| Widłaki | | 2008-11-28 |
Chodzę po leśnictwie
i wyszukuję stanowisk roślin chronionych. Wyszukuję je z własnej ciekawości,
ale także tworzę dokumentuję z potrzeby urzędu. Miejsca gdzie rosną rośliny
chronione powinny być zinwentaryzowane, łatwiej wtedy planować prace w taki
sposób żeby omijać te miejsca. Wiadomo również że te informacje przydadzą się w
trakcie terenowej części audytu związanego z certyfikacją. Ponieważ na przyszłe
lata mam zaplanowanych do uruchomienia dużo zrębów, postanowiłem wykonać część
roboty już teraz i zająć się fotozielnikami na tych działkach.
Moje leśnictwo
to przede wszystkim siedliska borowe z bardzo kwaśną glebą gdzie w drzewostanie
jest duży udział świerka dającego odpowiednie ocienienie - są to warunki
idealne do występowania widłaków.
Najczęściej spotykam
widłak jałowcowaty i widłak spłaszczony. Jest również widłak goździsty. Żaden z
nich nie jest jeszcze gatunkiem zagrożonym wyginięciem, ale wszystkie trzy są
roślinami znajdującymi się pod ochroną. Bezpośrednim zagrożeniem dla tych roślin
są melioracje i innego rodzaju przekształcenia obecnych siedlisk, a także
gospodarcze użytkowanie lasu. Jednak dzięki inwentaryzacji ich stanowisk można
temu przeciwdziałać a jednocześnie próbować prowadzić normalną gospodarkę
leśną. (Widłaki pozyskuje się do celów dekoracyjnych (nielegalnie) oraz
leczniczych (za zgodą konserwatora przyrody)).
Widłaki najłatwiej
inwentaryzować właśnie o tej porze roku, kiedy borówki nie mają już liści a na
dnie lasu pozostaje jedynie warstwa mszysta. O innej porze trochę trudno się ich
doszukać pomiędzy mnóstwem innych roślin. Dopiero teraz widać, że miejscami
występują one niemal łanowo, a niektóre stanowiska mają powierzchnię około pół
hektara.
Na zdjęciu widłak jałowcowaty.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Wielkie przygotowania | | 2008-11-27 | |
Nie mam czasu za
bardzo na pisanie ani na robotę bo w nadleśnictwie szykuje się wielkie
polowanie. Samych zaproszonych gości ma być około trzydziestu osób. Ale żeby
wszystko się udało, zostałem wyznaczony razem z kilkoma kolegami do przygotowania
tych łowów. Chodzi głównie o to, żeby wyśledzić szlaki którymi porusza się
zwierzyna po lesie. Przez kilka poprzednich dni leżał śnieg, więc wszystkie
ślady były widoczne jak na dłoni. Teraz już niestety stopniał, ale mniej więcej
zdążyliśmy się zorientować co i jak.
Polowanie musi
być odpowiednio przygotowane – nie polega ono na tym, że zbiera się grupa
myśliwych i jedzie sobie do lasu. Wcześniej jest dokładne planowanie, w jakie
rejony pojedziemy i w jakiej kolejności, jak będą ustawieni myśliwi, którędy
pójdą naganiacze. Ma to ogromne znaczenie również ze względów bezpieczeństwa –
ten kto prowadzi polowanie musi wziąć pod uwagę wiele rzeczy, ale przede
wszystkim właśnie bezpieczeństwo. Na odprawie przed polowaniem za każdym razem
przypomina się jeszcze myśliwym o podstawowych zasadach – np. że nie należy
strzelać w kierunku nagonki do zwierzyny płowej (jelenie, sarny), nie wolno
strzelać kulą dalej niż na 40
metrów w miot do zwierzyny czarnej (dziki), nie wolno
strzelać po linii na której stoją rozstawieni myśliwi.
To co teraz
napiszę będzie zupełnie niepoprawne politycznie, ale moim zdaniem takie
polowanie jest potrzebne. Jeleni na naszym terenie jest już tyle, że szkody w
uprawach są bardzo poważne. Potrafią naprawdę dać się we znaki. Dziki w samym
lesie są niegroźne, ale za to dają się we znaki właścicielom przylegających do
lasu pól, gdzie niszczą uprawy a za wyrządzone szkody płaci nadleśnictwo.
