| Test terenowy | | 2007-10-24 |
Mimo że wciąż jestem na zwolnieniu, postanowiłem wziąć udział w prezentacji samochodów terenowych, która była
organizowana w jednym z sąsiednich leśnictw.
Samochód leśnika jest używany w trudnych warunkach, i dlatego zużywa się bardzo
szybko. Dlatego najlepszym wozem jest taki, w którym samemu można dokonać
podstawowych napraw. Po używaniu przez kilka lat starego UAZ-a wymieniłem go na
terenówkę, którą jeżdżę już piąty rok. I piąty rok naprawiam.
Na spotkaniu lokalny diler jednej z lepszych marek terenowych dał do testów dwa modele, wybraliśmy jeden z nich. Po
kolei jeździliśmy na różne trasy, po drogach użytkowanych przez wojsko –
wjeżdżaliśmy w największe doły i próbowaliśmy z nich wyjeżdżać, co zresztą
udawało się nad podziw dobrze. Jeździliśmy również brodem na rzece,
wjeżdżaliśmy do jeziora… Dla terenowego samochodu były to prawdziwe warunki
testowe.
Testowany przez nas samochód był naprawdę niezły – udawało się wykonać każdy
wymyślony przez nas manewr i bardzo nam się podobał. Dopiero przy ostatnim
przejeździe utknąłem na środku
brodu. Samochód zawisł na ramie, na zatopionej kłodzie drewna, której nie było
widać; wcześniej przejeżdżałem tą trasą trochę szybciej i nie było problemu,
ale tym razem chciałem przejechać wolniej, no i niestety już się nie udało. Nie
pomogły próby ściągnięcia samochodu innym wozem – porwaliśmy wszystkie pasy i
liny holownicze. Trzeba było wezwać traktor. Na następne testy diler obiecał
samochód z wyciągarką :). Impreza była bardzo udana.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Łoś – wypadek | | 2007-10-22 |
Wciąż jestem na zwolnieniu. Nad ranem zaskoczył mnie telefon z policji. Wezwano
mnie do wypadku, w którym samochód
uderzył młodego łosia. Zwierzak zginął. Ofiar w ludziach na szczęście nie było,
ale pasażer feralnego samochodu, kiedy z nim rozmawiałem, był wciąż blady.
Jak doszło do wypadku? Dwóch żołnierzy jechało rano na służbę do pobliskiej
jednostki drogą przez las. Na tym odcinku większość samochodów osiąga prędkość
ok. 100 km/h, nie zważając na znak ostrzegający o możliwości pojawienia się
zwierząt na drodze. Żołnierze widzieli, jak przez drogę przechodzi dorosły łoś
– była to klempa, czyli samica. Kierowca zaczął hamować. Kilka chwil potem z
krzaków wyskoczył młody łoś (łoszak). Samochód podobno uderzył w niego z naprawdę minimalną prędkością. Łoś wpadł na
przednią szybę, ale na szczęście siła uderzenia nie wrzuciła go do środka
samochodu. Całe szczęście, że kierowcy udało się naprawdę bardzo zredukować
prędkość – uratowało to życie i jemu i pasażerowi. Żołnierze wezwali policję, a
policja zadzwoniła do mnie.
Trzeba było podpisać protokół, który stwierdzał, że na miejscu faktycznie
zginął łoś, a nadleśnictwo zostało o tym powiadomione i zobowiązuje się
uprzątnąć martwe zwierzę. Martwego łosia zabrał leśniczy łowiecki.
Co zrobić, jeżeli komuś przydarzy
się taki wypadek? W pierwszej kolejności trzeba zadzwonić na policję. Jeżeli
zwierzę jest chronione, będzie przekazane do badań odpowiedniej placówce
naukowej. Jeżeli jeszcze żyje, należy się nim odpowiednio zająć, ale to również
pozostawiamy leśnikom. Najlepiej nie dotykać takiego zwierzaka – nigdy nie
wiadomo, czy nie jest na coś chory. Należy również powiadomić miejscowe
nadleśnictwo (często robi to sama policja).
Wracając do domu, myślałem, że trudno będzie mi pamiętać o tym, żeby zdjąć nogę
z gazu w pobliżu tego feralnego miejsca. Bardzo często przebiegają tam przez
drogę sarny. Kiedyś widziałem tam rozjechanego bobra. Jeleni i łosi w
pobliskich lasach jest naprawdę dużo. Praktycznie w każdej chwili z
przydrożnych zarośli może wybiec jakieś zwierzę. Szybkie samochody, szerokie
szosy – to wszystko jest super. Ale czy zostawiamy trochę miejsca dla dzikiej przyrody?
