dziecimłodzieżnauczyciele
home    PGLPGL Lasy
Państwowe
 blog edukatora        blog leśniczegoblog leśniczego    
Pisz swojego bloga
Pisz swojego bloga
Kanał RSS
Kanał RSS
Archiwum
sierpień 2007 (6)
wrzesień 2007 (10)
październik 2007 (8)
listopad 2007 (10)
grudzień 2007 (10)
styczeń 2008 (10)
luty 2008 (8)
marzec 2008 (8)
kwiecień 2008 (9)
maj 2008 (10)
czerwiec 2008 (8)
lipiec 2008 (8)
sierpień 2008 (8)
wrzesień 2008 (8)
październik 2008 (8)
listopad 2008 (8)
grudzień 2008 (8)
styczeń 2009 (8)
luty 2009 (7)
marzec 2009 (8)
kwiecień 2009 (8)
maj 2009 (8)
czerwiec 2009 (7)
lipiec 2009 (7)
sierpień 2009 (8)
wrzesień 2009 (8)
październik 2009 (8)
listopad 2009 (7)
grudzień 2009 (8)
styczeń 2010 (7)
luty 2010 (6)
marzec 2010 (8)
kwiecień 2010 (7)
maj 2010 (8)
czerwiec 2010 (7)
lipiec 2010 (7)
sierpień 2010 (7)
Kategorie
Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)
Logowanie
Login
Hasło
Przypomnij hasło 
Nie masz konta ? Zarejestruj sie
Blog LeśniczegoTadek

Nie taki dziki dzik
2008-01-31

Poznałem niedawno starszego rolnika z okolicy. Jakiś czas temu kupiłem od niego uprząż, a teraz pojechałem do niego po siano dla koni. Korzystajac z pięknej pogody (po kolejnym śniegu ani śladu), pogadaliśmy o starych czasach. Chłop ma jakieś 80 lat i sporo w życiu widział.

Dziś opowiedział mi historię o pewnym leśniczym z okolicy i jego dziku. Dzik prawdopodobnie został znaleziony w lesie albo przyniesiony leśniczemu przez kogoś – tego już nikt nie pamięta. W każdym razie dzik rósł w leśniczówce, a im był starszy, tym bardziej oswojony. Nawet biegał przy rowerze, którym jeździł jego pan – zupełnie jak pies. (Działo się to naprawdę i są tutaj ludzie, którzy to pamiętają.)

Któregoś dnia leśniczy pojechał po zakupy do sklepu – rowerem – a dzik jak zwykle mu towarzyszył. Pod sklepem został pilnować roweru, a leśniczy poszedł po sprawunki. Ponieważ dzik w miasteczku nie jest rzeczą oczywistą i często spotykaną (chociaż teraz można je spotkać na ulicy w Sopocie czy Krynicy Morskiej), został szybko otoczony przez gapiów. Ludzie przyglądali mu się, komentowali, jednym słowem – zbiegowisko. Podobno wtedy dzik, który ważył jakieś 70 kg, nie był na smyczy i był już sporym dzikiem, nastroszył się i groźnie fuknął. Tłumek momentalnie rozbiegł się… a leśniczy zrobił zakupy, i widząc, co zaszło, zestrofował koleżkę: „Ale mi wstydu narobiłeś!”, a potem wsiadł na rower i pojechali do domu.

Takich dziczych historii z okolicy można przytoczyć jeszcze kilka. Mój kolega, który mieszka w sąsiedniej leśniczówce, też chował kiedyś dzika od małego… Pokazywał mi zdjęcia, na których dzik wyleguje się na łóżku… pod choinką… kręci się po domu… zupełnie jak pies – całkiem oswojony i sympatyczny. Ale kiedy urósł i zaczął domagać się jedzenia „przemocą” oraz zabierać je małym dzieciom leśniczego, musiał przenieść się na podwórko. Ma tam swoją zagrodę i mieszka w niej do dziś.


Oceń wpis | Ilość głosów: 2 | Średnia ocena: 9.5
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Wypłata
2008-01-29

Zbliża się koniec miesiąca, więc udałem się do biura, żeby zrobić wypłatę. Chodzi o wypłatę dla pracowników, którzy wykonują w lesie różne prace. Nie są to pracownicy nadleśnictwa, ale osoby zatrudnione przez zakłady usług leśnych (tzw. ZUL-e). Co miesiąc każdy leśniczy wykonuje podsumowanie zrealizowanych w jego leśnictwie prac. Na podstawie tego zestawienia oraz zawartej na początku roku umowy nadleśnictwo wypłaca wynagrodzenie ZUL-owi, który potem rozlicza się ze swoimi pracownikami.