Łowy zostaną
zakończone wielkim ogniskiem u mnie pod leśniczówką. Muszę jeszcze przygotować
drewno i wyrychtować swoją nową strzelbę.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Czas jesiennych poszukiwań szkodników | | 2008-11-23 | W ubiegłym tygodniu w moim Nadleśnictwie ruszyliśmy walnie do jesiennego poszukiwania pierwotnych szkodników sosny zimujących w ściółce. Nie była to impreza z ogniskiem i kiełbasą... Tak jak w poprzednim roku poszukiwania prowadziliśmy według nowego schematu, który opisałem krótko mniej więcej rok temu (październik 2007). Pokrótce tylko przypomnę, że owadów szuka się pod kilkoma drzewami, w wyznaczonych fragmentach ściółki oraz pod korą, a na podstawie wyników tych działań określa się stopień zagrożenia od szkodników na rok przyszły i planuje ewentualne dodatkowe działania ochronne, np. opryski z samolotów.
Termin jesiennych poszukiwań udało się ustalić dość celnie, jako że wczesne przymrozki już mamy za sobą, a nawet pierwszy śnieg. (Wszystko są to okoliczności które dają większą precyzję prognozy.) Do oceny skuteczności prognozowania ja wprowadzam jeszcze jedną dodatkową zmienną. Mianowicie doświadczenie osób, które bezpośrednio przeszukują ściółkę. (Jeżeli ktoś bierze udział w poszukiwaniach po raz pierwszy to z reguły ma wyniki gorsze od kogoś kto szuka szkodników już kolejny rok. Moim zdaniem najlepiej przy tego rodzaju pracach zatrudniać kobiety – są dużo dokładniejsze niż faceci i mają lepsze wyniki.) Biorąc pod uwagę nawet tę ostatnią zmienną muszę przyznać, że dziwnie mało wyszukaliśmy zimujących szkodników. Wysłano wyniki poszukiwań do ZOL-u (Zakładu Ochrony Lasu). Ciekawe jak sprawy z poprochem, barczatką, borecznikami i innymi wyglądają globalnie. Zadzwonię chyba do jakiegoś sąsiada.
Jesienne poszukiwania to też okazja, żeby pomyszkować po lesie w sposób nierutynowy. Na kilku powierzchniach kontrolnych znalazłem stanowiska widłaka spłaszczonego i jałowcowatego. To bardzo istotna rzecz przy wykonywaniu zabiegów trzebieżowych. Stanowiska roślin chronionych nie mogą ulec degradacji, więc szlaki zrywkowe muszą je ominąć. | |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Dysonans poznawczy | | 2008-11-19 | Zjawisko znane w psychologii jako dysonans poznawczy dopada od czasu do czasu każdego. Mnie dopadło ostatnio pod wpływem zdarzeń związanych z certyfikacją w naszym nadleśnictwie. (Certyfikacja = audyt zewnętrznej niezależnej instytucji.)
Otóż na co dzień, w cyklach dziesięcioletnich, działania każdego leśniczego są dyktowane czynnościami wynikającymi z operatu przygotowywanego przez Biuro Urządzania Lasu. Plan urządzania dla nadleśnictwa i poszczególnych leśnictw jest podpisywany przez ministra środowiska. Pozostałe nasze działania określają różne akty prawne – ustawy i rozporządzenia – oraz zarządzenia dyrektora generalnego, dyrekcji regionalnych oraz nadleśniczych.
Tymczasem niektóre z zaleceń firmy nadającej certyfikaty poszczególnym regionalnym dyrekcjom Lasów Państwowych – z którymi ostatnio wieczorami dogłębnie się zapoznaję – wydają się stać w jawnej sprzeczności z polskim prawem. (Zasady Hodowli Lasu, Instrukcja Urządzania Lasu – dokumenty, które zostały wprowadzone do praktyki mocą ustawy, i wciąż podobno obowiązują.)
Powstaje dylemat – co ważniejsze? Firma certyfikująca rozwiązuje go stwierdzając, że w przypadku gdy jej wytyczne są sprzeczne z prawem danego kraju, należy uznać, że te właśnie wytyczne są dokumentem nadrzędnym.
Weźmy np. kwestię pozostawiania starych drzew, do naturalnej ich śmierci i rozpadu. Na terenie rezerwatów pozostawia się przewrócone drzewa tak jak padną. W lasach gdzie prowadzona jest normalna gospodarka również pozostawia się obumierające drzewa do ich naturalnej śmierci. Jest to praktyka znana i stosowana. Firma certyfikująca zaleca zwiększenie ilości martwego drewna pozostawianego w lesie i nie ma tu żadnej sprzeczności. Nie ma, dopóki nie trzeba wypłacić odszkodowania komuś, komu w trakcie grzybobrania spróchniała gałąź spadła na głowę. Oczywiście nadleśnictwo może się na taką ewentualność ubezpieczyć, ale firmy ubezpieczeniowe podnoszą stawki nawet kilkakrotnie powołując się na rosnącą świadomość społeczeństwa (grzybiarz coraz lepiej wykształcony i wie że odszkodowanie mu się należy).