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Grypa | | 2007-10-18 | |
Od niedzieli boli mnie głowa i mam gorączkę. Od wczoraj jestem na zwolnieniu lekarskim. Po raz pierwszy
od wielu lat. Podejrzewam, że skumulowały się wszystkie niedoleczone grypy,
anginy i przechodzone przeziębienia. Leśnik zawsze ma coś do zrobienia, zawsze
jest to ważniejsze od leczenia. Niezależnie od pogody trzeba być w lesie i
dopilnować, żeby robota była zrobiona.
Leśnikom często dokucza borelioza
– choroba powodowana przez kleszcze. Co roku przechodzimy badania krwi i co roku
u wielu z nas – u mnie też – wykazują one obecność bakterii boreliozy. Sama ich
obecność nie oznacza jeszcze choroby, ale bardzo zwiększa prawdopodobieństwo
jej wystąpienia w przyszłości. Niestety, nawet drakońska kuracja antybiotykowa
może jedynie powstrzymać występowanie objawów, ale nie daje możliwości
wyleczenia, czyli całkowitego pozbycia się bakterii z organizmu. Codziennie po
powrocie z lasu sprawdzam, czy nie mam na sobie żadnego wbitego kleszcza. Wiem,
że bakterie są już obecne w mojej krwi, ale dopóki jest ich niewiele, co
potwierdzają badania, to nie chciałbym, żeby było ich więcej.
Leżę więc w domu. Ale jest to leżenie na pół gwizdka, bo pewne rzeczy nie
zrobią się same. Żeby mieć w domu ciepło, muszę napalić w piecu. Żeby napalić w
piecu, muszę przywieźć do piwnicy drewna. Tak czy inaczej muszę więc wyjść na
zewnątrz. Trzeba też zadbać o zwierzaki, które przecież same nie napiją się
wody ze studni i nie zamkną się na ogrodzonym pastwisku…
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Lecą żurawie | | 2007-10-16 |
Już od jakiegoś czasu – może od dwóch tygodni – widać na niebie klucze żurawi. Zaczynają zlotowiska pod koniec sierpnia, we wrześniu zbierają się w dużych grupach (liczących nawet po kilka tysięcy ptaków), a teraz – czyli na początku października – już na dobre odlatują. Żurawie mieszkające od wiosny do jesieni na terenie Polski zimują we Francji, na półwyspie Iberyjskim oraz w północnej i wschodniej Afryce (tę informację podaję za atlasem „Ptaki Polski” Andrzeja Kruszewicza). Widok takiego klucza na niebie jest bardzo ciekawy – na początku lotu ptaki zmieniają formacje, krążą, kołują, a potem przyjmują jakąś docelową kolejność i znikają za horyzontem. Bardzo lubię je obserwować. Nie jest to trudne – zawsze najpierw słychać ich głosy, i wtedy trzeba się po prostu rozejrzeć po niebie.
Słuchając odgłosów lecących żurawi, odbierałem dzisiaj z podleśniczym drewno tartaczne. Było tego ok. 500 sztuk, więc zajęło nam to sporo czasu. Robota prosta, ale czasami może się w głowie zakręcić – nabić numer, pomierzyć, wpisać do rejestratora, przejsć ze wszystkimi klamotami do kolejnej mygły – następna sztuka, następna sztuka… i tak 500 razy…
Nie ma wątpliwości, że już jesień na całego. W lesie skończyły się grzyby, więc ustał również najazd grzybiarzy, który trwał dobre półtora miesiąca.
Za to rozpoczyna się pora polowań – przede wszystkim na dziki i jelenie. Oficjalnie zimowy sezon łowiecki rozpoczyna zawsze polowaniem w Dniu Świętego Huberta – patrona myśliwych – 3 listopada. Po „Hubertusie” są organizowane polowania zbiorowe na grubą zwierzynę, czyli właśnie jelenie i dziki. Indywidualnie można polować wcześniej, zgodnie z kalendarzem łowieckim, określającym dokładnie, w jakim terminie i na jaką zwierzynę się poluje. | |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Towarzyska redukcja efektu cieplarnianego | | 2007-10-13 |
Wczoraj byłem na regionalnej naradzie gospodarczej w Białymstoku. Była to
jedna z cyklu narad, które mają przygotować Lasy Państwowe do uczestnictwa w
systemie redukcji efektu cieplarnianego. System ten powinien
zacząć działać na początku roku 2008, pod warunkiem że nowy Sejm szybko uchwali
odpowiednią ustawę.
