dziecimłodzieżnauczyciele
home    PGLPGL Lasy
Państwowe
 blog edukatora        blog leśniczegoblog leśniczego    
Pisz swojego bloga
Pisz swojego bloga
Kanał RSS
Kanał RSS
Archiwum
sierpień 2007 (6)
wrzesień 2007 (10)
październik 2007 (8)
listopad 2007 (10)
grudzień 2007 (10)
styczeń 2008 (10)
luty 2008 (8)
marzec 2008 (8)
kwiecień 2008 (9)
maj 2008 (10)
czerwiec 2008 (8)
lipiec 2008 (8)
sierpień 2008 (8)
wrzesień 2008 (8)
październik 2008 (8)
listopad 2008 (8)
grudzień 2008 (8)
styczeń 2009 (8)
luty 2009 (7)
marzec 2009 (8)
kwiecień 2009 (8)
maj 2009 (8)
czerwiec 2009 (7)
lipiec 2009 (7)
sierpień 2009 (8)
wrzesień 2009 (8)
październik 2009 (8)
listopad 2009 (7)
grudzień 2009 (8)
styczeń 2010 (7)
luty 2010 (6)
marzec 2010 (8)
kwiecień 2010 (7)
maj 2010 (8)
czerwiec 2010 (7)
lipiec 2010 (7)
sierpień 2010 (7)
Kategorie
Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)
Logowanie
Login
Hasło
Przypomnij hasło 
Nie masz konta ? Zarejestruj sie
Blog LeśniczegoTadek

Widłaki
2008-11-28

Chodzę po leśnictwie i wyszukuję stanowisk roślin chronionych. Wyszukuję je z własnej ciekawości, ale także tworzę dokumentuję z potrzeby urzędu. Miejsca gdzie rosną rośliny chronione powinny być zinwentaryzowane, łatwiej wtedy planować prace w taki sposób żeby omijać te miejsca. Wiadomo również że te informacje przydadzą się w trakcie terenowej części audytu związanego z certyfikacją. Ponieważ na przyszłe lata mam zaplanowanych do uruchomienia dużo zrębów, postanowiłem wykonać część roboty już teraz i zająć się fotozielnikami na tych działkach.

Moje leśnictwo to przede wszystkim siedliska borowe z bardzo kwaśną glebą gdzie w drzewostanie jest duży udział świerka dającego odpowiednie ocienienie - są to warunki idealne do występowania widłaków.

Najczęściej spotykam widłak jałowcowaty i widłak spłaszczony. Jest również widłak goździsty. Żaden z nich nie jest jeszcze gatunkiem zagrożonym wyginięciem, ale wszystkie trzy są roślinami znajdującymi się pod ochroną. Bezpośrednim zagrożeniem dla tych roślin są melioracje i innego rodzaju przekształcenia obecnych siedlisk, a także gospodarcze użytkowanie lasu. Jednak dzięki inwentaryzacji ich stanowisk można temu przeciwdziałać a jednocześnie próbować prowadzić normalną gospodarkę leśną. (Widłaki pozyskuje się do celów dekoracyjnych (nielegalnie) oraz leczniczych (za zgodą konserwatora przyrody)).

Widłaki najłatwiej inwentaryzować właśnie o tej porze roku, kiedy borówki nie mają już liści a na dnie lasu pozostaje jedynie warstwa mszysta. O innej porze trochę trudno się ich doszukać pomiędzy mnóstwem innych roślin. Dopiero teraz widać, że miejscami występują one niemal łanowo, a niektóre stanowiska mają powierzchnię około pół hektara.

Na zdjęciu widłak jałowcowaty.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Wielkie przygotowania
2008-11-27

Nie mam czasu za bardzo na pisanie ani na robotę bo w nadleśnictwie szykuje się wielkie polowanie. Samych zaproszonych gości ma być około trzydziestu osób. Ale żeby wszystko się udało, zostałem wyznaczony razem z kilkoma kolegami do przygotowania tych łowów. Chodzi głównie o to, żeby wyśledzić szlaki którymi porusza się zwierzyna po lesie. Przez kilka poprzednich dni leżał śnieg, więc wszystkie ślady były widoczne jak na dłoni. Teraz już niestety stopniał, ale mniej więcej zdążyliśmy się zorientować co i jak.

