dziecimłodzieżnauczyciele
home    PGLPGL Lasy
Państwowe
 blog edukatora        blog leśniczegoblog leśniczego    
Pisz swojego bloga
Pisz swojego bloga
Kanał RSS
Kanał RSS
Archiwum
sierpień 2007 (6)
wrzesień 2007 (10)
październik 2007 (8)
listopad 2007 (10)
grudzień 2007 (10)
styczeń 2008 (10)
luty 2008 (8)
marzec 2008 (8)
kwiecień 2008 (9)
maj 2008 (10)
czerwiec 2008 (8)
lipiec 2008 (8)
sierpień 2008 (8)
wrzesień 2008 (8)
październik 2008 (8)
listopad 2008 (8)
grudzień 2008 (8)
styczeń 2009 (8)
luty 2009 (7)
marzec 2009 (8)
kwiecień 2009 (8)
maj 2009 (8)
czerwiec 2009 (7)
lipiec 2009 (7)
sierpień 2009 (8)
wrzesień 2009 (8)
październik 2009 (8)
listopad 2009 (7)
grudzień 2009 (8)
styczeń 2010 (7)
luty 2010 (6)
marzec 2010 (8)
kwiecień 2010 (7)
maj 2010 (8)
czerwiec 2010 (7)
lipiec 2010 (7)
sierpień 2010 (7)
Kategorie
Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)
Logowanie
Login
Hasło
Przypomnij hasło 
Nie masz konta ? Zarejestruj sie
Blog LeśniczegoTadek

Wieści z kuchni
2008-06-29

Dziś przyjechali znajomi po zamówioną wcześniej partię kozich serków. Teraz wszystkie kozie sery wędzę zimnym dymem w mojej nowej wędzarni. Bardzo jestem z siebie dumny kiedy słyszę, że moje serki wszystkim smakują i mają grono stałych wielbicieli, którzy dzielą się między sobą każdą „dostawą”. Przy okazji dowiedziałem się, że „leśne” serki dotarły aż do księstwa Monako – znajomi powiedzieli, że ich przyjaciele mają zaprzyjaźnioną rodzinę bogatych ludzi mieszkających właśnie tam, którym sprezentowali nasze wyroby, co okazało się wielką atrakcją kulinarną. Tak więc serki z leśniczówki podbijają świat!

Ja natomiast bardzo cenię sobie domowe wędliny. Właśnie przyjechała do mnie siostra przywożąc (zamówione wcześniej) własnoręcznie zrobione wędliny – szynki, kiełbasy i inne przysmaki. Wolę kupić je od niej, niż kupować w sklepie kiełbasę nasączoną aromatem wędzarniczym a smakującą raczej średnio. Nie ma porównania pomiędzy wędliną „sklepową”, nawet najlepszą, a domową. Dlaczego sam nie robię wędlin? Nie chcę hodować dodatkowych zwierząt w postaci prosiaków – naprawdę wystarczą mi konie i kozy. Ale za to coraz bardziej brakuje mi upieczonego w domu chleba. Chyba któregoś dnia się zmobilizuję i go upiekę. Wymaga to jednak sporo czasu – najpierw trzeba rozczynić ciasto, potem pilnować jak rośnie, a później rozpalić piec chlebowy, który nie może być ani za zimny, ani za gorący (co można ocenić jedynie „na oko” po kolorze cegieł w środku pieca). Prawdziwego żytniego chleba nie da się upiec w piekarniku – nawet maksymalna temperatura 220 stopni to za mało żeby chleb się udał. Na szczęście piec jaki zachował się w piwnicy leśniczówki jest w bardzo dobrym stanie i świetnie się do żytniego chleba nadaje.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Jak to z prognozami bywa
2008-06-26

Kwestia deszczu i tego czy będzie padał czy nie jest dla mnie wciąż istotna. Wprawdzie siano zebrałem, ale w lesie wciąż intensywnie działa kornik drukarz. Gdyby się ochłodziło i popadało (tak, wiem że na wakacje to nie najlepsze życzenia) to chociaż trochę przyhamowałoby jego rozwój.