Na naradzie było ok. 1400 leśników – nadleśniczowie, ich zastępcy i
leśniczowie z dwóch dyrekcji regionalnych. Wszyscy przybyli autokarami. Podobno
z niektórych nadleśnictw autokary wyruszały o drugiej w nocy, żeby zdążyć na
dziesiątą. My na szczęście wyruszaliśmy o siódmej rano.
Były wystąpienia ministra środowiska i głównego analityka Lasów Państwowych,
którzy mówili o projekcie ustawy, dzięki której Lasy Państwowe mogą zyskać
dodatkowe fundusze. Związane jest to z handlem tzw. jednostkami emisyjnymi.
Według tzw. protokołu z Kioto każdy kraj, który podpisał ten
protokół zobowiązał się do wyprodukowania nie więcej niż określonej liczby ton
dwutlenku węgla rocznie. Niektóre kraje, posiadające bardzo rozbudowaną
infrastrukturę przemysłową, przekraczają te normy. Mogą jednak odkupić
jednostki emisyjne od państw, które ze względu np. na dużą ilość lasów i małą
emisję CO2 (jak Polska), posiadają „nadwyżkę”, czyli nie
wykorzystują całej swojej puli. Dzięki sprzedaży wolnych jednostek emisyjnych
Lasy Państwowe zyskają dodatkowe pieniądze, które mają zostać przeznaczone na
wszelkie projekty, które jeszcze bardziej zwiększą stopień pochłaniania
dwutlenku węgla z atmosfery.
Narada miała jeszcze aspekt towarzyski. Spotkałem tam wielu
swoich kolegów ze studiów. Były opowieści o dzieciach, o dawnych przewagach, o
łowach, samochodach terenowych i oczywiście o polityce. Było wesoło, trochę
śmiesznie – niektórym zarysował się wydatny brzuch, niektórzy wyłysieli…
Ostatecznie tuż przed trzecią autokary rozpoczęły intensywną emisję CO2
i pomknęliśmy do domu.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Małe wyżły | | 2007-10-11 |
Dzisiaj rano moja suka była niezwykle nerwowa. Najpierw domagała się wypuszczenia z domu, a potem znikała i pojawiała się w bardzo nietypowych miejscach. Wyglądało na to, że szuka miejsca na gniazdo, chociaż w domu miała przygotowane legowisko. Potem zniknęła na dobre. Byłem pewien, że schowała się w stodole. Ma tam swoje miejsce, gdzie chowa na później kości, które dostaje. Uznała, że szczeniaki będą tam najbezpieczniejsze.
Za jakiś czas usłyszałem nowy dźwięk – piszczały małe wyżły! Urodziły się rano, koło 10. Było ich trzynaście, ale trzy martwe. Natura chyba sama zdecydowała, co będzie najlepsze – suka ma tylko dziesięć sutków i z wykarmieniem całej trzynastki byłby problem. Wieczorem zaczęło się robić zimno – zdecydowałem się przenieść szczeniaki do mieszkania. Łatwiej tu będzie się nimi opiekować. Suce też chyba będzie lepiej, w końcu odkąd ją mam, mieszka w domu.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Narada i jesienne poszukiwania | | 2007-10-09 | |
Dzisiaj byłem w biurze na naradzie. Narady w naszym nadleśnictwie są organizowane mniej więcej co miesiąc. Zwykle na naradach podsumowuje się miesiąc, kwartał, rok czy półrocze. Nadleśniczy zapoznaje nas wtedy ze statystykami, jakie wypracowaliśmy. Informuje nas również, z czyjej pracy jest najbardziej, a z czyjej najmniej zadowolony. Dodatkowo ustalamy, które zadania są bardziej, a które mniej ważne. Jeżeli w jakimś leśnictwie występuje problem i z jakiegoś powodu leśniczy nie radzi sobie z bieżącymi zadaniami, musi to uzasadnić (np. brakiem pracowników) i wówczas wspólnie szuka się jakiegoś rozwiązania (np. przesunięcie czasowe pracowników z innego leśnictwa, w którym już zakończyli bieżące zadania.)
Ustalane są również ogólne wytyczne dotyczące np. polityki bieżącej wobec ćwiczących wojsk. Na terenie naszego nadleśnictwa jest dużo poligonów i wojsko w trakcie manewrów korzysta z niektórych dróg. Ale jeżeli armia zaczyna przekraczać swoje uprawnienia i za bardzo ją widać w lesie, musimy wszyscy wiedzieć, jak w takich przypadkach postępować.