Na wszystko, od ścinki drzew przez zrywkę do konserwacji płotów, są oficjalne stawki, ustalone w drodze przetargu, więc wiadomo, ile co kosztuje. Na koniec każdego miesiąca robię podsumowanie dwóch działów: „pozyskanie” i „zagospodarowanie”.

W „pozyskaniu” podaję zestawienie mas drewna pozyskanych w cięciach planowych i przygodnych. (Cięcia przygodne wykonuje się niejako „poza kolejnością” – jest to usuwanie np. drzew połamanych przez wiatr czy śnieżną okiść, a także zasiedlonych przez szkodniki owadzie.)

Dział „zagospodarowanie” obejmuje wszystkie prace pielęgnacyjne i ochroniarskie, jakie wykonywane są w lesie. Rozlicza się je albo w hektarach (np. chemiczne zwalczanie szkodników leśnych, jak szeliniak, przez opryskiwanie), albo w sztukach (np. wieszanie budek lęgowych dla ptaków), albo w metrach (np. grodzenie upraw i remonty starych płotów).

Z gotowym zestawieniem jadę do biura. Tam dział techniczny sprawdza, czy wykonane prace zgodne są z wcześniejszymi planami. Potem inżynier nadzoru sprawdza jeszcze, czy faktycznie te czynności, które wpisałem, zostały wykonane i zostały wykonane dobrze. (Ponieważ jego zadaniem jest prowadzenie bieżącej kontroli w terenie, wie, czy faktycznie dany płot został postawiony, czy nie, i czy robota została zrobiona solidnie.) Kiedy on podpisze dokument wypłaty, idę do nadleśniczego, który formalnie zatwierdza dokument. Na koniec wypłata jest księgowana, a pieniądze płyną na konto ZUL-a.

(W różnych nadleśnictwach droga tego dokumentu może wyglądać trochę inaczej.)


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Sikorki i inne
2008-01-24

Pogoda taka, że można się wykończyć. Jeszcze dwa dni temu był kolejny dzień deszczu, pluchy i mgły. O śniegu zdążyłbym zapomnieć, gdyby nie to, że w kałużach pod wodą była jeszcze spora warstwa lodu. Od wczoraj rana znów jest biało – i od razu można zauważyć większe zainteresowanie ptaków wywieszanymi w ogrodzie kulkami ze specjalną karmą. Wywieszam je również w lesie. Wystarczy dłuższą chwilę postać w pobliżu nich nieruchomo, żeby zauważyć, kto jest głównym klientem stołówki. U mnie na podwórku poza kulami z karmą wisi na płocie również skóra upolowanego dzika. Był wyjątkowo tłusty, a taka tłusta skóra to dla okolicznych ptaków zapas na całą zimę.

Przede wszystkim widać sikorki, głównie bogatki (te z żółtymi brzuszkami), ale zdarzają się też czarnogłówki lub sikory ubogie (czarna czapeczka i biało-beżowy brzuszek, mniejsze od bogatek; czarnogłówki różnią się od ubogich kilkoma drobnymi piórkami, a odróżnienie ich nawet dla zawodowego ornitologa jest trudne) i inne.

Sikorki nie mają zimą łatwo – kiedy wszystko przykryje śnieg, muszą w ciągu dnia zjeść tyle, żeby przetrwać noc. A potem rano – od nowa. Taki mają rytm przemiany materii. Najtrudniejszy dla sikorek jest grudzień, kiedy dzień jest najkrótszy. Mają naprawdę mało czasu, żeby znaleźć i zjeść wystarczającą ilość pożywienia – i w grudniu dokarmianie ptaków jest najważniejsze. Oczywiście później też jest ważne, najbardziej wtedy, kiedy pada śnieg i nie mają zbyt wielu możliwości pozyskania pokarmu gdzie indziej.

Oprócz sikorek zauważyłem również kowalika. Znam go dobrze z widzenia – to ptak, który w bardzo charakterystyczny sposób porusza się w górę i w dół po drzewie (ale i ścianie, i framudze). Ma charakterystyczny, cienki i długi dziób (na zdjęciu).

