dziecimłodzieżnauczyciele
home    PGLPGL Lasy
Państwowe
 blog edukatora        blog leśniczegoblog leśniczego    
Pisz swojego bloga
Pisz swojego bloga
Kanał RSS
Kanał RSS
Archiwum
sierpień 2007 (6)
wrzesień 2007 (10)
październik 2007 (8)
listopad 2007 (10)
grudzień 2007 (10)
styczeń 2008 (10)
luty 2008 (8)
marzec 2008 (8)
kwiecień 2008 (9)
maj 2008 (10)
czerwiec 2008 (8)
lipiec 2008 (8)
sierpień 2008 (8)
wrzesień 2008 (8)
październik 2008 (8)
listopad 2008 (8)
grudzień 2008 (8)
styczeń 2009 (8)
luty 2009 (7)
marzec 2009 (8)
kwiecień 2009 (8)
maj 2009 (8)
czerwiec 2009 (7)
lipiec 2009 (7)
sierpień 2009 (8)
wrzesień 2009 (8)
październik 2009 (8)
listopad 2009 (7)
grudzień 2009 (8)
styczeń 2010 (7)
luty 2010 (6)
marzec 2010 (8)
kwiecień 2010 (7)
maj 2010 (8)
czerwiec 2010 (7)
lipiec 2010 (7)
sierpień 2010 (7)
Kategorie
Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)
Logowanie
Login
Hasło
Przypomnij hasło 
Nie masz konta ? Zarejestruj sie
Blog LeśniczegoTadek

Konwalia majowa
2008-05-30

Wprawdzie maj się kończy, a wraz z nim i konwalie, ale chciałem o nich napisać kilka słów. Konwalie (convallaria majalis) sprzedawane są wszędzie na pęczki, i chętnie kupowane, bo pachnące i ładne. Ale jest to roślina podlegająca ochronie. Na dużą skalę pozyskuje się ją w celach leczniczych, a masowe zrywanie w okresie kwitnienia może powodować zanikanie tej rośliny. Próbujmy ją chronić chociaż częściowo, i nie eksploatujmy stanowisk bezmyślnie. Są odmiany ogrodowe, które można kupić w kwiaciarni. Można je też posadzić we własnym  ogrodzie, o ile go ktoś ma – a tego każdemu życzę. Z okazji Dnia Dziecka oczywiście :)

P.S.

Nie wszyscy wiedzą, że konwalia jest trująca – cała roślina, zarówno liście, kwiaty jak i owoce w postaci czerwonych jagód. Trująca jest również woda w której trzymamy je w wazonie – trzeba uważać, żeby np. dziecko się jej nie napiło.

 


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Specyfika mieszkania w leśniczówce
2008-05-29

Siedząc dziś w kuchni zobaczyłem jak przez środek podwórza pomyka żmija, a tuż za nią pies. Był środek dnia. Na szczęście pies nie próbował jej złapać, ale intrygował go szybko wijący się kształt, dobrze widoczny w krótkiej trawie. Na drugie szczęście moja roczna córka która właśnie jest na etapie stawiania pierwszych samodzielnych kroków i maksymalnego zainteresowania wszystkim była akurat w domu, a nie na kocu przed domem.

Chwyciłem wiadro, szczotkę i postanowiłem schwytać gada żeby go wywieźć do lasu. Przy okazji zrobiliśmy kilka zdjęć. Żmija była bardzo rozeźlona i głośno syczała, atakując kij od szczotki którym zaganiałem ją do wiadra. Zwierzę było szybkie, zwinne, w doskonałej kondycji.

Jedną żmiję na podwórku na pewno mam, ale ta była szaro-czarna, a tamta jest brązowa z czarnym zygzakiem. Mieszka pod krzakiem jaśminu już co najmniej trzeci rok i na razie nie udało mi się jej pozbyć. Inna sprawa, że niezbyt stanowczo próbowałem. Ale teraz patrzę na podwórko trochę z innej perspektywy.

Na dziecku znalazłem wczoraj pierwszego kleszcza, kilka dni temu żona pieląc ogródek o mało na „naszą” żmiję nie nadepnęła, dziś kolejna żmija w środku dnia sunie przez podwórko, szerszenie odbudowują gniazdo które strażacy im zdjęli w zeszłym roku ...