Na naradzie jest zawsze nadleśniczy, jego zastępca, czasami jakiś gość specjalny, czasami pracownicy techniczni. Oczywiście jest to również okazja do spotkania całej załogi. Chociaż pracujemy w tym samym nadleśnictwie, spotykamy się rzadko. Mieszkamy dość daleko od siebie, część w małych miejscowościach, a część w leśnych enklawach, więc życie towarzyskie na szerszą skalę raczej nie istnieje.
Dziś oprócz statystyki na naradzie był prezentowany film szkoleniowy o nowej metodzie poszukiwania pierwotnych szkodników sosny.
Co roku prowadzone są tzw. poszukiwania jesienne. Są to działania mające na celu ocenianie zagrożenia sosen przez tzw. szkodniki pierwotne, takie jak np. barczatka sosnówka, strzygonia choinówka, poproch cetyniak. Do tej pory szukało się tych owadów po pierwszych przymrozkach, przed nastaniem mrozu i śniegu, pod jednym drzewem i w jego korze. Od tego roku będziemy prowadzić monitoring sosen nową metodą. Też będziemy szukać owadów o tej samej porze roku, ale nie pod jednym drzewem, tylko pod kilkoma, za to w wyznaczonych fragmentach ściółki oraz pod korą. Moim zdaniem stara metoda była łatwiejsza. Z nową muszę się jeszcze dokładnie zapoznać, dostałem grubą instrukcję …
Dzięki monitoringowi można określić zagrożenie drzew. Jeżeli na powierzchniach próbnych ktoś znajdzie gąsienice i poczwarki danych owadów, wysyła się je do Zakładu Ochrony Lasu (ZOL) właściwego dla siedziby danego nadleśnictwa. Tam określa się dokładnie gatunki znalezionych owadów oraz próbuje ocenić, czy biorąc pod uwagę ilość występowania wszystkich znalezionych na danym terenie poczwarek i gąsienic, będą w przyszłym roku konieczne dodatkowe działania ochronne, np. opryski z samolotów.
| |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz | | Ostatni kwartał zaczęty | | 2007-10-05 |
Zaczął się ostatni kwartał roku. To znaczy, że wszystkie zadania z hodowli lasu w zasadzie są już wykonane. Wszystkie pielęgnacje i czyszczenia zrobione. Zostały rozpoczęte ostatnie powierzchnie trzebieżowe, które kończą pozyskanie w moim leśnictwie. W sumie w tym roku wyniesie ono około 6 tys. m3.
Pod względem pozyskania ten rok był bardzo dobry do prowadzenia. Wiele osób chciało kupować drewno, więc nie było żadnych trudności i wszystko szło zgodnie z planem. W poprzednich latach bywało, że wycięte drewno czekało na chętnych. W tym roku sprzedawało się właściwie na bieżąco. Sprzedaje się zresztą wciąż – dzisiaj cały dzień spędziłem, wydając drewno przewoźnikom. Wywóz polega na tym, że jadę z przewoźnikiem w jego samochodzie i po kolei mówię mu, gdzie leży drewno, które może zabrać. Potem on je ładuje, ja wypisuję mu kwit wywozowy i może już wyjechać z lasu.
Oczywiście jeżdżę też własnym samochodem, wtedy samochód wywozowy jedzie za mną. Ale mój samochód znowu się zepsuł, tym razem pękł resor. Okazało się przy okazji, że nie ma gdzie go w pobliżu kupić ani dorobić, tylko trzeba jechać do tzw. dużego mista, czyli 150 km ode mnie. To oczywiście niedużo, ale przy obecnym stanie dróg, kiedy dosłownie każda droga w okolicy jest rozkopana, a większość prac wygląda jak odkrywkowe kopalnie węgla kamiennego, nawet krótka podróż przeradza się w całodzienną wyprawę. Na szczęście pan w warsztacie nie powiedział mi „jutro, kochany, jutro” tylko „za dwie godziny”. Tak więc resor już mam. Muszę go jeszcze zamontować, ale zbliża się weekend, więc liczę na to, że znajdę chwilę czasu.
Jeden z przewoźników opowiadał mi o tym, że ma rosyjski holownik, którym kiedyś pracował na bindudze przy spławie drewna. O tym, że ma żaglówkę, że lubi łowić ryby, że Śniardwy zna jak własne pięć palców… Czasami można się dowiedzieć o ludziach bardzo różnych rzeczy. | |
| | | Komentarze (0) | Dodaj komentarz |
|
|