Polowanie musi być odpowiednio przygotowane – nie polega ono na tym, że zbiera się grupa myśliwych i jedzie sobie do lasu. Wcześniej jest dokładne planowanie, w jakie rejony pojedziemy i w jakiej kolejności, jak będą ustawieni myśliwi, którędy pójdą naganiacze. Ma to ogromne znaczenie również ze względów bezpieczeństwa – ten kto prowadzi polowanie musi wziąć pod uwagę wiele rzeczy, ale przede wszystkim właśnie bezpieczeństwo. Na odprawie przed polowaniem za każdym razem przypomina się jeszcze myśliwym o podstawowych zasadach – np. że nie należy strzelać w kierunku nagonki do zwierzyny płowej (jelenie, sarny), nie wolno strzelać kulą dalej niż na 40 metrów w miot do zwierzyny czarnej (dziki), nie wolno strzelać po linii na której stoją rozstawieni myśliwi.

To co teraz napiszę będzie zupełnie niepoprawne politycznie, ale moim zdaniem takie polowanie jest potrzebne. Jeleni na naszym terenie jest już tyle, że szkody w uprawach są bardzo poważne. Potrafią naprawdę dać się we znaki. Dziki w samym lesie są niegroźne, ale za to dają się we znaki właścicielom przylegających do lasu pól, gdzie niszczą uprawy a za wyrządzone szkody płaci nadleśnictwo.

Łowy zostaną zakończone wielkim ogniskiem u mnie pod leśniczówką. Muszę jeszcze przygotować drewno i wyrychtować swoją nową strzelbę.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Czas jesiennych poszukiwań szkodników
2008-11-23

W ubiegłym tygodniu w moim Nadleśnictwie ruszyliśmy walnie do jesiennego poszukiwania pierwotnych szkodników sosny zimujących w ściółce. Nie była to impreza z ogniskiem i kiełbasą... Tak jak w poprzednim roku poszukiwania prowadziliśmy według nowego schematu, który opisałem krótko mniej więcej rok temu (październik 2007). Pokrótce tylko przypomnę, że owadów szuka się pod kilkoma drzewami, w wyznaczonych fragmentach ściółki oraz pod korą, a na podstawie wyników tych działań określa się stopień zagrożenia od szkodników na rok przyszły i planuje ewentualne dodatkowe działania ochronne, np. opryski z samolotów.

Termin jesiennych poszukiwań udało się ustalić dość celnie, jako że wczesne przymrozki już mamy za sobą, a nawet pierwszy śnieg. (Wszystko są to okoliczności które dają większą precyzję prognozy.) Do oceny skuteczności prognozowania ja wprowadzam jeszcze jedną dodatkową zmienną. Mianowicie doświadczenie osób, które bezpośrednio przeszukują ściółkę. (Jeżeli ktoś bierze udział w poszukiwaniach po raz pierwszy to z reguły ma wyniki gorsze od kogoś kto szuka szkodników już kolejny rok. Moim zdaniem najlepiej przy tego rodzaju pracach zatrudniać kobiety – są dużo dokładniejsze niż faceci i mają lepsze wyniki.) Biorąc pod uwagę nawet tę ostatnią zmienną muszę przyznać, że dziwnie mało wyszukaliśmy zimujących szkodników. Wysłano wyniki poszukiwań do ZOL-u (Zakładu Ochrony Lasu). Ciekawe jak sprawy z poprochem, barczatką, borecznikami i innymi wyglądają globalnie. Zadzwonię chyba do jakiegoś sąsiada.

