| Konwalia majowa | | 2008-05-30 |
Wprawdzie maj
się kończy, a wraz z nim i konwalie, ale chciałem o nich napisać kilka słów.
Konwalie (convallaria majalis) sprzedawane są wszędzie na pęczki, i chętnie kupowane, bo pachnące i ładne. Ale
jest to roślina podlegająca ochronie. Na dużą skalę pozyskuje się ją w celach
leczniczych, a masowe zrywanie w okresie kwitnienia może powodować zanikanie
tej rośliny. Próbujmy ją chronić chociaż częściowo, i nie eksploatujmy stanowisk
bezmyślnie. Są odmiany ogrodowe, które można kupić w kwiaciarni. Można je też
posadzić we własnym ogrodzie, o ile go
ktoś ma – a tego każdemu życzę. Z okazji Dnia Dziecka oczywiście :)
P.S.
Nie wszyscy
wiedzą, że konwalia jest trująca – cała roślina, zarówno liście, kwiaty jak i
owoce w postaci czerwonych jagód. Trująca jest również woda w której trzymamy
je w wazonie – trzeba uważać, żeby np. dziecko się jej nie napiło.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Specyfika mieszkania w leśniczówce | | 2008-05-29 |
Siedząc dziś w
kuchni zobaczyłem jak przez środek podwórza pomyka żmija, a tuż za nią pies.
Był środek dnia. Na szczęście pies nie próbował jej złapać, ale intrygował go
szybko wijący się kształt, dobrze widoczny w krótkiej trawie. Na drugie
szczęście moja roczna córka która właśnie jest na etapie stawiania pierwszych
samodzielnych kroków i maksymalnego zainteresowania wszystkim była akurat w
domu, a nie na kocu przed domem.
Chwyciłem
wiadro, szczotkę i postanowiłem schwytać gada żeby go wywieźć do lasu. Przy
okazji zrobiliśmy kilka zdjęć. Żmija była bardzo rozeźlona i głośno syczała,
atakując kij od szczotki którym zaganiałem ją do wiadra. Zwierzę było szybkie,
zwinne, w doskonałej kondycji.
Jedną żmiję na
podwórku na pewno mam, ale ta była szaro-czarna, a tamta jest brązowa z czarnym
zygzakiem. Mieszka pod krzakiem jaśminu już co najmniej trzeci rok i na razie
nie udało mi się jej pozbyć. Inna sprawa, że niezbyt stanowczo próbowałem. Ale teraz
patrzę na podwórko trochę z innej perspektywy.
Na dziecku
znalazłem wczoraj pierwszego kleszcza, kilka dni temu żona pieląc ogródek o
mało na „naszą” żmiję nie nadepnęła, dziś kolejna żmija w środku dnia sunie
przez podwórko, szerszenie odbudowują gniazdo które strażacy im zdjęli w
zeszłym roku ...
Takie uroki mieszkania w leśniczówce. Nie to żebym narzekał,
bo miejsce w którym mieszkam jest jedyne i niepowtarzalne, ale jeżeli ktoś
marzy o domku na wsi albo w lesie, niech się zastanowi się trzy razy czy lubi bliskie
sąsiedztwo żmij, szerszeni, nietoperzy i innych mało romantycznych stworzeń.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Dlaczego koza chodzi z dzwonkiem | | 2008-05-26 |
Znajomi którzy
byli u mnie na weekend zachwycali się koźlakami i opijali kozim mlekiem, ale
byli wszyscy zdziwieni dlaczego jedna z moich kóz chodzi teraz z dzwonkiem. Ja
się do ciągłego dzwonienia przyzwyczaiłem już na tyle, że właściwie go nie
słyszę i nie działa mi ono jakoś szczególnie na nerwy. Ale po co kozie dzwonek?
