dziecimłodzieżnauczyciele
home    PGLPGL Lasy
Państwowe
 blog edukatora        blog leśniczegoblog leśniczego    
Pisz swojego bloga
Pisz swojego bloga
Kanał RSS
Kanał RSS
Archiwum
sierpień 2007 (6)
wrzesień 2007 (10)
październik 2007 (8)
listopad 2007 (10)
grudzień 2007 (10)
styczeń 2008 (10)
luty 2008 (8)
marzec 2008 (8)
kwiecień 2008 (9)
maj 2008 (10)
czerwiec 2008 (8)
lipiec 2008 (8)
sierpień 2008 (8)
wrzesień 2008 (8)
październik 2008 (8)
listopad 2008 (8)
grudzień 2008 (8)
styczeń 2009 (8)
luty 2009 (7)
marzec 2009 (8)
kwiecień 2009 (8)
maj 2009 (8)
czerwiec 2009 (7)
lipiec 2009 (7)
sierpień 2009 (8)
wrzesień 2009 (8)
październik 2009 (8)
listopad 2009 (7)
grudzień 2009 (8)
styczeń 2010 (7)
luty 2010 (6)
marzec 2010 (8)
kwiecień 2010 (7)
maj 2010 (8)
czerwiec 2010 (7)
lipiec 2010 (7)
sierpień 2010 (7)
Kategorie
Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)
Logowanie
Login
Hasło
Przypomnij hasło 
Nie masz konta ? Zarejestruj sie
Blog LeśniczegoTadek

Koniec roku
2007-12-31

Stary rok w osobie naszego siwego konia ogląda się jeszcze za siebie, ale już odchodzi. Razem z nim wszystko dobre i niedobre.

Mokre buty, zmarznięte ręce, pogody, niepogody, problemy z niesłownymi przewoźnikami i setki wrażeń związanych z leśnym życiem. A przede wszystkim nowa przygoda w pisanie bloga. Nie wiem, czy było to dla Was ciekawe doświadczenie, fajna zabawa, a może nudny bzdet. Zapewniam, że z tej strony zabawa była niezła. Ale bez Was, Czytelników, tego blogu w ogóle by nie było. Dziękuję bardzo wszystkim!

W leśniczówce tłum gości, którzy czekają od rana na zapowiadany w prognozie śnieg. Pada z przerwami, i to raczej taka kasza niż płatki śniegu, ale jeśli  przez całą noc będzie padało, to może rano dzieciaki będą mogły pojeździć na sankach, które przyniósł im Mikołaj. W planach mamy ognisko i grzane wino.

Wszystkim życzymy fantastycznej zabawy i szczęśliwego Nowego Roku!


Oceń wpis | Ilość głosów: 1 | Średnia ocena: 10
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Goście i oscypki
2007-12-28

Na święta przyjechało sporo gości. Ponieważ niektórzy bardzo chcieli pomóc mi w rozmaitych codziennych czynnościach, zaproponowałem koledze Radkowi dojenie kóz. Kolega już wcześniej wspominał o tym, że umie doić krowę i że na pewno sobie poradzi i że bardzo chętnie spróbuje. Poszedłem razem z nim do stajni, żeby opowiedzieć mu co i jak – ile która koza daje mleka i co z mlekiem. (Kozy to z jednej strony zwykłe zwierzaki, ale każda ma swoje dziwactwa.) Wrócił po ponad godzinie z dużym garnkiem mleka, bardzo z siebie dumny. (Mnie dojenie kóz zajmuje pół godziny, ale mam wprawę.)

Ale samo dojenie kóz to dopiero połowa atrakcji – wydojone mleko przerabiam później na ser, więc uznaliśmy, że skoro koledze z dojeniem idzie nieźle, to nauczę go jeszcze robienia sera. Tym sposobem ja będę miał mniej roboty, a on więcej satysfakcji. Więc znów najpierw pokazałem mu, jak to się robi, i dalej poszło gładko. Potem już jedno i drugie szło mu naprawdę świetnie, a ja miałem święta…

Ser typu oscypek robi się prosto – do świeżego, nieschłodzonego mleka dodaję kilka kropli podpuszczki. Potem czekam, aż powstanie skrzep – trwa to około pół godziny. Następnie skrzep podgrzewam do takiej temperatury, że zawartość garnka prawie parzyła w palce (nie sprawdzałem termometrem, ile to jest, myślę, że ok. 55 stopni), a ziarna skrzepu oddzielają się od serwatki. Potem wlewam całość do dużego sitka i ręcznie sklejam ser, mocno go wyciskając. Na noc zostawiam go w ceramicznej miseczce, żeby jeszcze trochę wysechł. Rano wkładam go do solanki, gdzie leży 24 godziny. Później można go albo od razu jeść, albo jeszcze suszyć lub wędzić. Wszystkim bardzo smakuje, zarówno w wersji na kanapce, jak i na gorąco z patelni. Skrzypi w zębach jak prawdziwy góralski oscypek.


