dziecimłodzieżnauczyciele
home    PGLPGL Lasy
Państwowe
 blog edukatora        blog leśniczegoblog leśniczego    
Pisz swojego bloga
Pisz swojego bloga
Kanał RSS
Kanał RSS
Archiwum
sierpień 2007 (6)
wrzesień 2007 (10)
październik 2007 (8)
listopad 2007 (10)
grudzień 2007 (10)
styczeń 2008 (10)
luty 2008 (8)
marzec 2008 (8)
kwiecień 2008 (9)
maj 2008 (10)
czerwiec 2008 (8)
lipiec 2008 (8)
sierpień 2008 (8)
wrzesień 2008 (8)
październik 2008 (8)
listopad 2008 (8)
grudzień 2008 (8)
styczeń 2009 (8)
luty 2009 (7)
marzec 2009 (8)
kwiecień 2009 (8)
maj 2009 (8)
czerwiec 2009 (7)
lipiec 2009 (7)
sierpień 2009 (8)
wrzesień 2009 (8)
październik 2009 (8)
listopad 2009 (7)
grudzień 2009 (8)
styczeń 2010 (7)
luty 2010 (6)
marzec 2010 (8)
kwiecień 2010 (7)
maj 2010 (8)
czerwiec 2010 (7)
lipiec 2010 (7)
sierpień 2010 (7)
Kategorie
Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)
Logowanie
Login
Hasło
Przypomnij hasło 
Nie masz konta ? Zarejestruj sie
Blog LeśniczegoTadek

Mechaniczne pozyskanie drewna
2008-08-28

Kilka dni temu byłem na delegacji w Nadleśnictwie Żednia. Wyjazd był zorganizowany w celu szkoleniowym – na miejscu odbyło się szkolenie z zakresu pozyskiwania drewna przy pomocy harwestera. Wszystko dlatego, że nasze nadleśnictwo zakupiło taką maszynę i już niebawem rozpocznie się „nowa era”.

Harwester to maszyna wielofunkcyjna która ścina, okrzesuje i manipuluje drzewo na wyrzynki odpowiedniej długości. Jest to bardzo nowoczesny sprzęt.

Ale praca z harwesterem wygląda zupełnie inaczej niż z brygadą pilarzy. Przede wszystkim pojawia się drewno pocięte w kłody. Odbiorcy surowca muszą się precyzyjnie zdeklarować jakiej długości życzą sobie kłodę. Do tej pory dostawali całą „świecę” i manipulowali ją dowolnie na placu, Ogromne znaczenie ma doświadczenie operatora harwestera – niezbędne jest bardzo dobre wyszkolenie, bo inaczej może dojść do grubego nieporozumienia a w efekcie do strat finansowych (Operatorzy szkoleni są w specjalistycznym ośrodku Lasów Państwowych.)

Ogromnym ograniczeniem takiej maszyny jest to, że sprzęt nie powinien dojeżdżać daleko na miejsce pracy – prędkość harwestera to 8 km na godzinę, więc najlepiej jakby parkował w lesie i tylko przejeżdżał z powierzchni na powierzchnię. Najbardziej zużywa się właśnie przy „zwykłej” jeździe po drodze, a nie w trakcie pracy. Pojawia się więc kolejny problem – żeby móc pozostawić go w lesie na noc, należałoby chyba pomyśleć o wynajęciu stróża ... Maszyna jest bardzo wydajna, ale ekologiczna średnio - dziennie może zużyć do 400 litrów ropy. Ma też swoje ograniczenia – np. największa średnica pnia jaki można ściąć to 70 cm, a u mnie w leśnictwie drzewa bardzo często są grubsze.

Ale najważniejsze - rachunek ekonomiczny mówi wprost, że wydajność harwestera na powierzchniach zrębowych jest tak duża, że nawet przy wysokich kosztach eksploatacji jego praca jest opłacalna.

Kiedy powiedziałem moim robotnikom że niebawem na części zrębów będzie pracował harwester, mieli nietęgie miny – najwięcej przecież zarabiają na zrębach.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Nocne wrzaski
2008-08-25

Dzisiaj późnym wieczorem usłyszałem przez otwarte okno odgłosy awantury. Przedwczoraj na łące za leśniczówką założyłem nęcisko na lisa z narogów (wnętrzności) upolowanego dzika (tym razem łowy poszły zdecydowanie lepiej). Kuny które zwietrzyły narogi prowadziły zajadły bój o lepszy kęs. Niespecjalnie przeszkadzała im moja obecność. Ich oczy świeciły się w świetle latarki jasno zielonym blaskiem. Dopiero kiedy intruz zbliżył się, powoli zaczęły się oddalać w stronę lasu.