W wielu nadleśnictwach zamawiany jest na zimę specjalny pokarm dla ptaków w postaci kul z tłuszczu i ziaren. Leśnicy rozwieszają te kule w lesie, w miejscach gdzie wiedzą, że przebywa sporo drobnych ptaków. (Te większe, jak np. sójki i dzięcioły, radzą sobie znacznie lepiej, a poza tym są silniejsze, i dlatego jest im łatwiej. Ale jak zima wyjątkowo śnieżna i długa, to również widzę je u siebie na płocie na dziczej skórze.) Leśnicy dokarmiają sikorki nie tylko z czystej sympatii, ale również dlatego, że mają one znaczenie dla ochrony lasu – zjadają gąsienice i larwy leśnych szkodników.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Z pamiętnika łani licówki*
2008-01-21

„Uff. Dobrze, że udało nam się przed świtem zalogować do tego młodnika. Ogrodzony, nie za bardzo zwarty, zapewnia spokojny chillout na cały dzień. Wilki tu nie dotrą, a gdyby się pojawiły, na pewno nie wejdą do środka. Nie będzie też im się chciało obstawiać nas cały dzień. Po prostu pełen wypas. Sezon polowań na łanie też się skończył, więc nawet jak nas znajdzie ten leśniczy, co jeździ niebieskim huczącym pudłem z tym swoim durnym psem, to najwyżej przegoni, strzelać nie będzie… A my tu tymczasem… Mniam, mniam, mniam… Chrrr … Chrrrrrrrr … Chrrrrrrrrrrrrrrrrr …

Ooo, co to, jak to… zaczyna ciemnieć i zimnieć… ale można już stąd iść, iść jeść, iść jeść, jeść… Ooo, trzebież, mniam. Trzebież jak wyprzedaż, mniam. Pościnane okazyjne młode sosenki, mniam mniam, pyszniutka delikatna kora w promocji, mniam, wprowadzać, konsumować, uczta roślinożerców!

A teraz dalej, dalej, w poszukiwaniu okazji i małmazji oraz specjalnych megapromocji! O, jest, tu chodźcie, tu leży, piękny złom, wiatr przewrócił, wiatr przecenił to drzewo na tym dziale w tym oddziale i teraz można skubać, spałować, mlaskać…

Dalej, dalej, kłusikiem, truchcikiem, cichym ruchem, raz szybciej raz wolniej, ucho do góry, teraz stójcie, stójcie, ucho do góry… droga wolna, przez las, przez noc, cały czas, skubiemy po drodze co się da, jakieś runo, może być i wrzos…

O, a tu opcja nowa – czyszczenie raciczek, piękny dół z piaseczkiem, wybieramy, wybieramy, oczywiście, takiej okazji przepuścić nie można; czyścić, deptać, dreptać, szurać, szorować… piękne raciczki, czyściutkie buciczki…

Nareszcie łąka, łąka pachnie, mokrą trawą, mokrym księżycem, tu szept, tam szelest, tu trawki mniej, tam więcej, tu listek, tam krzaczek, jeść jeść jeść… Mniam, mniam, mniam …

Co, co, co to znaczy? Co to za hałas? Kto wysyła takie impulsy? Dlaczego alarm? Uwaga wszyscy! Ewakuacja! Powtarzam! Ewakuacja! Szybko do wyjścia, biegniemy za zielonymi strzałkami ewakuacyjnej drogi! Uwaga na nogi! Zmieniamy obiekt!”


* Postanowiłem wyobrazić sobie, jak wygląda rzeczywistość z prespektywy jelenia, a dokładniej łani, łani licówki – bo u jeleni to wcale nie samiec jest przewodnikiem stada, tylko łania, najczujniejsza i najbardziej spostrzegawcza (licówka).

Na zdjęciu: ospałowane, czyli obgryzione przez jelenie wałki pozyskanego drewna.


Oceń wpis | Ilość głosów: 2 | Średnia ocena: 10
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Wiklinowy łoś
2008-01-20

Przyjechali znajomi. Jak zawsze przy takiej okazji, zamieniam się w weekendowego przewodnika wycieczek krajoznawczych i obwożę po najbliższej okolicy tych, którzy mają na to chęć. Jechaliśmy na poligon, a potem prostą drogą nad jezioro.

Po drodze ktoś powiedział: „Zobaczcie, wiklinowy koń!”. Siedziałem za kierownicą, i na początku te słowa do mnie nie dotarły w pełni, ale po kilku sekundach zapytałem: „Jak to – wiklinowy koń?”. „No normalnie, wiklinowy” – padła odpowiedź. Zahamowałem dość gwałtownie.