Jesienne poszukiwania to też okazja, żeby pomyszkować po lesie w sposób nierutynowy. Na kilku powierzchniach kontrolnych znalazłem stanowiska widłaka spłaszczonego i jałowcowatego. To bardzo istotna rzecz przy wykonywaniu zabiegów trzebieżowych. Stanowiska roślin chronionych nie mogą ulec degradacji, więc szlaki zrywkowe muszą je ominąć.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Dysonans poznawczy
2008-11-19

Zjawisko znane w psychologii jako dysonans poznawczy dopada od czasu do czasu każdego. Mnie dopadło ostatnio pod wpływem zdarzeń związanych z certyfikacją w naszym nadleśnictwie. (Certyfikacja = audyt zewnętrznej niezależnej instytucji.)

Otóż na co dzień, w cyklach dziesięcioletnich, działania każdego leśniczego są dyktowane czynnościami wynikającymi z operatu przygotowywanego przez Biuro Urządzania Lasu. Plan urządzania dla nadleśnictwa i poszczególnych leśnictw jest podpisywany przez ministra środowiska. Pozostałe nasze działania określają różne akty prawne – ustawy i rozporządzenia – oraz zarządzenia dyrektora generalnego, dyrekcji regionalnych oraz nadleśniczych.

Tymczasem niektóre z zaleceń firmy nadającej certyfikaty poszczególnym regionalnym dyrekcjom Lasów Państwowych – z którymi ostatnio wieczorami dogłębnie się zapoznaję – wydają się stać w jawnej sprzeczności z polskim prawem. (Zasady Hodowli Lasu, Instrukcja Urządzania Lasu – dokumenty, które zostały wprowadzone do praktyki mocą ustawy, i wciąż podobno obowiązują.)

Powstaje dylemat – co ważniejsze? Firma certyfikująca rozwiązuje go stwierdzając, że w przypadku gdy jej wytyczne są sprzeczne z prawem danego kraju, należy uznać, że te właśnie wytyczne są dokumentem nadrzędnym.

Weźmy np. kwestię pozostawiania starych drzew, do naturalnej ich śmierci i rozpadu. Na terenie rezerwatów pozostawia się przewrócone drzewa tak jak padną. W lasach gdzie prowadzona jest normalna gospodarka również pozostawia się obumierające drzewa do ich naturalnej śmierci. Jest to praktyka znana i stosowana. Firma certyfikująca zaleca zwiększenie ilości martwego drewna pozostawianego w lesie i nie ma tu żadnej sprzeczności. Nie ma, dopóki nie trzeba wypłacić odszkodowania komuś, komu w trakcie grzybobrania spróchniała gałąź spadła na głowę. Oczywiście nadleśnictwo może się na taką ewentualność ubezpieczyć, ale firmy ubezpieczeniowe podnoszą stawki nawet kilkakrotnie powołując się na rosnącą świadomość społeczeństwa (grzybiarz coraz lepiej wykształcony i wie że odszkodowanie mu się należy).

Od Lasów z jednej strony żąda się dostarczania coraz większych ilości drewna dla przemysłu, z drugiej chronienia wszystkiego co rośnie a najlepiej nie-wycinania-niczego. Jednocześnie stosowania prawa i dostosowania się do wszystkich oczekiwań społecznych będących często względem niego w sprzeczności.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Pierwszy śnieg
2008-11-17

W miniony długi niepodległościowy weekend pojechałem sobie do jednego z latem najbardziej zatłoczonych mazurskich miast. Położone na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, latem nie tylko ciężko tu znaleźć miejsce żeby zacumować nawet mały jacht, ale nawet zaparkować samochód. (Nie bez znaczenia jest fakt, że coraz więcej jest coraz większych jachtów i coraz większych samochodów, ale to temat na zupełnie inny dzień.)

Tymczasem mazurskie miejscowości po sezonie wyglądają jak wymarłe. Zamykana jest nie tylko większość knajpek i restauracji, ale nawet część sklepów. Dobrze że zostają place zabaw dla dzieci ... (Chociaż w innym mieście nie udało mi się wejść z córką na taki plac, bo ogrodzony wysokim płotem miał na furtce kłódkę i gruby łańcuch – chyba ktoś doszedł do wniosku że miejscowym dzieciom huśtawki nie są potrzebne.)