Słucham więc codziennie prognoz pogody. Ale również obserwuję niebo, bo zdarza się spora rozbieżność między tym słyszę a tym co widzę. (Są nawet skrajne sytuacje kiedy słyszę „na Mazurach zimno i pada” a ja w krótkich spodniach patrzę na termometr, widzę 30 stopni i ani śladu deszczu – albo odwrotnie: „w północno-wschodniej Polsce piękna pogoda” a u mnie leje drugi dzień.)

Wczoraj obserwowałem super chmury. Typowe cirrusy – wysokie, rozmyte białe smugi, niektóre „pozaginane” na końcach. (Sprawdziłem w literaturze, haczykowate cirrusy to chmury o nazwie cirrus uncinus.) W radiu zapowiadali upał i słońce. Tymczasem w nocy obudziła mnie intensywna ulewa. Na tyle intensywna, że pobiegłem zamknąć okno w samochodzie ... Do prognozowania jednak pogody z wyglądu i kształtu chmur potrzebna jest jednak konkretna wiedza, dość rozległa, poparta obserwacją urządzeń innych niż tylko barometr.

Ale można obserwować też przyrodę „ożywioną” w najbliższym otoczeniu. Zauważyłem prawidłowość, po której ze stuprocentową pewnością można poznać, że będzie padało. W normalny dzień aktywność owadów jest umiarkowana. Ale zdarzają się takie dni, kiedy gzy na łące i w lesie gryzą jak wściekłe, a w domu nawet „domowe” muchy stają się tak dokuczliwe i gryzące, że trudno wytrzymać. W ciągu ostatniego tygodnia miałem okazję się kilkakrotnie przekonać. Zawsze oznaczało to deszcz – nawet jeżeli na niebie nie było żadnych chmur mogących sygnalizować zmianę pogody, a w radiu wciąż zapowiadali upał ...


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Las o poranku
2008-06-23

Zdarzyło się tak, że musiałem wyjechać do pracy o czwartej rano. Pilarze codziennie zaczynają o tej godzinie – później robi się już nieznośnie gorąco. A ponieważ musiałem się z nimi spotkać i pokazać im drzewa trocinkowe do wycięcia – również musiałem pojawić się w lesie o świcie, żeby chłopy nie musieli na mnie czekać tylko mogli ruszyć z najpilniejszą robotą. (Z kornikiem nie ma żartów.)

Polecam każdemu taki poranny wyjazd do lasu – niepowtarzalne zapachy i widoki, mgły i światło pierwszych promieni słońca przeświecających przez drzewa ... Naprawdę warto czasem wstać bardzo wcześnie, bo takie „magiczne” chwile trwają bardzo krótko a później las wygląda już zupełnie normalnie.

***

Przez weekend miałem gości „z miasta”. Spragnieni kąpieli marzyli o wycieczce na plażę. Z niedowierzaniem patrzyłem jak kąpią się w lodowatej wodzie. Ja poprzestałem na zamoczeniu nóg, żona popatrzyła z kocyka i nawet do jeziora nie podeszła. Ale „mieszczuchom” to zupełnie nie przeszkadzało, ba, twierdzili nawet, że gdyby była woda cieplejsza, to już by nie było takiego komfortu kąpieli ... (Dodam, że to moi serdeczni znajomi, i nie piszę o tym z ironią, ale ze szczerym podziwem – ja na bohaterstwo wejścia do wody tego dnia bym się nie zdobył, ale będę mógł się kąpać codziennie jak woda się ogrzeje; oni natomiast kąpią się w jeziorze jak uda im się wyrwać z miasta, niezależnie od pogody.)