Próbowano mi wmówić, że na środku poligonu stoi wiklinowy koń, taki jakich w okolicach świąt sporo w dużych centrach handlowych! Tylko, pytam, komu by się go tu chciało ustawiać – i po co???!!!

Cofnąłem samochód. We wskazanym miejscu stał oczywiście najprawdziwszy łoś, i przyglądał nam się z umiarkowanym zainteresowaniem. Kiedy jednak cała wycieczka wyległa z samochodu, oddalił się niespiesznym krokiem w spokojniejszą okolicę… Trochę to dziwne, że ludzie z „dużego miasta” uznawali za bardziej oczywiste, że w zaroślach stoi koń z wikliny, a nie prawdziwe zwierzę…


Oceń wpis | Ilość głosów: 1 | Średnia ocena: 10
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Łowiectwo a leśnictwo
2008-01-15

Oczywiście Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe współpracuje z Polskim Związkiem Łowieckim, m.in. w zakresie ochrony środowiska, zachowania i rozwoju populacji zwierząt łownych i innych zwierząt dziko żyjących. Na terenach LP – tak samo jak na innych – znajdują się obwody łowieckie, gdzie prowadzona jest gospodarka łowiecka.

Niewielu leśników jest myśliwymi, i jest to ich prywatna decyzja, niezwiązana z wykonywanym zawodem. Tak samo są leśnicy-rzeźbiarze czy posiadający licencję pilota. Leśnicy-myśliwi są członkami kół łowieckich, tak samo jak przedstwiciele innych zawodów, np. weterynarze czy księża.

W każdym obwodzie łowieckim, w którym prowadzona jest racjonalna, zgodna z prawem gospodarka łowiecka, ma ona na celu dbałość o równowagę tamtejszego ekosystemu. Wiadomo, że jeżeli liczebność jakiegoś gatunku się zwiększy i będzie sztucznie utrzymywana na wysokim poziomie, może to doporowadzić do destabilizacji całego ekosystemu. Najlepiej to widać na przykładzie lisów – nadmierna ich ochrona poprzez szczepienia przeciwko wściekliźnie doprowadziła do nadmiernego wzrostu tej populacji i wyginięcia w niektórych rejonach drobnej zwierzyny – saren, zajęcy, bażantów, kuropatw…. (Lisy były i są szczepione po to, żeby zapobiec epidemii wścieklizny.) Teraz bardzo dużym wysiłkiem zarówno kół łowieckich, jak i leśników prowadzone są prace nad reintrodukcją, czyli ponownym wprowadzeniem na dany teren zajęcy i kuropatw.

Ale równie dobrze ogromnych szkód w prowadzonych przez leśników uprawach może dokonać nadmiernie liczna populacja łosi czy jeleni.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Łowiectwo, czyli myślistwo, czyli polowanie
2008-01-14

Zajrzałem niedawno na erysiowe forum, gdzie rozpoczęła się dyskusja dotycząca łowiectwa, czyli myślistwa, czyli po prostu polowania. Każdy ma prawo do subiektywnych ocen i wyrażania opinii. Tego się trzymajmy. Ja, jako wieloletni myśliwy i leśnik, chciałbym przedstawić również moje zdanie.

Moim zdaniem – podkreślam – moim subiektywnym zdaniem – łowiectwo to manifestacja cech atawistycznych*, przejaw pierwotnego instynktu człowieka zmuszonego do polowania w celu zapewnienia sobie pożywienia, a tym samym gwarancji przeżycia.

Łowiectwa nie można traktować w kategoriach sportu – nie chodzi tylko o adrenalinę. Sportowcy też bywają myśliwymi – ludźmi, w których drzemie atawistyczny instynkt. Nie chodzi też wyłącznie o kultywowanie tradycji – jeżeli dziad polował i ojciec polował, a syn nie czuje takiej potrzeby, to tradycję może realizować na różne inne sposoby, przebierając się za rycerza czy tańcząc w zespole ludowym. A jeżeli nawet ulegnie presji rodziny, to będzie „martwą duszą” w kole łowieckim. Również potrzebę prestiżu można zaspokajać na wiele sposobów, tak samo kolekcjonując złote zegarki czy znaczki, jak wydając majątek w sklepie z bronią.

Ramy prawne, które obowiązują w Polsce, pozwalają na racjonalne korzystanie z zasobów przyrodniczych, czyli na polowanie. Zwierzyna pozyskana przeze mnie trafia tak czy inaczej na czyjś stół, czasem oczywiście na mój również. Nie widzę sensownych argumentów, które wstrzymywałyby mnie przed zabiciem jelenia, jeżeli na obiad zjadam kotlet i chodzę w skórzanych butach.