Oceń wpis | Ilość głosów: 1 | Średnia ocena: 10
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Wigilijne głosy
2007-12-25

Wczoraj po wigilijnej wieczerzy zadumałem się, co bym mógł usłyszeć w ten wieczór, gdyby moje zwierzaki przemówiły ludzkim głosem.

Psy jak sadzę żadają wolnego wstępu do domu oraz miejsc na kanapie.

Konie chyba wolałyby nieskrępowaną wolność, czyli nieogrodzone żadnym elektrycznym pastuchem pastwisko.

Kozy chciałyby zaprzyjaźnić się z wyjącymi w okolicy wilkami i latem razem z nimi skubać trawkę w blasku słońca.

Noc była piękna i mroźna.

Wszystkim Czytelnikom serdeczne życzenia od leśniczego i jego rodziny!


Oceń wpis | Ilość głosów: 1 | Średnia ocena: 10
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Choinka alternatywna
2007-12-23

Anglosasi robią świąteczne dekoracje z liści ostrokrzewu, bluszczu czy wawrzynu. Jemioła, również związana ze świąteczną symboliką, to ślad kultury celtyckiej. Pomimo coraz większej globalizacji i unifikacji obyczajów, myśląc o choince, najczęściej mamy na myśli zielone, iglaste drzewko. Drzewko oczywiście będące rośliną, a nie plastikowym towarem choinkopodobnym, który wprawdzie przez wiele lat zachowa kolor, ale raz wyprodukowany, pozostanie na tym świecie przez kilkaset lat. Mam nadzieję, że wraz ze wzrostem ogólnej świadomości ekologicznej liczba sprzedawanych co roku sztucznych choinek będzie malała.

Jak poznać, że choinka jest świeża? Musi mieć igły dobrze trzymające się gałązki. Ich kolor powinien być zielony – jasny lub ciemny, w zależności od tego, gdzie drzewko rosło – w żadnym razie żółtawy czy brązowy.

Jeżeli chcemy, żeby drzewko stało w naszym domu do Trzech Króli lub dłużej, powinniśmy zapewnić mu jak najlepsze warunki. Na świeżym powietrzu mogłoby przetrwać do wiosny, ale w ogrzewanym pomieszczeniu to się nie uda. Warto jednak zakręcić znajdujący się najbliżej choinki kaloryfer i wstawić ją do wody. Mimo że drzewo jest martwe, w dalszym ciągu będzie pobierało wodę, więc będzie znacznie wolniej wysychać. Warto również rozważyć kupno choinki w doniczce, którą można będzie wiosną posadzić w ogrodzie lub na działce.

Jeżeli poszukujemy odmiany w ramach tradycji i zamiast świerczka chcemy czegoś innego – można pomysleć o daglezji, jodle bądź cyprysie. Każda z tych roślin ma zapach inny niż świerk. Jeżeli chcemy pójść jeszcze dalej w poszukiwaniu choinki „alternatywnej”, można ją upleść samemu z gałęzi wikliny, a następnie pomalować np. złotą farbą. Można też spróbować udekorować dom sosną – na pewno będzie inaczej, a równie ładnie.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Choinka, czyli co?
2007-12-20

Choinka w formie stojącego w pokoju drzewka ozdobionego świecidełkami to tradycja w naszym kraju dosyć nowa, bo XIX-wieczna. Ale wcześniej również funkcjonowały różnego rodzaju „choinki” – na Pomorzu dawano dzieciom przystrojone rózgi, w innych rejonach (m.in. na łemkowszczyźnie) wieszano małe drzewko lub przystrojoną gałazkę pod powałą izby.

Współcześnie „choinką” bywa z reguły świerk, ale również nie zawsze i nie wszędzie. Na przedświątecznych kiermaszach obok świerków (najczęściej sprzedawane gatunki to świerk zwyczajny i świerk kłujący) spotykamy również jodłę (w odmianie pospolitej i kaukaskiej), daglezję i cyprys. (Nie można wykluczyć, że w tym roku zobaczymy również choinki sprowadzane z Chin, ale co to będą za drzewka, to się dopiero okaże.)