Lis oczywiście ceni swe futro i przy nęcisku się nie pojawia póki jest jeszcze choć trochę widno. Za to kruki z całej okolicy zleciały się na żer ale wyczuwają też jakiś podstęp i nie widziałem na nęcisku żadnego. Zawsze, niezmiennie fascynują mnie te ptaki. Są nieprawdopodobnie spostrzegawcze i jak sądzę bardzo łatwo się uczą. Podczas zimowych polowań zbiorowych zawsze pojawiają się jak tylko padnie strzał. Myśliwi patrosząc upolowaną zwierzynę dostarczają do obiegu dużą ilość białka zwierzęcego. Dopiero po krukach przylatują bieliki.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Inwazja szerszeni II
2008-08-23

Wiem, że pisałem już rok temu o gnieździe szerszeni i wzywaniu straży pożarnej, ale co zrobić, skoro sytuacja się powtarza?

Poprzedniego lata dwa razy wzywałem strażaków żeby zdjęli gniazdo szerszeni ze strychu nad stajnią. Najpierw chciałem je zdjąć sam, ale zdecydowałem się wezwać fachową pomoc. Okazało się, że szerszenie odbudowały gniazdo i strażacy przyjeżdżali jeszcze raz. Miałem nadzieję, że pozbyłem się tego niewygodnego towarzystwa na dobre. W tym roku przylatywały jakieś pojedyncze sztuki, ale nie było ich dużo, uznałem więc że znalazły sobie miejsce gdzieś w lesie.

Tymczasem wczoraj znajoma która prowadzi pasiekę w odległości około 300m od leśniczówki znalazła duże gniazdo szerszeni w ... swoim domku pszczelarskim. Domek jest nieduży, służy do trzymania w nim podstawowych sprzętów do pracy w pasiece. Na półce pod dachem leżały stare poduszki, służące do ocieplania uli na zimę. Wczoraj ze zdumieniem zobaczyłem, że jedna z tych poduszek została dosłownie „wmurowana” w gniazdo szerszeni... Miejsce na gniazdo idealne – nikt nie przeszkadza, a stołówka blisko (szerszenie są drapieżnikami). Trochę się dziwiłem, jak można nie usłyszeć głośnego buczenia dobywającego się z takiego gniazda wielkości wiadra, ale jak widać można.

Dalej było po staremu – zadzwoniłem po straż, obiecali że przyjadą, przyjechali. Ale kiedy już uzbroili się w specjalne ubrania (są na zdjęciu z zeszłego roku) i zaczęli zdejmować gniazdo, okazało się że mają za mały worek. W dodatku jeden spadł ze stołka. Zanim wzięli większy worek większość rozzłoszczonych owadów wyleciała z gniazda, część ich atakowała a część krążyła w pobliżu. Skończyło się więc na tym, że gniazdo zabrali, a szerszenie zostały. Dziś widziałem już, że zaczęły prace przy odbudowie. Wniosek z tego taki, że trudno się ich pozbyć za pierwszym razem, a cała akcja musi być dobrze przemyślana.

 


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Nocne polowania
2008-08-22

Korzystając z pełni księżyca wybierałem się na nocne polowania na dziki. Pogoda najczęściej sprzyjała, były bezchmurne noce a w związku z tym doskonała widoczność. Wszelkie burze, które szalały gdzieś nad Polską moje strony ominęły.

Dzików na polach pomiędzy lasem a pobliską wsią mnóstwo. Zboża stratowane do zera, nikt nawet ich nie kosił. Ziemniaki i kukurydza czekają na swoją kolej - na razie nie cieszą się powodzeniem, póki jest obfitość pokarmu innego rodzaju.

Dziki które obserwowałem, choć była bardzo jasna noc, mogłem podejść blisko (ok. 30 m). Nadal spokojnie żerowały. Widok zahipnotyzował mnie na kilkanaście minut. Potem wybrałem jednego i nacisnąłem spust, ale nie trafiłem. Wróciłem do domu po psa, z którym sprawdziłem, czy aby na pewno dzik nie został ranny. W takich sytuacjach dobry pies jest nieoceniony – widać kiedy idzie po tropie sfarbowanej zwierzyny, a kiedy po prostu obwąchuje „zwykłe” ślady. Pies nie zaznaczył farby, ale przeczesałem pole żyta na swój sposób. Jakby to powiedzieć, mam ograniczone zaufanie do mojego rodowodowego wyżła. Chodząc po polu usłyszałem głos ryczącego byka. Był 19 sierpnia! Rykowisko z reguły zaczyna się w naszym regionie około połowy września. Wprawdzie ryczał tylko jeden, więc była to bardziej „próba głosu” niż regularne rykowisko, ale to wyraźny znak że idzie jesień, choć dni jeszcze bardzo ciepłe. Dzika rzeczywiście nie trafiłem. Może trening na strzelnicy?