Szczegółowe zasady wykonywania polowań określa ustawa „Prawo łowieckie” (Dz.U. nr 147 z 1995 r., poz. 713 z późniejszymi zmianami) oraz wewnętrzne przepisy Polskiego Związku Łowieckiego. Oficjalnymi, wpisanymi w Statut PZŁ zadaniami są m.in. prowadzenie gospodarki łowieckiej, dbanie o zachowanie i rozwój populacji zwierząt łownych i innych dziko żyjących, zwalczanie kłusownictwa, czuwanie nad przestrzeganiem przez członków zasad prawa, etyki, obyczajów i tradycji łowieckich, wspieranie i prowadzenie prac naukowych w zakresie gospodarowania zwierzyną, prowadzenie i popieranie hodowli użytkowych psów myśliwskich i ptaków łowczych.

Polować ma prawo tylko członek PZŁ (osoba, która zdała egzaminy dotyczące m.in. biologii zwierząt, zasad posługiwania się bronią (dostaje na nią pozwolenie) oraz przepisów prawnych), tym samym mający obowiązek przestrzegania przepisów i zasad etycznych. Oczywiście są myśliwi, którzy postępują zawsze zgodnie z kodeksem etycznym, i są tacy (niechlubne wyjątki), którzy dopuszczają się uchybień. Tak samo jak są kierowcy przestrzegający przepisów i tacy, którzy siadają za kierownicę pijani.


*atawizm - występowanie u osobnika cechy jego odległych przodków, od dawna już niedziedziczonej (definicja według „Słownika języka polskiego”, wydawnictwa PWN)


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Wilcze tropy
2008-01-10

Dziś rano z okazji urlopu postanowiłem pojeździć konno. Wstałem więc o świcie, okulbaczyłem konia i po krótkiej rozgrzewce na placu ruszyłem w las. W pewnym miejscu, zaraz za stajnią, zobaczyłem na śniegu świeży ślad bardzo dużego psa. Ale uznałem, że odwilż „powiększyła” trop i że są to ślady mojego psa. W pewnym momencie jednak koń zaczął okazywać wyraźny niepokój i nie chciał iść dalej. Pojechaliśmy więc inną trasą.

Dzień, jak to na urlopie, minął szybko i dopiero późnym popołudniem przypomniałem sobie o tamtych śladach. Poszedłem trasą porannego spaceru, znalazłem miejsce, w którym ślady przechodziły przez drogę. Żadną miarą nie był to ślad mojego psa (suka była ze mną i porównałem odcisk jej łapy z innymi odciskami na śniegu) – łapa ze śladu była dużo większa, okrągława, wyraźnie odbijały się pazury. Poszedłem tym tropem. Okazało się, że nie było to tylko jedno zwierzę – w pewnym miejscu ślad rozdzielał się, a potem znów schodził – więc szły co najmniej dwa. Psy w ten sposób nie chodzą (nie „sznurują”). Szedłem tropem dalej, prowadził na łąkę i dalej na poligon.

Tym samym jestem zupełnie pewien, że w okolicy leśniczówki pojawiają się wilki. Pojawiały się pewnie zawsze, ale w tym roku zacząłem ich jakoś bardziej wypatrywać, skoro zdarza się, że widzą je robotnicy w lesie i koledzy mieszkający w innych leśniczówkach.

Zwykle zimą było sporo wałęsających się bezpańskich psów – zbijały się w stada po kilka sztuk, polowały w lesie na sarny, a myśliwi starali się je eliminować. W tym roku ani jednej psiej watahy jeszcze nie widziałem, a do biura nadleśnictwa co jakiś czas zgłaszają się ludzie, informując o tym, że ich podwórkowe psy zostały zagryzione (i zjedzone).


Oceń wpis | Ilość głosów: 1 | Średnia ocena: 0
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Szacunki brakarskie
2008-01-08

Mróz się skończył. Teraz przy temperaturze około zera chodzę po podwórku w swetrze, bo wydaje mi się, że jest naprawdę bardzo ciepło. Śniegu za dużo nie ma, tak do kostek. Szczeniaki harcują całymi dniami – też się cieszą z bardziej przyjaznych temperatur. Wczoraj wyjechał kolejny. Zostało ich pięć, a mam wrażenie, jakby naprawdę na podwórku zrobiło się pustawo.