Takie uroki mieszkania w leśniczówce. Nie to żebym narzekał, bo miejsce w którym mieszkam jest jedyne i niepowtarzalne, ale jeżeli ktoś marzy o domku na wsi albo w lesie, niech się zastanowi się trzy razy czy lubi bliskie sąsiedztwo żmij, szerszeni, nietoperzy i innych mało romantycznych stworzeń.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Dlaczego koza chodzi z dzwonkiem
2008-05-26

Znajomi którzy byli u mnie na weekend zachwycali się koźlakami i opijali kozim mlekiem, ale byli wszyscy zdziwieni dlaczego jedna z moich kóz chodzi teraz z dzwonkiem. Ja się do ciągłego dzwonienia przyzwyczaiłem już na tyle, że właściwie go nie słyszę i nie działa mi ono jakoś szczególnie na nerwy. Ale po co kozie dzwonek? Już wyjaśniam. Koźlaków było pięć. Są cztery. Jeden zniknął pewnego dnia – jakiś miesiąc temu - i do dziś się nie odnalazł. Za to podleśniczy widział wtedy niedaleko leśniczówki wilka. Postanowiłem więc powiesić jednej kozie na szyi dzwonek. W końcu tam gdzie pasie się stada zwierząt też noszą one dzwonki, bo taki ”obcy” dźwięk może też odstraszać intruzów. Chyba działa, bo jak na razie wszystkie koźlaki są. Szczerze mówiąc, uważam hipotezę z wilkiem za słuszną - nie mam innej teorii na ten temat, a przecież zwierzę nie wyparowało. Pozostałe koźlaki nie oddalają się od swoich matek nawet na kilka metrów.

W zeszłym tygodniu pilarz znów widział wilka na zrębie. Opowiadał, że poczuł się raczej niepewnie i zaczął zmierzać w stronę samochodu. Wilk oczywiście kiedy zauważył człowieka uciekł, ale to wcale nie jest w mojej okolicy postać z bajki o czerwonym kapturku, tylko realny element przyrodniczy ...

***

Nikt ze znajomych w opowieść o wilku nie uwierzył. To znaczy niby potakiwali, kiwali głowami, mówili: „No co ty, serio?” ale widać było że nie wierzą. Nie wiem dlaczego ludzie którzy przyjeżdżają do lasu uważają, że jest to takie samo miejsce jak ogrodzony park w centrum miasta gdzie najdzikszym zwierzęciem jest wiewiórka. A wilk jednak pozostaje stworzeniem z bajki, ewentualnie z opowieści leśniczego.

W ogóle uważam, że ludzie mają ogromny problem z percepcją przyrody. Wszyscy, ja nie jestem tu wyjątkiem. Po prostu ucząc się o różnych zjawiskach przyrodniczych wyrabiamy sobie jakieś wyobrażenia, które niejednokrotnie są w nas bardzo silne. A potem kiedy dochodzi do konfrontacji naszego wyobrażenia z samą przyrodą, czujemy się rozczarowani, że to „tylko” tyle. Albo w ogóle nie dociera do nas, że właśnie znaleźliśmy się w miejscu którego obraz wygenerowaliśmy sobie w głowie. Np. na środku wrzosowiska okazuje się, że kolor trochę wyblakły, usiąść nie ma gdzie bo wszędzie mrówki, a w ogóle na zdjęciach wyglądało lepiej.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Długi weekend i wożenie pszczół
2008-05-25

Skończył się właśnie kolejny długi weekend w tym miesiącu. Dla mnie nie był on jakiś szczególnie wyjątkowy, poza wolnym czwartkiem pracowałem normalnie, czego absolutnie nie żałuję. W leśniczówce zaroiło się od gości. Nie użyli sobie zbytnio, bo przez cały czas padał deszcz. Może nie była to ulewa, a raczej mżawka, ale nawet niewielki opad, za to ciągły, po trzech czy czterech dniach może się znudzić. Znajomi, nasiąknięci mazurską wilgocią, zrejterowali już w sobotę. Za to w niedzielę, czyli dziś, obudziło mnie już słońce...