Już wyjaśniam. Koźlaków było pięć. Są cztery. Jeden zniknął pewnego dnia –
jakiś miesiąc temu - i do dziś się nie odnalazł. Za to podleśniczy widział wtedy
niedaleko leśniczówki wilka. Postanowiłem więc powiesić jednej kozie na szyi
dzwonek. W końcu tam gdzie pasie się stada zwierząt też noszą one dzwonki, bo
taki ”obcy” dźwięk może też odstraszać intruzów. Chyba działa, bo jak na razie
wszystkie koźlaki są. Szczerze mówiąc, uważam hipotezę z wilkiem za słuszną - nie
mam innej teorii na ten temat, a przecież zwierzę nie wyparowało. Pozostałe
koźlaki nie oddalają się od swoich matek nawet na kilka metrów.
W zeszłym
tygodniu pilarz znów widział wilka na zrębie. Opowiadał, że poczuł się raczej
niepewnie i zaczął zmierzać w stronę samochodu. Wilk oczywiście kiedy zauważył
człowieka uciekł, ale to wcale nie jest w mojej okolicy postać z bajki o
czerwonym kapturku, tylko realny element przyrodniczy ...
***
Nikt ze
znajomych w opowieść o wilku nie uwierzył. To znaczy niby potakiwali, kiwali
głowami, mówili: „No co ty, serio?” ale widać było że nie wierzą. Nie wiem
dlaczego ludzie którzy przyjeżdżają do lasu uważają, że jest to takie samo
miejsce jak ogrodzony park w centrum miasta gdzie najdzikszym zwierzęciem jest
wiewiórka. A wilk jednak pozostaje stworzeniem z bajki, ewentualnie z opowieści
leśniczego.
W ogóle uważam,
że ludzie mają ogromny problem z percepcją przyrody. Wszyscy, ja nie jestem tu
wyjątkiem. Po prostu ucząc się o różnych zjawiskach przyrodniczych wyrabiamy
sobie jakieś wyobrażenia, które niejednokrotnie są w nas bardzo silne. A potem
kiedy dochodzi do konfrontacji naszego wyobrażenia z samą przyrodą, czujemy się
rozczarowani, że to „tylko” tyle. Albo w ogóle nie dociera do nas, że właśnie
znaleźliśmy się w miejscu którego obraz wygenerowaliśmy sobie w głowie. Np. na
środku wrzosowiska okazuje się, że kolor trochę wyblakły, usiąść nie ma gdzie
bo wszędzie mrówki, a w ogóle na zdjęciach wyglądało lepiej.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Długi weekend i wożenie pszczół | | 2008-05-25 |
Skończył się
właśnie kolejny długi weekend w tym miesiącu. Dla mnie nie był on jakiś
szczególnie wyjątkowy, poza wolnym czwartkiem pracowałem normalnie, czego
absolutnie nie żałuję. W leśniczówce zaroiło się od gości. Nie użyli sobie
zbytnio, bo przez cały czas padał deszcz. Może nie była to ulewa, a raczej
mżawka, ale nawet niewielki opad, za to ciągły, po trzech czy czterech dniach
może się znudzić. Znajomi, nasiąknięci mazurską wilgocią, zrejterowali już w
sobotę. Za to w niedzielę, czyli dziś, obudziło mnie już słońce...
Weekend może nie
był najbardziej udany pod względem pogodowym, ale nie obyło się bez atrakcji.
Znajoma, która prowadzi pasiekę w pobliżu leśniczówki, poprosiła mnie żebym
pomógł jej przewieźć do lasu kilka uli. Wypatrzyła nad jeziorem miejsce gdzie
pszczoły powinny uzbierać dużo miodu – po kolei będą tam kwitnąć maliny,
później lipy i wrzos. Pożyczyliśmy przyczepkę i załadowaliśmy na nią pięć uli.
Jeden jechał jeszcze u mnie w samochodzie, a kolejny u niej. Wcześniej
wszystkie wejścia do uli trzeba było szczelnie zatkać, bo gdyby w czasie
transportu z tego ula który wiozłem w samochodzie wydostało się choćby kilka
pszczół, byłoby niewesoło. Wydostała się jedna, ale udało się ją wygonić za
okno. Kolega który siedział koło mnie bardzo intensywnie nad tym pracował. W
całym ulu aż huczało i miałem wrażenie, że się nieco rozgrzał. Wszystkie ule
udało się dowieźć w całości i ustawić na miejscu, teraz tylko pozostało czekać
na pierwszy miód.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Na strzelnicy | | 2008-05-20 | |
Jak zwykle od
kilku lat o tej porze roku moje nadleśnictwo zorganizowało zawody strzeleckie.