Namówiłem również kolegę do pomocy przy budowie wędzarni. W mojej starej beczce wkopanej do ziemi służącej do tej pory celom wędzarniczym mrówki zrobiły mrowisko, a poza tym chciałem zbudować nową wędzarnię dokładnie według wymyślonego wcześniej planu – tak żeby można było wędzić w niej kozie sery zimnym dymem. Pełen sukces! Pierwsza partia serów które uwędziliśmy, kontrolując dokładnie temperaturę dymu w różnych miejscach nowej wędzarni, udała się znakomicie. Polecam wszystkim wędzone kozie oscypki!


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Sikorki pocztowe
2008-06-19

W tym roku, tak samo zresztą jak w poprzednim, w skrzynce na listy wiszącej na płocie sikorka zrobiła gniazdo. Listonosz jest zaprzyjaźniony i wie, że skrzynka na moim płocie do wrzucania listów nie służy – od wczesnej wiosny do jesieni ma swoich lokatorów.

Pierwsi chętni do skrzynki pojawili się już w marcu albo na początku kwietnia. Kiedy w maju zajrzałem do środka, rzuciła się na mnie sikorka bogatka – ptak wystartował w moim kierunku błyskawicznie – ledwo zdążyłem zamknąć skrzynkę. Siedziała na jajkach. Pod koniec maja słychać już było coraz głośniejsze ćwierkanie ze środka.

Korzystając z nieobecności bojowo nastawionych rodziców, zrobiłem zdjęcie pisklakom. Później policzyłem widoczne na zdjęciu „sztuki” – było ich mniej więcej dziewięć. Dokładnie nie da się stwierdzić, bo siedziały ciasno upakowane w małym gnieździe.

Kilka dni po zrobieniu zdjęć w skrzynce zapanowała cisza. Zajrzałem. Poleciały – gniazdo było opuszczone. Niedługo potem chciałem wyczyścić skrzynkę ze zgromadzonych tam mchu, piór, trawy, koziej sierści i mnóstwa innych materiałów budowlanych i wykończeniowych. (Wygląda to jak gruba warstwa filcu w różnych odcieniach.)

Otworzyłem i ... znowu?!. Sikorki, zadowolone najwyraźniej z warunków mieszkaniowych, złożyły następne jajka. Policzyłem. Dziewięć. Ale to jeszcze nie wszystkie – inaczej samica siedziałaby na nich. Pod koniec czerwca małe sikorki powinny już być gotowe do opuszczenia gniazda.

P.S. Sprawdziłem w literaturze i podaję dla ciekawych „statystykę” – sikora bogatka składa do 12 jaj, po jednym dziennie, zaczyna wysiadywać od przedostatniego i wysiaduje 13-14 dni. Pierwsze jajka sikory składają na początku kwietnia. Drugi, czerwcowy lęg, z reguły jest mniejszy, średnio 6 jajek. Młode po 18-20 dniach opuszczają gniazdo i przez kilka kolejnych dni są „na zewnątrz” dokarmiane przez rodziców. (Informacje podaję za: A. Kruszewicz, Ptaki Polski, s.141-144)

 


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Sianokosy
2008-06-16

Zasugerowałem się radą znajomego hipiatry (weterynarza – specjalisty od koni) i postanowiłem zebrać siano na zimę dla koni w sposób tradycyjny. Polega to na tym, że trawę po skoszeniu suszy się tak mniej więcej w trzech czwartych, a nie całkowicie, a następnie grabi i składa w kopki. Oczywiście koszenie i grabienie wykonałem mechanicznie (ale zamiast traktora którego nie posiadam użyłem swojego samochodu terenowego – świetnie się sprawdził w tej roli). Jedynie ostatni etap – układanie kopek – to była ręczna robota. Gdybym się uparł, żeby wszystko robić ręcznie, byłbym jeszcze na początku sianokosów.