Od Lasów z jednej strony żąda się dostarczania coraz większych ilości drewna dla przemysłu, z drugiej chronienia wszystkiego co rośnie a najlepiej nie-wycinania-niczego. Jednocześnie stosowania prawa i dostosowania się do wszystkich oczekiwań społecznych będących często względem niego w sprzeczności. | |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Pierwszy śnieg | | 2008-11-17 |
W miniony długi
niepodległościowy weekend pojechałem sobie do jednego z latem najbardziej
zatłoczonych mazurskich miast. Położone na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich,
latem nie tylko ciężko tu znaleźć miejsce żeby zacumować nawet mały jacht, ale
nawet zaparkować samochód. (Nie bez znaczenia jest fakt, że coraz więcej jest
coraz większych jachtów i coraz większych samochodów, ale to temat na zupełnie
inny dzień.)
Tymczasem
mazurskie miejscowości po sezonie wyglądają jak wymarłe. Zamykana jest nie
tylko większość knajpek i restauracji, ale nawet część sklepów. Dobrze że
zostają place zabaw dla dzieci ... (Chociaż w innym mieście nie udało mi się
wejść z córką na taki plac, bo ogrodzony wysokim płotem miał na furtce kłódkę i
gruby łańcuch – chyba ktoś doszedł do wniosku że miejscowym dzieciom huśtawki nie
są potrzebne.)
Tymczasem
dzisiaj spadł pierwszy śnieg. Nie mam go na zdjęciach, bo padał razem z
deszczem i zaraz ginął, ale pierwszy śnieg tej jesieni mamy już „zaliczony”. Dwa
lata temu pamiętam, że śnieżyca przyszła na św.Huberta, czyli 3 listopada,
trwała dwa dni, po czym ze śniegiem był koniec jakoś do stycznia, a prawdziwej
zimy i tak nie było. Ale co chłopaki wtedy pomarzli na hubertowym polowaniu, to
nie zapomną chyba długo (przyjechała grupa zaproszonych gości, którzy mieli ze
sobą tylko polary i cienkie kurteczki, bo była piękna złota jesień i nikt się
ataku zimy nie spodziewał). Pożyczaliśmy im czapki, a oni udawali że są bardzo
twardzi.
W tym roku nie
było takich atrakcji przyrodniczych, ale nie było też jeszcze zbiorowego
polowania, będzie dopiero na początku grudnia. Tak sobie myślę, że dobrze by
było gdyby przyszła taka normalna zima z dużym śniegiem i umiarkowanym mrozem,
bo już dawno takiej nie widziałem. A może po prostu w góry trzeba pojechać? Kadrowa
powiedziała, że muszę wykorzystać tegoroczny urlop ...
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Stara lipa | | 2008-11-14 |
Przy leśniczówce
koło płotu stała stara lipa. Stała już od jakichś stu lat, ale ostatnio
zacząłem się jej wnikliwie przyglądać. Pochylała się coraz bardziej na jedną
stronę, a że była wysoka i mocno rozłożysta, gdyby się przewróciła mogłaby zniszczyć
dach leśniczówki. Gdyby przewróciła się trochę inaczej, zniszczyłaby tylko płot.
Przed każdą większą burzą pędziłem żeby przestawić samochód w bezpieczne
miejsce, a jeżeli byli goście, to im również radziłem odstawić wozy na
bezpieczną odległość od feralnego drzewa. ( Czasem spadały pojedyncze suche
konary.)
Nie jest łatwo
podjąć decyzję o wycięciu takiej lipy, nawet jeżeli wiadomo, że w sposób
bezpośredni zagraża ona naszemu bezpieczeństwu.
Ale w końcu się
przemogłem. I jak się okazało był to czas najwyższy, bo drzewo było prawie całe
spróchniałe i przez ostatnich kilka lat mogło się właściwie przewrócić w każdej
chwili. Operacja była trudna, bo drzewo stało tuż przy płocie i pochylało się
na dom. Należało je ściąć w taki sposób, aby padło na drogę i nie wyrządziło nikomu
krzywdy. Poprosiłem więc o pomoc profesjonalistów, czyli brygadę pilarzy
pracujących u mnie w lesie.
Za pomocą
odpowiednio wbitych klinów, liny oraz traktora „położyli” lipę bezbłędnie.
Widać było, że byli z siebie dumni – robota nie była wcale taka prosta. Teraz
drzewo pocięte w stos czeka na wywóz z lasu. Pod płotem zrobiło się trochę
puściej, ale przynajmniej bezpiecznie.