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Czy pusta butelka jest „trendy”?
2008-08-18

Pojechałem ze znajomymi nad jezioro. Niedziela wieczór, miałem nadzieję że nie będzie tam ludzi i będziemy mogli bez problemu poćwiczyć z psem aport z wody – przecież właśnie rozpoczął się sezon na kaczki. Ale ponieważ wakacje w pełni, ludzi było w bród. Nie mówię już o namiotach i samochodach biwakowiczów oraz śladach o ognisku ale przede wszystkim o górze śmieci. Nie jest to teren mojego leśnictwa, ale takie jezioro w lesie to naprawdę duży problem.

Usiedliśmy obok grupki nastoletnich młodzieńców – mieli może po piętnaście lat. Brązowi od słońca, każdy ze słuchawkami na uszach i odtwarzaczem MP3 w kieszeni kąpielowych spodenek. W ręku obowiązkowo cola. W miarę upływu czasu kolejne puste butelki rzucali po prostu za siebie. Zastanawiałem się dlaczego. Może to jest tak, że wypada na plaży mieć w ręku napój. Natomiast stanowczo nie wypada mieć pustej po nim butelki. A już najmniej „trendy” jest zabieranie ze sobą tej butelki z powrotem ...

Nie wiem czy jest to kwestia edukacji bardziej w domu czy bardziej w szkole. W trakcie urlopu też chodziłem na plażę ale nie widziałem tyle śmieci co nad leśnym jeziorem, choć ludzi było tam wielokrotnie więcej. Nad morze jakoś edukacja śmieciowa dotarła skuteczniej niż na Mazury. Tam w żadnym sklepie oprócz rybnego nie można było dostać plastikowej torebki – trzeba było za nią zapłacić, chyba 30 groszy, co jak się okazało stanowiło dla rzeszy wczasowiczów barierę istotną. W połączeniu z dużą liczbą osób zatrudnionych do sprzątania plaż i nadmorskich miejscowości (było ich widać, ale także było widać efekty ich pracy) sprawiało to, że naprawdę było czysto, a przynajmniej moim zdaniem czyściej niż w „krainie tysiąca jezior”.

To nie jest tak, że Lasy Państwowe nie dbają o swój teren. Każdego roku każdy leśniczy planuje godziny na sprzątanie. W skali regionu i kraju są to naprawdę tony śmieci i olbrzymie sumy pieniędzy przeznaczane dla zakładów usług leśnych jako wynagrodzenie za sprzątanie. Ale nie da się wysprzątać wszędzie jeżeli ludzie wciąż będą się zachowywali jak świnie i tak potwornie zaśmiecali lasy. Po prostu nie da się nadążyć choćby zwiększyć te nakłady dwukrotnie – tu kartonik, tam papierek po batoniku czy kubeczek po jogurcie albo puszka po piwie. Wakacje się kończą, ale sezon grzybowy za pasem ...


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Dzik domowy
2008-08-13

Już od maja u mojego sąsiada leśniczego mieszka warchlak. Małego dzika zauważył ktoś przy drodze i przywiózł do leśniczówki. Najprawdopodobniej był to warchlak od lochy która zginęła potrącona przez samochód (na pobliskiej szosie były dwa takie wypadki). Warchlaków było podobno kilka, ale tylko ten jeden dał się złapać. Był jednak bardzo słaby, musiał kręcić się w tym miejscu dłużej niż jeden dzień, bo nie miał już odruchu ssania, właściwego dla wszystkich małych ssaków i umożliwiającego im przetrwanie.

Karmiony był z butelki – nauczył się znów ssać i przeżył. Ale kiepsko rośnie, mamy teraz sierpień a on nie jest wiele większy niż wiosną. Wożę więc mu serwatkę która zostaje mi po zrobieniu sera – ma ona dużo wartościowych substancji odżywczych. Kolega karmi go ryżem i innymi przysmakami. Ma już zresztą praktykę w tej materii, bo kilka dobrych lat temu również ktoś przyniósł mu małego ślicznego pasiaka ...