Udział mogą brać wszyscy chętni myśliwi z załogi, czyli zatrudnieni w
nadleśnictwie. Zbiera się grupa około dwudziestu osób. Każdy zabiera ze sobą
swoją broń, śrutową i kulową. Nadleśnictwo wynajmuje całą strzelnicę w
niedalekim mieście i zawody trwają od rana do południa. Traktujemy to przede
wszystkim towarzysko, ale emocje zawsze się pojawiają. Niby nikomu nie zależy,
ale każdy chce wypaść jak najlepiej, a atmosfera jest sportowa i przyjazna.
Nikt nie szpanuje super sprzętem ani się nie nadyma, wszyscy się starają,
bardzo fajnie. Gdyby było inaczej, to bym tam zresztą nie jeździł.
Na strzelnicy
strzelamy siedem konkurencji. Trzy są kulowe - strzelanie do ruchomej tarczy
symulującej biegnącego dzika oraz do nieruchomej tarczy narysowanej na sylwetce
lisa i kozła. Cztery pozostałe konkurencje to strzelanie śrutem. Te konkurencje
lubię najbardziej. Ogółem ze wszystkich można zyskać 500 punktów, ale wynik od
250 w górę można uznać za przyzwoity. Przynajmniej my uznajemy :). Bo komplet
punktów to może zdarza się na mistrzostwach Polski albo na olimpiadzie.
Strzelnica to
zupełnie inne strzelanie niż polowanie. Na polowaniu nigdy nie powinno się
oddawać strzału jeżeli są jakiekolwiek wątpliwości i nie jesteśmy pewni że
trafimy we właściwy sposób. Na polowaniu strzał trzeba wypracować, trwa to
często parę godzin, czasami też wtedy trzeba zrezygnować, bo właśnie tej
pewności brakuje. Na strzelnicy to sytuacja czysto sportowa.
Z reguły
najlepszy na zawodach okazuje się nasz leśniczy łowiecki, ale można powiedzieć
że on jest zawodowcem a reszta z nas to amatorzy, choć niektórzy osiągają
naprawdę dobre wyniki. Trzech najlepszych zawodników jedzie na ogólnopolskie
zawody leśników. Ja się tam nie wybieram ale jadę jutro na strzelnicę
potrenować strzelanie do rzutków. To ogromna satysfakcja trafiać je w locie...
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Borówka czernica i borówka brusznica | | 2008-05-18 |
W lesie kwitną
teraz nie tylko drzewa, ale i mnóstwo roślin. Dziś widziałem kwiaty czarnej
jagody (borówki czernicy – Vaccinium
myrtillus L.) i czerwonej borówki (borówki brusznicy). Moim leśnictwie są łany
jednej i drugiej krzewinki. Widać, że będzie ich w tym roku dużo, bo kwitną
obficie a „trzej ogrodnicy” i „zimna Zośka” im nie zaszkodziły. Kwiaty czernicy
nie tak łatwo zauważyć – są to zielonawe lub różowawe pęcherzyki, osadzone
pojedynczo w kątach liści. Można je dostrzec dopiero z bardzo niewielkiej
odległości. Mało kto wie, że to roślina lecznicza – liście mogą służyć jako lek
pomocniczy w leczeniu cukrzycy, a owoce, bogate w witaminy, leczą biegunki
(suszone) a w postaci soku czy dżemu zapalenie jamy ustnej i gardła. Wyciąg z
czarnych jagód w postaci tabletek stosuje się również dla poprawy i wzmocnienia
wzroku.
Borówka
brusznica (Vaccinium vitis-idaea L.)
ma kwiaty umieszczone w grona na szczytach gałązek i łatwiej zauważyć jej
kwitnienie. Owocem są czerwone jagody, bardzo bogate m.in. w witaminę C, kiedyś
wykorzystywane również jako surowiec do barwienia tkanin. Liście mają również
właściwości lecznicze, m.in. dezynfekujące i ściągające.