Tymczasem dzisiaj spadł pierwszy śnieg. Nie mam go na zdjęciach, bo padał razem z deszczem i zaraz ginął, ale pierwszy śnieg tej jesieni mamy już „zaliczony”. Dwa lata temu pamiętam, że śnieżyca przyszła na św.Huberta, czyli 3 listopada, trwała dwa dni, po czym ze śniegiem był koniec jakoś do stycznia, a prawdziwej zimy i tak nie było. Ale co chłopaki wtedy pomarzli na hubertowym polowaniu, to nie zapomną chyba długo (przyjechała grupa zaproszonych gości, którzy mieli ze sobą tylko polary i cienkie kurteczki, bo była piękna złota jesień i nikt się ataku zimy nie spodziewał). Pożyczaliśmy im czapki, a oni udawali że są bardzo twardzi.

W tym roku nie było takich atrakcji przyrodniczych, ale nie było też jeszcze zbiorowego polowania, będzie dopiero na początku grudnia. Tak sobie myślę, że dobrze by było gdyby przyszła taka normalna zima z dużym śniegiem i umiarkowanym mrozem, bo już dawno takiej nie widziałem. A może po prostu w góry trzeba pojechać? Kadrowa powiedziała, że muszę wykorzystać tegoroczny urlop ...


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Stara lipa
2008-11-14

Przy leśniczówce koło płotu stała stara lipa. Stała już od jakichś stu lat, ale ostatnio zacząłem się jej wnikliwie przyglądać. Pochylała się coraz bardziej na jedną stronę, a że była wysoka i mocno rozłożysta, gdyby się przewróciła mogłaby zniszczyć dach leśniczówki. Gdyby przewróciła się trochę inaczej, zniszczyłaby tylko płot. Przed każdą większą burzą pędziłem żeby przestawić samochód w bezpieczne miejsce, a jeżeli byli goście, to im również radziłem odstawić wozy na bezpieczną odległość od feralnego drzewa. ( Czasem spadały pojedyncze suche konary.)

Nie jest łatwo podjąć decyzję o wycięciu takiej lipy, nawet jeżeli wiadomo, że w sposób bezpośredni zagraża ona naszemu bezpieczeństwu.

Ale w końcu się przemogłem. I jak się okazało był to czas najwyższy, bo drzewo było prawie całe spróchniałe i przez ostatnich kilka lat mogło się właściwie przewrócić w każdej chwili. Operacja była trudna, bo drzewo stało tuż przy płocie i pochylało się na dom. Należało je ściąć w taki sposób, aby padło na drogę i nie wyrządziło nikomu krzywdy. Poprosiłem więc o pomoc profesjonalistów, czyli brygadę pilarzy pracujących u mnie w lesie.

Za pomocą odpowiednio wbitych klinów, liny oraz traktora „położyli” lipę bezbłędnie. Widać było, że byli z siebie dumni – robota nie była wcale taka prosta. Teraz drzewo pocięte w stos czeka na wywóz z lasu. Pod płotem zrobiło się trochę puściej, ale przynajmniej bezpiecznie.

Nie było to jedyne drzewo które zamierzało przewrócić mi się na podwórko – koło bramy stał wysoki ale bardzo krzywy dąb, ulubiony przez okoliczne dzięcioły, które chętnie wykuwały tam dziuple i zakładały gniazda. Latem jednak problem rozwiązał się sam – dąb złamał się na pół i to wcale nie w trakcie intensywnej burzy ale tak po prostu, któregoś lipcowego wieczora. Pozostałej jego części postanowiłem nie ścinać – nie stanowi już zagrożenia, a w licznych dziuplach może na wiosnę znowu zamieszka czereda ptaków.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Trzebież rzecz ważna
2008-11-13

Zakończono pozyskanie surowca na ostatniej w tym roku powierzchni trzebieżowej w moim leśnictwie. Był to zabieg w sześćdziesięcioletnim lesie, na siedlisku lasu mieszanego bagiennego. Dla niewtajemniczonych w siedliskoznawstwo dodam, że jest to teren podmokły i na przeważającej powierzchni występuje gruba warstwa torfu. Mineralne wywyższenia zajmuje świerk z sosną a dolinki porasta brzoza.