Nie było to
jedyne drzewo które zamierzało przewrócić mi się na podwórko – koło bramy stał
wysoki ale bardzo krzywy dąb, ulubiony przez okoliczne dzięcioły, które chętnie
wykuwały tam dziuple i zakładały gniazda. Latem jednak problem rozwiązał się
sam – dąb złamał się na pół i to wcale nie w trakcie intensywnej burzy ale tak
po prostu, któregoś lipcowego wieczora. Pozostałej jego części postanowiłem nie
ścinać – nie stanowi już zagrożenia, a w licznych dziuplach może na wiosnę
znowu zamieszka czereda ptaków.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Trzebież rzecz ważna | | 2008-11-13 |
Zakończono
pozyskanie surowca na ostatniej w tym roku powierzchni trzebieżowej w moim leśnictwie.
Był to zabieg w sześćdziesięcioletnim lesie, na siedlisku lasu mieszanego
bagiennego. Dla niewtajemniczonych w siedliskoznawstwo dodam, że jest to teren
podmokły i na przeważającej powierzchni występuje gruba warstwa torfu.
Mineralne wywyższenia zajmuje świerk z sosną a dolinki porasta brzoza.
Pozornie niczym
się ta trzebież nie wyróżniała ale ...
Zabieg miał na
celu przygotowanie powierzchni do użytkowania rębnego. Tzn. wychwycone zostały
całe fragmenty z odnowieniem naturalnym (przede wszystkim świerka). Szlaki
zrywkowe przebiegają w tym drzewostanie tak, aby przy zrywce drewna nie
uszkodzić siewek. Druga ważna rzecz to dopuszczenie do dna lasu wystarczającej
ilości światła niezbędnego do rozwoju młodego pokolenia. Osiąga się to przez
usunięcie - wycięcie drzew z pierwszego piętra drzewostanu (najwyższe drzewa o
rozbudowanej koronie). Oczywiście ilość usuniętych drzew z pierwszego piętra
nie może być zbyt duża ponieważ trzebież łatwo może przejść w zrąb. Nie chwaląc
się myślę, że wyszło nieźle. Reszta to standardowe działanie mające na celu
rozluźnienie zwarcia w koronach starego lasu. Wszystko to po to, żeby za
dwadzieścia lub trzydzieści lat nie trzeba było wycinać tam zrębu w celu
zastąpienia starodrzewiu młodym pokoleniem lasu. Ten proces rozpocząłem już
teraz. Ktoś kto w przyszłości mnie zastąpi w tym leśnictwie będzie miał jeden
kłopot z głowy.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Co widać o zmierzchu | | 2008-11-05 |
Kupiłem sobie
świetną lornetkę. Kolega który mnie niedawno odwiedził pochwalił się właśnie
takim sprzętem, a ja po przetestowaniu jej w warunkach „polowych” postanowiłem
nabyć taką samą. Kolega jest fotografem znanym ze swojego zamiłowania do
profesjonalnych gadżetów, ale również z tego, że byle czego nie kupi. Nie jest
to lornetka żadnej ze znanych w Polsce i reklamowanych w myśliwskich gazetach
firm, ale zapewniam że jest naprawdę dobra.
Jak ocenić
jakość lornetki myśliwskiej? Otóż musi być ona jasna, czyli zapewniać w
warunkach zmniejszonej widoczności (zmierzch, noc) dobry ogląd rzeczywistości
oraz ostrość widzenia. Nie może być też zbyt ciężka i duża, bo jednak często
pokonuje się z nią spore odległości. Pozostaje jeszcze kwestia powiększenia,
która jest kwestią indywidualną. W moim przypadku musi być to powiększenie co
najmniej siedmiokrotne (parametry lornetki to 7x50). Dobrze jest jeszcze żeby
lornetka była przystosowana do specyfiki jej użytkowania – miała gumową obudowę
i zaślepki obiektywów, była wstrząsoodporna i wodoodporna. Moja spełnia te
wszystkie wymagania.
Oczywiście dobry
sprzęt, nawet mało znanej marki, nie może być tani jak skarpety na bazarze, ale
mimo wszystko kupując swoją lornetkę w specjalistycznym sklepie wiedziałem, że
płacę za optykę a nie za nazwę firmy.
Dzisiaj więc
wyszedłem o zmierzchu oglądać łąkę. Widziałem łanię z cielakiem, jakiegoś
chłystka – młodego byka jelenia – i dwie sarny które żerowały dyskretnie na
skraju poletka. Gdyby nie moja lornetka (wiem, cieszę się nią jak chłopiec
lizakiem, ale co zrobić) raczej saren bym nie zauważył, a tak miałem okazję się
im dobrze przyjrzeć.
Jeszcze ze trzy
cztery dni i będzie można pójść w nocy na dzika. Idzie do pełni księżyca.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz |
|
|