Dlaczego piszę
tyle o kwiatkach? Nie popadłem w jakiś szczególnie romantyczny nastrój, ale wystarczy
wejść do lasu, żeby zostać po prostu ogłuszonym intensywnymi zapachami.
Pomyślałem, że opiszę kilka roślin niby dobrze znanych, na których kwiaty nie
zwraca się właściwie uwagi, a szkoda, bo chociaż niepozorne, to są bardzo
istotne w ekosystemie...
Na zdjęciu z
lewej borówka brusznica, z prawej czernica :))
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Kwiatostany świerkowe | | 2008-05-16 |
Z lewej strony
na zdjęciu widać kwiatostany świerkowe męskie, z prawej - żeńskie. Świerk
kwitnie zwykle dwa tygodnie przed sosną, na przełomie kwietnia i maja. Jest to
roślina jednopienna, czyli na jednym drzewie rosną zarówno kwiaty żeńskie jak i
męskie. Żeby nie dochodziło łatwo do samozapylania, kwiatostany żeńskie
znajdują się najczęściej w górnej części korony, pogrupowane w szyszki, a
kwiatostany męskie występują przeważnie w niższej części drzewa. Tyle ogólnych
informacji ściśle biologicznych i teoretycznych. Chciałem zwrócić tylko uwagę,
jakie fajne są kwiaty świerkowe – a jak rzadko je zauważamy.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Kwitną świerki | | 2008-05-15 |
Od tygodnia
ciepło i słonecznie. A ja od tygodnia jestem chory i trochę dziwnie patrzę na
porozbieranych ludzi. Ja też raczej wyglądam niecodziennie w czapce i zimowej
kurtce, ale co zrobić. Dopadł mnie jakiś wirus – jak i zresztą wszystkich
domowników – i nawet perspektywa długiego weekendu raczej nie kusi, bo zamiast „aktywnego
wypoczynku” będę się snuł po lesie w pobliżu leśniczówki. Postanowiłem więc
zrobić sobie syrop z pączków sosny. Liczę, że wyciągnie mnie z tej paskudnej
grypy. Zebrałem więc szklankę pączków sosny – są o tej porze lepkie i brązowe,
ale jeszcze nie otwarte. Zasypałem cukrem, postawiłem na oknie i czekam aż
puszczą sok. Powinien być ciemnobrązowy – piłem kiedyś taki syrop, a przepis
pamiętam jak kiedyś podawał mi kolega. Mam nadzieję że go dobrze zapamiętałem,
bo inaczej pozostanie mi apteka. A lubię mieć jakieś domowe lekarstwo.
Przy leśniczówce
kwitną świerki. Na drogach leży gruba warstwa pyłku, na kałużach, na jeziorze,
na szybie samochodu, na leśniczym, w kieszeni – tylko w lodówce chyba nie ma
pyłku świerkowego. Już widać, że w przyszłym roku będzie ogromny urodzaj
świerkowych nasion. (Szyszki które właśnie się zawiązują otworzą się dopiero w
przyszłym roku na wiosnę pod wpływem słońca i temperatury.) Na gałęziach widać
mnóstwo małych szyszek. Prawdopodobnie zimą przylecą też krzyżodzioby – są to
ptaki które rozmnażają się w roku kiedy jest duży urodzaj nasion świerku, i
zakładają gniazda nawet zimą.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Pułapka na szeliniaka sosnowca | | 2008-05-07 |
Taka teraz pora
roku, kiedy uprawom i siewkom iglastym zaczyna zagrażać szeliniak sosnowiec (chylobius abietis L.). Jest to
chrząszcz, w naszych polskich lasach gdzie dominuje sosna jeden z groźniejszych
szkodników. Po przezimowaniu w ściółce zaczyna uaktywniać się pod koniec
kwietnia – w początku maja. Dorosłe chrząszcze wychodzą żerować (naukowo nazywa
się to żerem regeneracyjnym lub uzupełniającym), żeby potem móc złożyć jaja.