Coraz częściej o wyborze choinki decyduje moda, niejednokrotnie w pewien sposób zakorzeniona w tradycji. Np. niektórzy górale twierdzą, że świerkowa choinka to oznaka wyjątkowej biedy i po prostu takiej mieć nie wypada – musi być jodła. Wiele osób decyduje się na kupno jodłowego drzewka, przeznaczając na nie sumę większą, niż kosztowałby świerk podobnych rozmiarów, z powodów właśnie „prestiżowych”. Ale chyba niewiele z tych osób wie, że to nie nowy obyczaj, ale stara góralska tradycja.

Świerki trafiające do naszych domów przed świętami już raczej nie pochodzą z lasu. Wprawdzie niektóre nadleśnictwa – jak moje – przed świętami organizują sprzedaż świerkowych choinek, ale raczej na małą, lokalną skalę. Większość drzewek dostępnych w sprzedaży ogólnej pochodzi z plantacji, polskich bądź zagranicznych. Takie plantacyjne drzewka, którym przez cały czas wzrostu (6-8 lat) zapewniano optymalne warunki pod względem miejsca, światła oraz nawozów, są bardziej rozłożyste i mają ciemny zielony kolor. (Choinki typowo leśne będą miały kolor jaśniejszy – rosną nie na otwartej przestrzeni, ale pod osłoną innych drzew, które zabierają im część światła.)

Na zdjęciu – zima wyglądająca tak, jak może wyglądać, a nie jak wygląda w tym roku.


Oceń wpis | Ilość głosów: 1 | Średnia ocena: 10
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Łoś i choinki
2007-12-17

Dziś pracownicy wycinali choinki do sprzedaży. Robili to na ogrodzonej uprawie w ramach czyszczeń. Gdyby nie święta, świerczki zostałyby w lesie – przy czyszczeniach wycięte drzewa po prostu się zostawia na ziemi. A ponieważ święta za pasem i rusza sprzedaż choinek, wybrałem kilkanaście najładniejszych i zawiozłem do leśniczówki, w której jest prowadzona sprzedaż.

Na uprawę z choinkami nie wszedłem wcale – jak można by się domyślać – przez bramę, tylko przez zdewastowane przęsło płotu. Sposób, w jaki zostało ono zniszczone, budzi respekt do zwierzęcia, które to zrobiło. Przęsło zostało rozbite w drobny mak – niewielkie fragmenty (świerkowych żerdzi) rozrzucone były jakies sześć metrów dalej. Sądząc z rodzaju szkód wewnątrz płotu, musiał to być łoś – jelenie przede wszystkim spałują drzewka (ogryzają z kory), a łosie raczej zgryzają pączki boczne i szczytowe. Jeżeli drzewko jest za wysokie i łoś nie może dosięgnąć do pączka szczytowego, łamie je. Nietrudno więc stwierdzić, kto jest sprawcą szkód w uprawie… Wszystko wskazuje na to, że sprawca szkód pędził jak burza, kiedy trafił na płot.

Ludzie z okolicznych wsi coraz częściej zgłaszają do nadleśnictwa przypadki zagryzienia przez wilki wiejskich psów. Z reguły niewiele z nich zostaje. To wprawdzie dość daleko ode mnie, ale dla watahy wilków 20 km to nie jest żadna odległość – taki dystans nawet mój pies bez problemu przebiega za rowerem i traktuje jako dobry spacer. Coraz bardziej się dziwię, że moje kozy do dziś dnia dożyły w komplecie – przecież od wczesnej wiosny do później jesieni pasą się na leśnej łące. Teraz stoją zamknięte w swojej stajni.

Szczeniaki są już samodzielne i całą dobę harcują po podwórzu. Ponieważ znalazły już wszystkie dziury w płocie, nawet te, o których ja nic nie wiedziałem, wyłażą przez nie i nie sposób ich upilnować.

Mnie się nie kojarzą z tłustym kotletem, ale wilkowi…


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Sosna pospolita i sosna mazurska
2007-12-14

Oglądałem dziś swoją uprawę pochodną. Jest to uprawa założona z sadzonek wyhodowanych z nasion pochodzących z wyselekcjonowanych drzew doborowych, na których zbiera się szyszki, nie ścinając drzew. Reszta nasion sosny jest pozyskiwana przy okazji zrębów i innych cięć – kiedy drzewo leży, zrywane są szyszki. Drzewa doborowe to drzewa o cechach wyjątkowych z punktu widzenia leśnej gospodarki (zdrowotność, wielkość, jakość surowca który można uzyskać itp.).