Dziś z podleśniczym robiliśmy szacunki brakarskie na rok 2009 (na ten już dawno zrobiliśmy). Nie wiem, czy pisałem wcześniej, że w moim leśnictwie obsada jest dwuosobowa, czyli pracuję nie tylko ja, ale i podleśniczy. (Służbowo jestem jego przełożonym.) Niektóre prace podleśniczy robi sam, niektóre robimy razem, niektóre ja robię sam.

Szacunki brakarskie robi się w drzewostanach, w których zaplanowana jest trzebież albo zrąb. Mają one na celu przede wszystkim określenie w metrach sześciennych masy, jaką można pozyskać. W przypadku zrębu sprawa jest prosta – mierzy się wszystkie drzewa, jakie rosną na powierzchni działki zrębowej. Pomiar polega na zmierzeniu za pomocą średnicomierza średnicy drzewa na wysokości 1,3 m nad ziemią (czyli w tzw. pierśnicy, przeciętnie na wysokości piersi człowieka). Pomierzone średnice zapisuje się w specjalnym formularzu (tzw. raptularzu). Do tej roboty potrzebne są dwie osoby – jedna mierzy drzewa, a druga zapisuje, co jej pierwsza dyktuje. Robienie tego w pojedynkę to koszmar, bo trzeba mieć przy sobie i siekierę, i raptularze, i klupę, i wysokościomierz, i farbę do znaczenia drzew…

Razem ze średnicą mierzy się również wysokości drzew – wykonuje się co najmniej 30 pomiarów dla różnych średnic. Uzyskuje się w ten sposób krzywą wysokości, co pozwala na odczytanie później wysokości dla drzewa o dowolnej pierśnicy.

Pomiary wysokości i pierśnic robi się dla każdego gatunku oddzielnie na oddzielnym raptularzu. Różne gatunki różnie przyrastają, ale przede wszystkim potrzebna jest wiedza, ile drzew jakiego gatunku znajduje się na danej powierzchni, i jaka masa jest do pozyskania z każdego gatunku.

Szacunki brakarskie to metoda znana od wielu lat – była stosowana już w czasach przedwojennych, także w lasach prywatnych. (Po wykonaniu pomiarów pierśnic i wysokości masę wyznaczonego zrębu określano na podstawie odczytów ze specjalnych tabel – tablic miąższości. Dziś robi to system komputerowy.)

Dzisiaj na podstawie szacunków nie prowadzi się sprzedaży jak kiedyś, ale jedynie planuje się pozyskanie.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Tęgi mróz a lisia sprawa
2008-01-04

Trzeci dzień wieje sakramencko zimny północny wiatr i jest średnio minus 30 st., ale wydaje się, że jest dużo zimniej. Śniegu za to tylko tyle, że zakrywa trawę, ale na sanki pójść się nie da. Konie rozgrzewają się bieganiem.

Wczoraj upolowałem lisa. Położyłem go do samochodu, po godzinie był zamarznięty na kość. Swoją drogą na taką pogodę nie ma jak czapka z lisa – dla mnie jest to najcieplejsze nakrycie głowy. Futro daje naturalną warstwę izolacyjną, lepszą niż najbardziej zaawansowane technologicznie sztuczne włókno. (Przy pracach nad popularnym dziś „polarem” analizowano podobno właściwości i sposób oddychania skór i futer dzikich zwierząt.)

Kiedyś lisie skóry kosztowały majątek, dzisiaj są raczej tanie. Lisów jest bardzo dużo – rozmnożyły się dzięki temu, że zrzucano im szczepionki na wściekliznę – przestały chorować i zaczęło ich przybywać. Polują na drobną zwierzynę (zające, bażanty), której kiedyś było w bród. Dzisiaj spotkać zająca jest dużo trudniej niż lisa, a polowanie na lisy jest w zasadzie działaniem w ochronie ginących zajęcy.

Wczoraj wyjechały dwa kolejne szczeniaki. Zostało ich jeszcze sześć, a mam wrażenie, że na podwórku zrobiło się pustawo. Za to wiem, że wszystkie, które do tej pory sprzedałem, znalazły dobre domy i będą w rękach myśliwych, którzy będą je szkolić i będą z nimi polować. W bloku, w mieście, taki pies bardzo by się męczył, a z nudów mógłby zjeść niejeden fotel, co na pewno nie spodobałoby się właścicielowi.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
© 2006-2010 Centrum Informacyjne Lasów Państwowych
przy współpracy    NFOŚiGW 
CMS by WEB interface