła się narada otwierająca nowy rok gospodarczy. Nadleśniczy mówił o polityce Lasów Państwowych na cały najbliższy rok oraz o tym jak wygląda perspektywa sprzedaży drewna w naszym Nadleśnictwie a w związku z tym perspektywa naszych działań przy pozyskaniu surowca.

Szef podsumowywał również rok miniony – dziękował nam za zaangażowanie i dobrą pracę dzięki czemu osiągnęliśmy zamierzony wynik finansowy. Każdemu zrobiło się miło, bo każdy lubi być doceniany. W dobrej atmosferze po prostu pracuje się lepiej, a nawet takie proste „dziękuję Panom” jest dobrze od czasu do czasu usłyszeć – tym bardziej że nie każdego szefa na to stać.

Kiedy właśnie wybierałem się na naradę, pod leśniczówkę zajechali się pilarze (w mróz minus 25 stopni) którzy bardzo chcieli żeby dać im jakąś robotę, bo przecież wcale tak zimno nie jest. Są twardsi niż sądziłem. W takiej temperaturze naprawdę trudno cokolwiek w lesie robić. Pracy żadnej dać im nie mogłem, bo nadleśnictwo jeszcze nie podpisało umów z usługowcami, a dopóki to nie zostanie zrobione, nie można wystawiać żadnych zleceń. Tak naprawdę robota ruszy dopiero od przyszłego tygodnia.

Koźlak, którego zaraz po urodzeniu zabraliśmy do domu obawiając się, że zamarznie przetrwał kryzysowy pierwszy dzień i wrócił już do swojej mamy. Umie już sam trafić do mleka, zrobił się bardzo puchaty i wygląda na to że nic mu nie dolega. Stare kozy traktują go wyniośle ale nie prześladują za bardzo. Jeszcze tydzień i zrobi się z niego niezły nicpoń i psotnik.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Przychówek
2009-01-05

Rano poszedłem do stajni i okazało się że właśnie teraz, kiedy mróz trzyma, urodził się koźlak. Kiepsko sobie wybrał termin. Przyjechał najwyraźniej z ciepłych krajów – jego matkę kupiłem jesienią w innym rejonie Polski i wiedziałem, że będzie miała małe w środku zimy. Tyle że zima zimie nie równa. Naprawdę warunki życia (w sensie zarówno temperatur w stajni jak i na zewnątrz) mają ogromny wpływ na kozią biologię – reszta moich kóz będzie się kocić dopiero w kwietniu, kiedy już jest prawie ciepło i zaczynają wychodzić na zewnątrz. Dostosowały swój rytm biologiczny do rytmu przyrody w otoczeniu w taki sposób, żeby prawdopodobieństwo przetrwania potomstwa było jak największe.

(Tu dygresja – w przypadku dzikich zwierząt reguluje to specjalny mechanizm. U saren wygląda to tak, że ruja jest w lipcu/sierpniu, a małe przychodzą na świat maj/czerwiec. Ciąża trwa 10 miesięcy, ale przez pierwsze cztery i pół jest to ciąża utajona, tzn. że zarodki rozwijają się przez pierwsze dwa tygodnie a potem następuje długa przerwa – właśnie po to, żeby małe przyszły na świat w optymalnym czasie, kiedy jest ciepło i pod dostatkiem pokarmu.)

Na razie koźlak śpi w psim koszyku i co trzy godziny noszę go do matki żeby się najadł. W stajni jednak było mu za zimno. Wygląda dobrze, wstaje, chodzi po kuchni, obwąchuje. Suka jest bardzo zaciekawiona nowym lokatorem i liże go za to dokładnie, ale nie ma złych zamiarów. Córka (sama całkiem nieduża) zachwycona nowym towarzystwem, próbuje karmić kozę psimi chrupkami i innymi rzeczami które uzna za stosowne ...

 

 

 

 

 


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Zimowe lektury
2009-01-04

Śnieg leży od Wigilii. Za oknem dwadzieścia stopni mrozu. Tak naprawdę to przecież w styczniu raczej normalne, ale chyba się od takiej zimy jakoś przez ostatnie lata odzwyczailiśmy...

Siedzę i czytam - nową książkę brytyjskiego historyka Normana Daviesa „Europa walczy: 1939-1945”. Daty wszystkim dobrze znane sugerują tematykę wojenną. Sięgnąłem po ten tytuł nie dlatego, że czuję niedosyt informacji z okresu drugiej wojny światowej ale ze względu na autora. Bardzo cenię sobie książki, które wyszły od niego, bo posiada umiejętność obiektywnego spojrzenia na historię. W przypadku historii Polski jest to bardzo cenne i bardzo trudne. Na świecie krytykowany jest często za – jak przytacza za jednym ze swoich krytyków - „woń przeklętej polonofili” parującej z jego książek. Jest znanym specjalistą od Europy Środkowo–Wschodniej i nigdy nie ukrywał swoich powiązań rodzinnych (ma żonę Polkę).

Tym razem również się nie zawiodłem. Kilkadziesiąt pierwszych stron od razu wkręciło mnie w tryby. Niby o wojnie wszystko prawie wiadomo, a jednak natrafiłem na wydarzenia o których wiedziałem do tej pory bardzo mało. A przynajmniej nie zdawałem sobie sprawy z ich skali. Chodzi o zimową rosyjską kampanię w Finlandii (1939-1940) gdzie 300 000 Finów miało przeciw sobie 1 200 000 żołnierzy sowieckich. (Czyli dokładnie tyle, ile wynosiła całkowita liczba wszystkich żołnierzy w Polsce na początku wojny w 1939 roku.) Związek Sowiecki wojnę w Finlandii która angażowała spore siły (z liczącej 9 milionów żołnierzy armii) określał jako „przygraniczne potyczki”. Później historia jakiej nauczano w Polsce Ludowej w tej wersji niewiele zmieniła, a ja, choć do liceum chodziłem w schyłkowym PRL-u chyba również padłem ofiarą propagandy, bo o kampanii fińskiej nie wiedziałem nic. W sam raz lektura na czas kiedy za oknem prawdziwa północna zima.

 


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
© 2006-2010 Centrum Informacyjne Lasów Państwowych
przy współpracy    NFOŚiGW 
CMS by WEB interface