Pozornie niczym się ta trzebież nie wyróżniała ale ...

Zabieg miał na celu przygotowanie powierzchni do użytkowania rębnego. Tzn. wychwycone zostały całe fragmenty z odnowieniem naturalnym (przede wszystkim świerka). Szlaki zrywkowe przebiegają w tym drzewostanie tak, aby przy zrywce drewna nie uszkodzić siewek. Druga ważna rzecz to dopuszczenie do dna lasu wystarczającej ilości światła niezbędnego do rozwoju młodego pokolenia. Osiąga się to przez usunięcie - wycięcie drzew z pierwszego piętra drzewostanu (najwyższe drzewa o rozbudowanej koronie). Oczywiście ilość usuniętych drzew z pierwszego piętra nie może być zbyt duża ponieważ trzebież łatwo może przejść w zrąb. Nie chwaląc się myślę, że wyszło nieźle. Reszta to standardowe działanie mające na celu rozluźnienie zwarcia w koronach starego lasu. Wszystko to po to, żeby za dwadzieścia lub trzydzieści lat nie trzeba było wycinać tam zrębu w celu zastąpienia starodrzewiu młodym pokoleniem lasu. Ten proces rozpocząłem już teraz. Ktoś kto w przyszłości mnie zastąpi w tym leśnictwie będzie miał jeden kłopot z głowy.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Co widać o zmierzchu
2008-11-05

Kupiłem sobie świetną lornetkę. Kolega który mnie niedawno odwiedził pochwalił się właśnie takim sprzętem, a ja po przetestowaniu jej w warunkach „polowych” postanowiłem nabyć taką samą. Kolega jest fotografem znanym ze swojego zamiłowania do profesjonalnych gadżetów, ale również z tego, że byle czego nie kupi. Nie jest to lornetka żadnej ze znanych w Polsce i reklamowanych w myśliwskich gazetach firm, ale zapewniam że jest naprawdę dobra.

Jak ocenić jakość lornetki myśliwskiej? Otóż musi być ona jasna, czyli zapewniać w warunkach zmniejszonej widoczności (zmierzch, noc) dobry ogląd rzeczywistości oraz ostrość widzenia. Nie może być też zbyt ciężka i duża, bo jednak często pokonuje się z nią spore odległości. Pozostaje jeszcze kwestia powiększenia, która jest kwestią indywidualną. W moim przypadku musi być to powiększenie co najmniej siedmiokrotne (parametry lornetki to 7x50). Dobrze jest jeszcze żeby lornetka była przystosowana do specyfiki jej użytkowania – miała gumową obudowę i zaślepki obiektywów, była wstrząsoodporna i wodoodporna. Moja spełnia te wszystkie wymagania.

Oczywiście dobry sprzęt, nawet mało znanej marki, nie może być tani jak skarpety na bazarze, ale mimo wszystko kupując swoją lornetkę w specjalistycznym sklepie wiedziałem, że płacę za optykę a nie za nazwę firmy.

Dzisiaj więc wyszedłem o zmierzchu oglądać łąkę. Widziałem łanię z cielakiem, jakiegoś chłystka – młodego byka jelenia – i dwie sarny które żerowały dyskretnie na skraju poletka. Gdyby nie moja lornetka (wiem, cieszę się nią jak chłopiec lizakiem, ale co zrobić) raczej saren bym nie zauważył, a tak miałem okazję się im dobrze przyjrzeć.

Jeszcze ze trzy cztery dni i będzie można pójść w nocy na dzika. Idzie do pełni księżyca.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
© 2006-2010 Centrum Informacyjne Lasów Państwowych
przy współpracy    NFOŚiGW 
CMS by WEB interface