Weekend może nie był najbardziej udany pod względem pogodowym, ale nie obyło się bez atrakcji. Znajoma, która prowadzi pasiekę w pobliżu leśniczówki, poprosiła mnie żebym pomógł jej przewieźć do lasu kilka uli. Wypatrzyła nad jeziorem miejsce gdzie pszczoły powinny uzbierać dużo miodu – po kolei będą tam kwitnąć maliny, później lipy i wrzos. Pożyczyliśmy przyczepkę i załadowaliśmy na nią pięć uli. Jeden jechał jeszcze u mnie w samochodzie, a kolejny u niej. Wcześniej wszystkie wejścia do uli trzeba było szczelnie zatkać, bo gdyby w czasie transportu z tego ula który wiozłem w samochodzie wydostało się choćby kilka pszczół, byłoby niewesoło. Wydostała się jedna, ale udało się ją wygonić za okno. Kolega który siedział koło mnie bardzo intensywnie nad tym pracował. W całym ulu aż huczało i miałem wrażenie, że się nieco rozgrzał. Wszystkie ule udało się dowieźć w całości i ustawić na miejscu, teraz tylko pozostało czekać na pierwszy miód.

 


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Na strzelnicy
2008-05-20

Jak zwykle od kilku lat o tej porze roku moje nadleśnictwo zorganizowało zawody strzeleckie. Udział mogą brać wszyscy chętni myśliwi z załogi, czyli zatrudnieni w nadleśnictwie. Zbiera się grupa około dwudziestu osób. Każdy zabiera ze sobą swoją broń, śrutową i kulową. Nadleśnictwo wynajmuje całą strzelnicę w niedalekim mieście i zawody trwają od rana do południa. Traktujemy to przede wszystkim towarzysko, ale emocje zawsze się pojawiają. Niby nikomu nie zależy, ale każdy chce wypaść jak najlepiej, a atmosfera jest sportowa i przyjazna. Nikt nie szpanuje super sprzętem ani się nie nadyma, wszyscy się starają, bardzo fajnie. Gdyby było inaczej, to bym tam zresztą nie jeździł.

Na strzelnicy strzelamy siedem konkurencji. Trzy są kulowe - strzelanie do ruchomej tarczy symulującej biegnącego dzika oraz do nieruchomej tarczy narysowanej na sylwetce lisa i kozła. Cztery pozostałe konkurencje to strzelanie śrutem. Te konkurencje lubię najbardziej. Ogółem ze wszystkich można zyskać 500 punktów, ale wynik od 250 w górę można uznać za przyzwoity. Przynajmniej my uznajemy :). Bo komplet punktów to może zdarza się na mistrzostwach Polski albo na olimpiadzie.

Strzelnica to zupełnie inne strzelanie niż polowanie. Na polowaniu nigdy nie powinno się oddawać strzału jeżeli są jakiekolwiek wątpliwości i nie jesteśmy pewni że trafimy we właściwy sposób. Na polowaniu strzał trzeba wypracować, trwa to często parę godzin, czasami też wtedy trzeba zrezygnować, bo właśnie tej pewności brakuje. Na strzelnicy to sytuacja czysto sportowa.

Z reguły najlepszy na zawodach okazuje się nasz leśniczy łowiecki, ale można powiedzieć że on jest zawodowcem a reszta z nas to amatorzy, choć niektórzy osiągają naprawdę dobre wyniki. Trzech najlepszych zawodników jedzie na ogólnopolskie zawody leśników. Ja się tam nie wybieram ale jadę jutro na strzelnicę potrenować strzelanie do rzutków. To ogromna satysfakcja trafiać je w locie...


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Borówka czernica i borówka brusznica
2008-05-18

W lesie kwitną teraz nie tylko drzewa, ale i mnóstwo roślin. Dziś widziałem kwiaty czarnej jagody (borówki czernicy – Vaccinium myrtillus L.) i czerwonej borówki (borówki brusznicy). Moim leśnictwie są łany jednej i drugiej krzewinki. Widać, że będzie ich w tym roku dużo, bo kwitną obficie a „trzej ogrodnicy” i „zimna Zośka” im nie zaszkodziły. Kwiaty czernicy nie tak łatwo zauważyć – są to zielonawe lub różowawe pęcherzyki, osadzone pojedynczo w kątach liści. Można je dostrzec dopiero z bardzo niewielkiej odległości. Mało kto wie, że to roślina lecznicza – liście mogą służyć jako lek pomocniczy w leczeniu cukrzycy, a owoce, bogate w witaminy, leczą biegunki (suszone) a w postaci soku czy dżemu zapalenie jamy ustnej i gardła. Wyciąg z czarnych jagód w postaci tabletek stosuje się również dla poprawy i wzmocnienia wzroku.