Zastanawiałem się, czy w przypadku małych, pięcioletnich sadzonek widać już te wyjątkowe cechy. Zauważyłem pewne oznaki – np. drobne ugałęzienie – które rzeczywiście odróżniają sadzonki tej uprawy od sadzonek na innych, niepochodnych uprawach.

Sosna to gatunek najbardziej pospolity w Polsce i w Europie. Nie występuje jedynie tam, gdzie klimat jest wybitnie oceaniczny, oraz na obszarach najbardziej wysuniętych na południe. Na wschodzie dociera do Morza Ochockiego, a cała Skandynawia i Syberia to właśnie sosna. Na obszarze Polski wyodrębić można kilka „ras” sosny – pruska, ryska, hercyńska, karpacka i polska.

Sosna, która rośnie w moich drzewostanach, nazywana jest sosną mazurską i jest zaliczana do rasy ryskiej. Jeżeli chodzi o jakość drewna, to ta właśnie, mazurska sosna zawsze była najlepszym surowcem w całej Europie i Azji. W epoce żaglowców drzewa na maszty – wysokie i proste – pozyskiwano właśnie tu.

Przez tysiące lat ukształtował się na tych terenach konkretny genotyp sosny, dający takie, a nie inne osobniki właśnie w tych konkretnych warunkach klimatycznych. Dlatego nie jest wszystko jedno, z jakich nasion hoduje się uprawę – powinny one pochodzić z tych samych terenów co okoliczne lasy, żeby nie wprowadzać innych cech genetycznych. Oczywiście nasiona np. z Syberii wyrosłyby i tu, ale mogłyby zamierać i nie dałyby tak dobrego surowca, jak drzewa z nasion pozyskanych na miejscu, a szczególnie z drzew doborowych.

Sadzonki na moją uprawę pochodną przyjechały z Puszczy Piskiej, z okolic Guzianki. Rosną nieźle.


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Szczeniaki wyjeżdżają
2007-12-11

Dzisiaj drugi szczeniak pojechał do nowego domu. (Pierwszy wyjechał w niedzielę.) Kolejne trzy są już zamówione. Szczerze mówiąc, trochę się obawiałem, że mimo umieszczenia licznych ogłoszeń w prasie myśliwskiej i leśnej nie będzie tak łatwo je sprzedać. A hodowanie dziesięciu psów, gdy wcześniej hodowało się tylko jednego, to by było spore wyzwanie …

Należałoby je wszystkie nauczyć podstawowych umiejętności, tzw. apelu – czyli posłuszeństwa, siadania, warowania i zostawania na miejscu, chodzenia przy nodze oraz przynoszenia aportu. Do tego dochodzą podstawowe zasady zachowania w domu i na podwórku – np. zakaz skakania na właściciela, leżenia na kanapie i inne, w zależności od potrzeb. No i późniejsze układanie do celów myśliwskich – np. oswajanie ze strzałem, uczenie wystawiania ptaków i chodzenia po tropie.

Podstawowa praca z każdym psem to co najmniej trzy miesiące codziennych ćwiczeń, w zależności jeszcze od konkretnego osobnika. Jedne uczą się szybciej, inne wolniej, jedne są bardzo odważne, inne trzeba zachęcać. Niektóre się boją, inne z kolei chcą dominować – do każdego psiego charakteru trzeba dopasować odpowiednie zadania.

Łaciata banda zamienia się powoli w bandę ogrodowych szkodników. Psy nauczyły się w zeszłym tygodniu kopać dziury, więc trawnik wygląda jak po tajfunie. Jałowiec rosnący pod oknem chyba nie przeżyje, bo codziennie traci nowe gałęzie. (Nie wiem, co jest takiego atrakcyjnego w kłującym jałowcu, że psiaki ogryzają gałęzie z wielkim zapałem.)

Każdy, kto wchodzi na podwórko, musi uważać na sznurówki – stanowią wielką atrakcję – no i na to, żeby nie nadepnąć któregoś pieska, bo wszystkie oczywiście kłębią się pod nogami.