Otóż ów znajomy weterynarz uważa, że prasowanie siana na łące w ubite paczki (kostki albo baloty) ma znaczenie przy przechowywaniu paszy zimą. Zwłaszcza jeżeli zimą jest ciepło i siano nabiera wilgoci z powietrza, co może powodować rozwój np. grzybni. W przypadku koni szlachetnej krwi takie zagrzybione siano może być to przyczyną wielu schorzeń. (Pomijając fakt, że nie będą chciały go żreć.) Dodatkowo w trakcie ręcznego grabienia i składania siana w kopki wyrzuca się kępy torfu i ziemi. Nie da się tego robić przy mechanicznym prasowaniu – żadna maszyna nie będzie „sortować” siana. A przy ręcznej pracy uzyskujemy siano najwyższej jakości, bez zbędnych zanieczyszczeń.

Pomagało mi dwóch znanych Wam pracowników leśnych, pan Antoni i jego syn. Niby nic nadzwyczajnego, ale okazało się szybko, że ani ja, ani syn pana Antoniego nie potrafimy ułożyć takiej kopki siana. Rzecz niby prosta, ale nie do końca, zwłaszcza kiedy siano jest suche i wieje wiatr. Doświadczenie blisko osiemdziesięcioletnie Antoniego uratowało sytuację. Czeka mnie jeszcze zwożenie siana do stodoły na furze, oczywiście zaprzęgniętej do samochodu, bo żaden z moich koni chyba nie dałby się namówić do tej roboty ...


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Kornika coraz więcej
2008-06-14

Nareszcie zaczął padać deszcz więc zagrożenie drzewostanów świerkowych od kornika drukarza ma szansę zmaleć. Dwa tygodnie suszy stworzyły idealne warunki do rozwoju tego owada, czego bezpośrednią konsekwencją było znaczne zwiększenie się ilości czynnego posuszu w drzewostanach świerkowych. Czynny posusz to takie drzewa, które już obumierają z powodu zasiedlenia przez kornika, a jednocześnie są wylęgarnią kolejnego pokolenia owadów. To pokolenie w ciągu dwóch – trzech tygodni (przy sprzyjającej, czyli upalnej pogodzie jaka panowała ostatnio) od złożenia jajeczek może już wylecieć jako forma dorosła – imago – i zacząć zasiedlać kolejne drzewa. W jednym sezonie wegetacyjnym taki cykl może powtórzyć się nawet czterokrotnie czego skutki można obserwować na Słowacji w drzewostanach górskich, gdzie szkody od kornika są większe niż od huraganów jakie nawiedziły tamte tereny. (Pisałem o tym jakiś czas temu.)

U siebie w leśnictwie mam dużo drzewostanów świerkowych i spore zagrożenie kornikiem. Prowadzę od kilku już lat „zeszyt trocinkarza” gdzie wpisuję wszystkie drzewa zasiedlone przez kornika w kolejnych latach. Mogę powiedzieć, że w tym roku sezon „na kornika” zaczął się nieco później niż zwykle, ale dynamika rozwoju populacji (którą mogę ocenić na podstawie sumy wszystkich odnotowanych drzew) jest znaczna. Można więc spodziewać się gwałtownego rozwoju populacji tego owada, czyli gradacji.

Może to mój pesymizm, ale po dwóch tygodniach takich upałów jakie były, każdy leśniczy zdaje sobie sprawę z zagrożenia stwarzanego przez kornika. Wszelkie stosowane przez nas zabiegi mogą tylko spowolnić proces jego rozwoju, ale nie da się go całkowicie powstrzymać ani wyeliminować owadów żadnym sposobem. (Zdarzają się też teoretycy, którzy siedząc za biurkiem uważają, że leśniczy jest w stanie wyłapać wszystkie korniki w lesie, ale chciałbym ich zobaczyć w akcji.) Jedyne co można robić to hamować rozwój owadów i czekać na zmianę pogody; Jeżeli przyroda nie przyjdzie z pomocą, żadna siła kornika nie powstrzyma.

Na szczęście od rana pada ...


Oceń wpis | Ilość głosów: 1 | Średnia ocena: 10
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
2008-06-09

W niedzielne słoneczne popołudnie wybrałem się z rodziną do lasu (ha,ha). Właściwie to wybraliśmy się na łąki, gdzie upał okazał się nie do zniesienia. Pojechaliśmy więc nad jezioro, a po drodze oglądaliśmy wykonane w poprzednich latach przez nadleśnictwo zbiorniki małej retencji.