Żywią się iglakami i stanowią dla upraw sosnowych i świerkowych potężne
zagrożenie.
Ich ilość – a
tym samym ocenę zagrożenia – określa się na podstawie pułapek kontrolnych. Wykłada
się je przez całą wiosnę i lato. Ja zacząłem używać pułapek kontrolnych pod
koniec kwietnia. Z praktyki już wiem, jaka musi być aura, żeby chrząszcze się
uaktywniły. Pułapkę wykłada się na uprawie, między sadzonkami lub siewkami.
Stanowi ją wiązka cetyny (drobnych gałązek), którą umieszcza się w wykopanym
dołku. Zapach (monoterpenów i estrów kwasów tłuszczowych) zwabia poszukujące
pokarmu chrząszcze które żerują na korze i łyku młodych drzewek. Do pułapek
zaglądam codziennie żeby policzyć ile ich tam wpadło. Jeżeli się to zaniedba,
to przy masowym wystąpieniu tych owadów (co najmniej 10 sztuk na pułapkę) w
dwie noce może zniknąć cała uprawa.
Jeżeli w
pułapkach znajduję po kilka sztuk, a na powierzchni uprawy widać uszkodzenia
sadzonek lub siewek, przystępuję do zwalczania. Polega to na tym, że robię bardzo
dużo pułapek – nawet do stu sztuk na hektar – w których wykładam gałązki
zanurzone wcześniej w silnym środku owadobójczym. Jeżeli i to nie pomoże, bo
chrząszczy jest dużo i wciąż widać uszkodzenia uprawy, konieczne są kroki
radykalne, czyli oprysk sadzonek na całej powierzchni. (Decyzję o konieczności
zastosowania takiego oprysku podejmuje nadleśniczy.)
Jutro właśnie
jadę zrealizować wariant pierwszy, czyli założenie dużej liczby pułapek. Mam
nadzieję że to wystarczy i opryski nie będą konieczne ...
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Końskie rajdy | | 2008-05-04 |
Długi weekend
wiąże się jak zwykle z najazdem gości. Tym razem było trochę inaczej, bo oprócz
znajomych zawitali do leśniczówki jeźdźcy.
Był to rajd
konny organizowany przez koleżankę prowadzącą gospodarstwo agroturystyczne
jakieś trzydzieści kilometrów ode mnie. Z jednego miejsca do drugiego można
przejechać wyznaczonym przez nadleśnictwo szlakiem konnym. Jest to kilka
dobrych godzin w siodle, ale jeżeli ktoś dobrze jeździ konno to bez problemu tę
odległość pokona.
Oddział "ułanów"
przybył trochę sterany, bo po drodze złapał ich deszcz i porządnie zmokli. Nie
wszyscy mieli dobre przeciwdeszczowe kurtki, bo kiedy wyruszali nic nie
zapowiadało ulewy. Ale po obiedzie się trochę rozgrzali. Potem przyjechał po
nich samochód i pojechali suszyć się i spać na kwatery. Konie zostały na noc w
mojej raczej skromnej i leciwej stajni, gdzie specjalnie porobiłem dodatkowe
boksy.
Następnego dnia
rano rajdowcy pojawili się z powrotem, tym razem wyposażeni w cały arsenał
peleryn przeciwdeszczowych. Ale oczywiście przez całą drogę nie spadła im na
głowę ani jedna kropla deszczu. Przyłączyłem się
do nich na swoim Gacku i odprowadziłem ich do pierwszej wsi leżącej na trasie. Jak opowiedziała
mi koleżanka - organizatorka wyprawy i właścicielka koni – po
rajdzie okazało się że kilka koni nabawiło się kontuzji spowodowanych brakiem
wprawy dosiadających je jeźdźców. Ale ogólny bilans wycieczki okazał się na
tyle pozytywny, że planowany jest następny wyjazd, latem, tym razem z noclegiem
na sianie u mnie nad stajnią i wieczornym ogniskiem.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz |
|
|