Ale widać też, że będą miały dobre cechy myśliwskie – niektóre robią już klasyczną „stójkę”, czyli przyjmują pozycję informujacą pana, że zwęszyły coś bardzo atrakcyjnego. No i wszystkie reagują na gwizdek – pędzą wtedy jak szalone…


Oceń wpis | Ilość głosów: 0 | Średnia ocena: -
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Święta za pasem
2007-12-07

Grudzień to bardzo miły okres, kiedy na luzie można robić „świąteczne porządki” w lesie, wyciąć choinki, które będą sprzedawane okolicznej ludności, pomyśleć o przyszłym roku i zadaniach, które już czekają… Można więcej czasu poświęcić pracy w kancelarii – uzupełnić operat urządzania lasu, wpisać tam wykonane zadania dotyczące poszczególnych powierzchni i pozyskane masy.

W moim nadleśnictwie kończy się już pozyskanie, tzn. wykonany został plan trzebieży i zrębów. Na wszystkich zaplanowanych powierzchniach wykonano przecinkę lub usunięto stare rębne drzewostany. Całe drewno sprzedano, z lasu wyjeżdżają ostatnie samochody z ładunkami. Dobrze, że ostatnie, bo po śniegach przyszedł deszcz, i jeżeli popada dłużej, to wszystkie drogi tak rozmiękną, że jakikolwiek wywóz będzie niemożliwy.

Pogoda zdaje się sprzyjać refleksji i zwolnieniu tempa – leje trzeci dzień. Rzeczka wypływająca z jeziora Wydra rozlała się potężnie, podtapiając łęgi. Przyczynił się do tego śnieg, który rozpuścił się już całkiem. Prawdziwej zimy miałem z tydzień. Starzy Mazurzy twierdzą, że mrozu tej zimy wielkiego nie będzie, ale śniegu nie zabraknie. Warto dodać, co mają na myśli, mówiąc „wielkiego” – w dzień temperatura nie powinna spaść poniżej minus 20 stopni…


Oceń wpis | Ilość głosów: 1 | Średnia ocena: 10
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Zimowa niedziela
2007-12-02

Ponieważ dziś niedziela, miałem trochę wolnego czasu i postanowiłem pojeździć konno. Jeździłem niecałe dwie godziny, ale warto było, nie tylko dla samej jazdy konnej, ale i dla tego, co udało mi się zobaczyć.

Najpierw z daleka usłyszałem głosy kruków. Potem zobaczyłem je krążące nad jakimś miejscem. Latały tam też dwa bieliki. Podjechałem bliżej. Ptaki krążyły nad resztkami padłej sarny. Dużo z niej nie zostało – prawdopodobnie została zabita przez wilki. Najwyraźniej znów zawitały w te okolice.

Jadąc dalej, w kierunku poligonu, zobaczyłem chmarę jeleni. Widok sam w sobie raczej zwyczajny, to normalne o tej porze roku, ale było ich 24! Liczyłem, jak przeskakiwały przez drogę przede mną. Pięć byków, reszta łanie i cielaki. Tak duża chmara może świadczyć o tym, że zwierzęta zbijają się w duże stada, żeby łatwiej bronić się przed drapieżnikami. Z jeleniami biegł również jeden łoś. Może towarzystwo jeleni mu odpowiada, a może postanowił do nich dołączyć, żeby czuć się bezpieczniej.

Prawie wszystkie modrzewie rosnące w okolicy poligonu mają korę obtartą aż do bielu. To charakterystyczny sposób uszkodzenia drzew przez zwierzynę, która ocierając się o nie, pozbywa się pasożytów. Modrzewiowa żywica z jakichś powodów jest dla nich korzystna – w lesie rosną wszak i sosny, i brzozy, i świerki, a poobcierane są tylko modrzewie. Tylko raz widziałem obtartą brzozę.

A wracając do obrony jeleni przed wilkami – to bronią się nie tylko ucieczką. Kiedyś mój pies pogonił samotnego byka jelenia, którego zwietrzył w lesie. Widziałem, jak ok. 50 m ode mnie przebiega jeleń, a za nim pies. Już chciałem na niego gwizdać (zrobił coś, o czym świetnie wie, że mu nie wolno), ale zanim zdążyłem użyć gwizdka, role się odwróciły – teraz jeleń gonił psa! Wyglądało to jak na kreskówce – najpierw dwie sylwetki biegną w jedną stronę, a potem w drugą. Pies powrócił do mnie bez wołania, skruszony, i udawał, że nic się nie stało i żadnego jelenia nawet nie widział…


Oceń wpis | Ilość głosów: 2 | Średnia ocena: 10
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
© 2006-2010 Centrum Informacyjne Lasów Państwowych
przy współpracy    NFOŚiGW 
CMS by WEB interface