Dzisiaj pasiak jest wielką „świnią”, waży ponad 80 kilogramów i terroryzuje okolicę. Terroryzuje już może nie dosłownie, ale robił tak dopóki nie został zamknięty na specjalnym wybiegu – potrafił zabierać dzieciom kanapki, a ponieważ wychował się w domu, to gdy urósł i zrobił się silny, bez pardonu zaczął panoszyć się w kuchni.

Na zdjęciu z lewej mały dzik, z prawej jego kilkuletni kolega ;)


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Psie uczesanie
2008-08-10

Dostałem niedawno maila od myśliwego z Krakowa który wiosną kupił ode mnie ostatniego szczeniaka. Pisał, że jest z suczki bardzo zadowolony, tylko że tak jej futro urosło, że zasłania oczy, a fryzjer u którego żona strzyże drugiego psa nie zna takiej rasy i nie wie jak taki pies powinien być prawidłowo „uczesany”. Przysłał też zdjęcia szczeniaka, który wygląda już prawie jak dorosły pies.

Czeskich fousków właściwie się nie strzyże, ale jeżeli trafi się osobnik o trochę obfitszej sierści niż przewiduje klasyczny wzorzec rasy, można im przycinać włosy (trymować), szczególnie nad oczami, żeby nie zasłaniały pola widzenia. Taki pies ma i tak bardzo gęste i długie rzęsy, które chronią oko w trakcie pracy w wodzie i nie potrzebuje dodatkowej osłony. Na potrzeby wystawowe można też przycinać włosy na spodniej stronie ogona, żeby nie tworzyły tzw. flagi, która jest pożądana u np. seterów, ale nie u czeskich wyżłów.

W opisie rasy podane jest, że na żuchwie oraz wargach włos powinien być dłuższy i bardziej miękki, tworzyć typową dla rasy brodę. Na łukach brwiowych wydatny, skierowany ukośnie ku górze. Czoło, górna część głowy i policzki pokryte są włosem krótkim i mocnym. Na uszach włos krótki, miękki, ściśle przylegający.

Moja suka wymaga lekkiego strzyżenia około dwa razy w roku, kiedy włosy na brwiach robią się tak długie że zasłaniają jej oczy. Po ich przycięciu pies zdecydowanie lepiej widzi, nie protestuje więc kiedy zmierzam do niego z nożyczkami w ręku. Suczka która pojechała do Krakowa również jak widać będzie wymagała takich drobnych zabiegów, ale nie wymagają one obecności kwalifikowanego psiego fryzjera – na szczęście.

 


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Po urlopie
2008-08-08

Korzystając z letniej pory od czasu do czasu wyjeżdżam z rodzinką na krajoznawcze wycieczki. Choćby wyjazd był bardzo atrakcyjny, przychodzi czas powrotu.....

Wdrożenie się z powrotem do pracy bywa karkołomne. Już oswojony rejestrator znów nie działa jak powinien, bateria wystarcza na niecały dzień pracy, transfery z niewiadomych przyczyn nie docierają do biura, zawiesza się system. Ja zamiast podejmować racjonalne działania przemawiam do maszyny, niekoniecznie cenzurowaną polszczyzną. A przed wakacjami wydawało mi się, że w zasadzie to nie najgorszy sprzęt. Czarę goryczy przepełnił okoliczny tartak, którego brakarz wydzwaniał do mnie podczas urlopu, że natychmiast chce dostać surowiec.... więc kiedy wróciłem i chciałem mu wysłać świeżutki surowiec oznajmił mi, że teraz chce brzozę a nie sosnę. Jak go spotkam po sumie w niedzielę to chyba ....

Bywa też śmiesznie. Pewien przewoźnik, kiedy już załadował surowiec, dostał kwit, spytał mnie o drogę wyjazdową - równą, szeroką, wiadomo. Powiedziałem mu, że pierwsza w lewo i prosto do asfaltu. Skoro wszystko było jasne ruszyłem swoją drogą. Po trzech minutach odebrałem telefon: ”Czy przez ten rów przejadę i czy dalej jest droga?” Czyżby on też wrócił z urlopu? Drodzy czytelnicy nie wyjeżdżajcie na wakacje, bo czai się na Was powrót :)


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
© 2006-2010 Centrum Informacyjne Lasów Państwowych
przy współpracy    NFOŚiGW 
CMS by WEB interface