Borówka brusznica (Vaccinium vitis-idaea L.) ma kwiaty umieszczone w grona na szczytach gałązek i łatwiej zauważyć jej kwitnienie. Owocem są czerwone jagody, bardzo bogate m.in. w witaminę C, kiedyś wykorzystywane również jako surowiec do barwienia tkanin. Liście mają również właściwości lecznicze, m.in. dezynfekujące i ściągające.

Dlaczego piszę tyle o kwiatkach? Nie popadłem w jakiś szczególnie romantyczny nastrój, ale wystarczy wejść do lasu, żeby zostać po prostu ogłuszonym intensywnymi zapachami. Pomyślałem, że opiszę kilka roślin niby dobrze znanych, na których kwiaty nie zwraca się właściwie uwagi, a szkoda, bo chociaż niepozorne, to są bardzo istotne w ekosystemie...

Na zdjęciu z lewej borówka brusznica, z prawej czernica :))


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Kwiatostany świerkowe
2008-05-16

Z lewej strony na zdjęciu widać kwiatostany świerkowe męskie, z prawej - żeńskie. Świerk kwitnie zwykle dwa tygodnie przed sosną, na przełomie kwietnia i maja. Jest to roślina jednopienna, czyli na jednym drzewie rosną zarówno kwiaty żeńskie jak i męskie. Żeby nie dochodziło łatwo do samozapylania, kwiatostany żeńskie znajdują się najczęściej w górnej części korony, pogrupowane w szyszki, a kwiatostany męskie występują przeważnie w niższej części drzewa. Tyle ogólnych informacji ściśle biologicznych i teoretycznych. Chciałem zwrócić tylko uwagę, jakie fajne są kwiaty świerkowe – a jak rzadko je zauważamy.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Kwitną świerki
2008-05-15

Od tygodnia ciepło i słonecznie. A ja od tygodnia jestem chory i trochę dziwnie patrzę na porozbieranych ludzi. Ja też raczej wyglądam niecodziennie w czapce i zimowej kurtce, ale co zrobić. Dopadł mnie jakiś wirus – jak i zresztą wszystkich domowników – i nawet perspektywa długiego weekendu raczej nie kusi, bo zamiast „aktywnego wypoczynku” będę się snuł po lesie w pobliżu leśniczówki. Postanowiłem więc zrobić sobie syrop z pączków sosny. Liczę, że wyciągnie mnie z tej paskudnej grypy. Zebrałem więc szklankę pączków sosny – są o tej porze lepkie i brązowe, ale jeszcze nie otwarte. Zasypałem cukrem, postawiłem na oknie i czekam aż puszczą sok. Powinien być ciemnobrązowy – piłem kiedyś taki syrop, a przepis pamiętam jak kiedyś podawał mi kolega. Mam nadzieję że go dobrze zapamiętałem, bo inaczej pozostanie mi apteka. A lubię mieć jakieś domowe lekarstwo.

Przy leśniczówce kwitną świerki. Na drogach leży gruba warstwa pyłku, na kałużach, na jeziorze, na szybie samochodu, na leśniczym, w kieszeni – tylko w lodówce chyba nie ma pyłku świerkowego. Już widać, że w przyszłym roku będzie ogromny urodzaj świerkowych nasion. (Szyszki które właśnie się zawiązują otworzą się dopiero w przyszłym roku na wiosnę pod wpływem słońca i temperatury.) Na gałęziach widać mnóstwo małych szyszek. Prawdopodobnie zimą przylecą też krzyżodzioby – są to ptaki które rozmnażają się w roku kiedy jest duży urodzaj nasion świerku, i zakładają gniazda nawet zimą.

