home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor Jarek   data 2017-02-22

Chrupiemy chrusty, a w lesie pachnie już wiosną

Zima to pora, kiedy możemy choć nieco zwolnić pęd życia i dać sobie chwilę wytchnienia. Przyroda i naturalny rytm pór roku niejako zmusza nas do tego. Długie popołudnia i wieczory są po to, aby odpocząć i mieć czas na kontakty z przyjaciółmi i rodziną. Wiąże się to także z tradycją, obyczajami i układem świątecznych dni w kalendarzu. Jednak ludzie w mieście, którzy przestali zwracać uwagę na odwieczny, przyrodniczy rytm życia wymyślili sztuczne światło i hale produkcyjne, aby można pracować całą dobę. Po pracy zamknęli się w we własnych domach i świecie telewizji oraz internetu. W ten sposób ograniczyli maksymalnie bezpośrednie kontakty z innymi ludźmi. Przecież od tego są portale… Po co rozmawiać jak można tam sprawdzić co u znajomych lub napisać sms-a czy emaila? Trzeba się jednak przed tym bronić, pamiętając, że „człowiek to zwierzę stadne”. Nie jest jednak łatwo, bo obowiązki stale rosną, a lista zadań wydłuża się. Dotyczy to także leśniczego, który w powszechnym mniemaniu ma niesłychanie spokojna pracę. To oczywiście bardzo odbiega od prawdy, bo poprzez nawał licznych, codziennych spraw nawet nie zauważyłem jak minęła zima. Zupełnie nie poczułem uroku zimowych, długich wieczorów. Na półce coraz bardziej piętrzy się stos ciekawych książek, które czekały na zimę, a tu już pachnie wiosną…

Leszczyny już dawno zakwitły. Olchy pysznią się już fioletem baziek, które mocną pylą, ku rozpaczy alergików

To męskie kwiatostany, początkowo fioletowe, potem żółtobrązowe. Kwiaty żeńskie tworzą maleńkie, jajowate szyszeczki. W tej chwili są fioletowo purpurowe i świeże

Potem drewnieją i są bardzo charakterystyczne, pozwalające nam bez wahania rozpoznać, ze mamy do czynienia z olchą.  Zdrewniałe szyszeczki koloru brązowego lub czarniawego o długości do 2 cm utrzymują się na drzewie przez cały rok. Można też po nich rozpoznać gatunek. Bo u olszy czarnej są one umieszczone na wyraźnych, ok. 1cm trzoneczkach. Z kolei u olszy szarej szyszeczki są niemal siedzące.

Szyszki to ważny surowiec zielarski, wybitnie ściągający, czyli przydatny przy biegunce, opuchniętych łydkach, zastoju limfy i nadwadze na tle retencji płynów. Warto nazbierać sobie ciemnych szyszeczek bo mają działanie bakteriobójcze, hamują rozwój wirusów oraz leczą trądzik. Jeśli męczy Cię katar i mokry kaszel, jeśli masz wrażenie, że topisz się w płynach ustrojowych – szybko wypróbuj odwar z szyszek olchy.

 Szyszki olchy czarnej często zobaczymy także w akwarium! Są z powodzeniem stosowane w akwarystyce ze względu na zawartość garbników, zakwaszanie wody oraz jej dezynfekcję. Przyjęło się, że 1 szyszka olchy wystarcza do redukcji pH i odkażenia około 10 litrów wody. Dobrze wpływają one na kondycję ryb (pomagają przy schorzeniach i w początkowych stadiach niektórych chorób), mają działanie osłonne dla ikry ryb. Polecane w akwariach z krewetkami gdzie działają dezynfekująco nie robiąc krzywdy delikatnym krewetkom i raczkom. Przydają się jednak nie tylko rybom i raczkom, ale także nam.

  Szyszki olchy to bowiem znakomity naturalny środek przeciwko wypadaniu włosów. Jak go zrobić?

 2 łyżki zdrewniałych szyszeczek olchowych zalać 2-3 szklankami wody, gotować 5 minut, odstawić do ostygnięcia na 30 minut, przecedzić. Przechowywać go w lodówce, najlepiej w szklanym opakowaniu. Wcierać go w skórę głowy- nie uczula, nie powoduje przetłuszczania włosów, warto spróbować !

Olch nie lubią alergicy, ale cenią zielarze. Z pewnością nie potrzebuje jednak wywaru z olchowych szyszek ruda wiewiórka, którą dziś spotkałem w lesie. Nawet po zimowym śnie była puszysta i śliczna

Sąsiedztwo olch bardzo lubią żurawie, którym z pewnością nie przeszkadza ich pyłek. Krzyczą już od tygodnia co rano, bo zabiegają o względy partnerów i wieszczą wczesną wiosnę

Przyleciały już skowronki i czajki. Szpaki gwiżdżą wesoło z wierzchołków drzew. Sroki budują gniazda, kruki tokują. Sierpówki, które w zimowym czasie smętnie i najczęściej samotnie przechadzały się w naszym ogrodzie wyraźnie się ożywiły i szukają towarzystwa

Leśne drogi już zostały odmrożone, ale teraz dla odmiany pokryte są warstwa błota. Warunki do wywozu drewna są zatem nieciekawe, ale jutro przyjedzie kilka samochodów, bo odbiorcy czekają na surowiec. Drwale solidnie pracują, warczą też dwa harwestery i forwardery wywożące kłody oraz wałki różnych papierówek. Jutro muszę sporo czasu poświęcić na sporządzanie ROD, czyli rejestrów odebranego drewna, a potem będę nadal pracował przy szacunkach brakarskich na rok 2018. I jak tu nie marzyć o długich popołudniach z ciekawą książką i spokoju zimowych wieczorów?