Małą retencją nazywa się tworzenie nowych lub przywracanie starych zbiorników wodnych. Z reguły są to małe jeziorka, spiętrzenia wody w rowach melioracyjnych – wszelkie zabiegi hydrotechniczne dzięki którym można zatrzymać w przyrodzie więcej wody.

Ich ilość jest imponująca. Jadąc główną drogą widać największe budowle. Brzegi porosły już tatarakiem i trzciną, i dają wrażenie naturalnego zbiornika wodnego. Kiedy podchodzi się do brzegu, żeby np. sfotografować łabędzia na gnieździe, setki żab wyskakuje z trawy i ląduje w wodzie. Nie ma wątpliwości, że takie sztuczne zbiorniki pełnią funkcje środowiskotwórcze.

Ostatecznie dotarliśmy nad jezioro, żeby wymoczyć nogi. Brzeg jeziora był pełen chętnych kąpieli wodnych i słonecznych. Sielanka, ojcowie z napojami chłodzącymi w ręku, mamy pilnują dzieci, żeby się nie potopiły, piski dzieciarni. Nikt mi nie uwierzy, ale lubię takie niedzielne popołudnia.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Borsuk, szeliniak i kornik
2008-06-05

Byłem dziś na zrębie. Cały czas muszę monitorować czy nie zagraża mu szeliniak, więc bywam tam często. Pułapki jakie wykonano – zadziałały. Pogoda też na szczęście jest nierówna; niedawno około 20 godzin bez przerwy padał deszcz; W nocy temperatura spada do około 8 stopni, więc rozwój szeliniaka nie jest zbyt pomyślny. Poza tym siewki sosny i świerka pięknie rosną. Jest to odnowienie naturalne – nasiona wysiały się ze specjalnie pozostawionych na zrębie drzew, czyli nasienników.
Na razie siewki są malutkie, ale na większości powierzchni rosną jak zielona szczotka.

Odbyłem też długą marszrutę w celu skontrolowania drzewostanów zagrożonych przez kornika drukarza. Sprawdziłem miejsca w których co roku wydziela się posusz, tzw. gniazda kornikowe. Była to kontrola efektywności pracy podleśniczego, który do września będzie miał w swoich obowiązkach służbowych wyszukiwanie i oznaczanie posuszu świerkowego. Często tę czynność wykonują robotnicy – trocinkarze – ale u mnie ta robota przypada podleśniczemu, ponieważ nie widzę wśród usługowców kompetentnego i pewnego fachowca. Kontrola wypadła pozytywnie, nie znalazłem więcej drzew zasiedlonych od podleśniczego.

Jeżeli chodzi o rozrywki ostatnimi czasy, miałem przygodę z borsukiem. Jechałem konno i wypłoszyłem go z trawy. Uciekał po łące w stronę kępy drzew. Był tak przestraszony, że nie wykombinował, że wystarczy się zatrzymać... Biegł dłuższą chwilę równolegle do konia, co obydwa zwierzaki dodatkowo stresowało. Czasami zdarza się, że zwierzę w sytuacji zaskoczenia głupieje – np. zając oświetlony reflektorami samochodu nie umie skoczyć na bok, tylko oślepiony ucieka na wprost, doskonale widoczny. (Jedynym sposobem jest zwolnić i skrócić światła, albo zatrzymać się i na chwilę je wyłączyć, żeby pozwolić mu uciec.) Ten borsuk najwyraźniej też nie umiał poradzić sobie z sytuacją. Na szczęście dotarł do swoich upatrzonych krzaków i tam przepadł. Ale sobie chłopak troszkę pobiegał ...

                                           

 


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
© 2006-2010 Centrum Informacyjne Lasów Państwowych
przy współpracy    NFOŚiGW 
CMS by WEB interface