 


Oceń wpis | Ilość głosów: 1 | Średnia ocena: 0
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Pułapka na szeliniaka sosnowca
2008-05-07

Taka teraz pora roku, kiedy uprawom i siewkom iglastym zaczyna zagrażać szeliniak sosnowiec (chylobius abietis L.). Jest to chrząszcz, w naszych polskich lasach gdzie dominuje sosna jeden z groźniejszych szkodników. Po przezimowaniu w ściółce zaczyna uaktywniać się pod koniec kwietnia – w początku maja. Dorosłe chrząszcze wychodzą żerować (naukowo nazywa się to żerem regeneracyjnym lub uzupełniającym), żeby potem móc złożyć jaja. Żywią się iglakami i stanowią dla upraw sosnowych i świerkowych potężne zagrożenie.

Ich ilość – a tym samym ocenę zagrożenia – określa się na podstawie pułapek kontrolnych. Wykłada się je przez całą wiosnę i lato. Ja zacząłem używać pułapek kontrolnych pod koniec kwietnia. Z praktyki już wiem, jaka musi być aura, żeby chrząszcze się uaktywniły. Pułapkę wykłada się na uprawie, między sadzonkami lub siewkami. Stanowi ją wiązka cetyny (drobnych gałązek), którą umieszcza się w wykopanym dołku. Zapach (monoterpenów i estrów kwasów tłuszczowych) zwabia poszukujące pokarmu chrząszcze które żerują na korze i łyku młodych drzewek. Do pułapek zaglądam codziennie żeby policzyć ile ich tam wpadło. Jeżeli się to zaniedba, to przy masowym wystąpieniu tych owadów (co najmniej 10 sztuk na pułapkę) w dwie noce może zniknąć cała uprawa.

Jeżeli w pułapkach znajduję po kilka sztuk, a na powierzchni uprawy widać uszkodzenia sadzonek lub siewek, przystępuję do zwalczania. Polega to na tym, że robię bardzo dużo pułapek – nawet do stu sztuk na hektar – w których wykładam gałązki zanurzone wcześniej w silnym środku owadobójczym. Jeżeli i to nie pomoże, bo chrząszczy jest dużo i wciąż widać uszkodzenia uprawy, konieczne są kroki radykalne, czyli oprysk sadzonek na całej powierzchni. (Decyzję o konieczności zastosowania takiego oprysku podejmuje nadleśniczy.)

Jutro właśnie jadę zrealizować wariant pierwszy, czyli założenie dużej liczby pułapek. Mam nadzieję że to wystarczy i opryski nie będą konieczne ...


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Końskie rajdy
2008-05-04

Długi weekend wiąże się jak zwykle z najazdem gości. Tym razem było trochę inaczej, bo oprócz znajomych zawitali do leśniczówki jeźdźcy.

Był to rajd konny organizowany przez koleżankę prowadzącą gospodarstwo agroturystyczne jakieś trzydzieści kilometrów ode mnie. Z jednego miejsca do drugiego można przejechać wyznaczonym przez nadleśnictwo szlakiem konnym. Jest to kilka dobrych godzin w siodle, ale jeżeli ktoś dobrze jeździ konno to bez problemu tę odległość pokona.

Oddział "ułanów" przybył trochę sterany, bo po drodze złapał ich deszcz i porządnie zmokli. Nie wszyscy mieli dobre przeciwdeszczowe kurtki, bo kiedy wyruszali nic nie zapowiadało ulewy. Ale po obiedzie się trochę rozgrzali. Potem przyjechał po nich samochód i pojechali suszyć się i spać na kwatery. Konie zostały na noc w mojej raczej skromnej i leciwej stajni, gdzie specjalnie porobiłem dodatkowe boksy.

Następnego dnia rano rajdowcy pojawili się z powrotem, tym razem wyposażeni w cały arsenał peleryn przeciwdeszczowych. Ale oczywiście przez całą drogę nie spadła im na głowę ani jedna kropla deszczu.
Przyłączyłem się do nich na swoim Gacku i odprowadziłem ich do pierwszej wsi leżącej na trasie.
Jak opowiedziała mi koleżanka - organizatorka wyprawy  i właścicielka koni – po rajdzie okazało się że kilka koni nabawiło się kontuzji spowodowanych brakiem wprawy dosiadających je jeźdźców. Ale ogólny bilans wycieczki okazał się na tyle pozytywny, że planowany jest następny wyjazd, latem, tym razem z noclegiem na sianie u mnie nad stajnią i wieczornym ogniskiem.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
© 2006-2010 Centrum Informacyjne Lasów Państwowych
przy współpracy    NFOŚiGW 
CMS by WEB interface