Jednak w naszym domu, pomimo wielu zajęć i obowiązków zawsze staramy się tak układać rozkład dnia, aby choć raz na jakiś czas wygospodarować wieczór na kontakty rodzinne czy towarzyskie. Daje to przypływ dobrej energii i sprzyja rozwojowi osobistemu. Staropolska tradycja i dobry obyczaj nakazuje, aby spotkać się w domu i razem wygodnie zasiąść przy stole.

 Choć niektórzy cenią tzw. „clubbing” i urok knajpek i kawiarni, wyskakując „na miasto”. W naszym domu, prowadzonym głównie przez leśniczynę Renię  jednak raczej rzadko jada się posiłki poza domem, bo jak na wsi wyskoczyć coś zjeść „na mieście”? Choć to oczywiście nie problem, bo mamy blisko choćby do znakomitego „Spichlerza Smaków Folwarku Pszczew”  czy „Villi Toscania” ale po co, skoro w kuchni codziennie pachnie czymś znakomitym?

Wieczorne spotkania rodzinne i towarzyskie, szczególnie teraz w czasie karnawału są bardzo miłe, ale w trakcie miło jest coś schrupać. Oczywiście nie chipsy czy słone paluszki. Polecam moje ulubione chrusty, chruściki, faworki, smażone przez Renię na złoty kolor. Ich chrupanie w miłym towarzystwie niesłychanie wciąga, a chociaż moja małżonka jest raczej pedantyczną panią domu to cukier puder pozostały na ubraniu, a nawet obrusie jej nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, budzi miłe wspomnienia.

Dlaczego? Najlepiej jak leśniczyna sama opowie o chrustach:

Przepis na chrusty pochodzi od mojej babci i mamy, a jest to kruchy i delikatny dodatek do zimowej kawy lub herbaty z pigwą czy maliną.

Składniki na chrusty:

500 g mąki pszennej

5 żółtek (z raczej niedużych jaj)

6 łyżek gęstej śmietany 18%

1 łyżka masła

1 łyżeczka cukru pudru

szczypta soli

1 łyżka spirytusu lub octu

1 litr oleju rzepakowego

cukier puder do posypania

Wykonanie:

Na stolnicę lub do miski przesiewamy mąkę, dodajemy żółtka, śmietanę, łyżkę masła, cukier puder, sól i ocet, zagniatamy na jednolite ciasto. Formujemy kulę, przykrywamy folią spożywczą, odstawiamy na ok. 50 min. Chodzi o to, aby ciasto zmiękło i było bardziej elastyczne (podobne do ciasta na pierogi). Następnie ciasto wykładamy na delikatnie oprószoną mąką stolnicę i rozpoczynamy wałkowanie. Wałkujemy ciasto, składamy i ponownie wałkujemy, powtarzając czynności kilkakrotnie. Robimy to po to, aby napowietrzyć ciasto, dzięki temu w trakcie smażenia na powierzchni chrustów pojawią się pęcherzyki i staną się one pysznie chrupiące i delikatne. Niektóre gospodynie osiągają ten efekt poprzez uderzanie ciasta z każdej strony wałkiem. Postanowiłam połączyć obie techniki, co polecam i przez 10 minut wałkuję i składałam ciasto, a następnie okładałam je wałkiem przez kolejne 5 minut. Wymaga to trochę wysiłku, ale dzięki temu chrusty wychodzą idealne.

 Drugą tajemnicą udanych domowych chruścików jest bardzo cienkie rozwałkowanie ciasta. Aby ułatwić sobie pracę odrywamy ciasto małymi porcjami i rozwałkowujemy je cienko do uzyskania odpowiedniej grubości, a raczej cienkości. Każda gospodyni, nawet niedoświadczona szybko to „skuma”, a wspólne, rodzinne lub towarzyskie pieczenie chrustów może być świetną zabawą. Rozwałkowane ciasto tniemy na pasy, w środku robimy nacięcie i przewlekamy przez nie koniec ciasta, nadając faworkom „firmowy” kształt.

Olej rozgrzewamy długo i mocno, na małym płomieniu i ostrożnie wrzucamy przygotowane faworki. Aby zbytnio nie obniżyć temperatury tłuszczu smażymy je niewielkimi porcjami po 4-5 sztuk, z obu stron na złoty kolor. Układamy je na ręczniku papierowym, odsączając nadmiar tłuszczu, przestudzone posypujemy obficie cukrem pudrem.

Gorąco polecam ten przepis i życzę dobrej zabawy przy smażeniu i chrupaniu.

Podobną propozycją, także z rodzinnego zeszytu leśniczyny są małe pączki serowe. Są z dodatkiem twarogu, bez żadnego nadzienia w środku ale  niesamowicie puszyste i z chrupiącą skórką z wierzchu. Podczas smażenia pachną jak te prawdziwe,  drożdżowe

Uwielbiam pączki według przepisu „babci Heli”, jak mawiają nasze córki,  ale te serowe też są znakomite i nie wymagają dużo czasu na mozolne wyrabianie i wyrastanie ciasta.  Wystarczy tylko zgodnie z przepisem z zeszytu Reni połączyć składniki:

      250 g zmielonego półtłustego twarogu

      1 jajko

      6 łyżek  mąki pszennej

      2-3 łyżki cukru

      1 łyżeczka proszku do pieczenia lub sody

      szczypta soli

Potrzebna będzie też mąka do podsypywania, cukier puder do oprószenia i oczywiście dobry olej do smażenia.

Pączki serowe robi się bardzo łatwo:

Jajko roztrzepać z cukrem, mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia na stolnicę, dodać twaróg, jajko z cukrem, sól,  i zagnieść ciasto. Ciasto będzie kleić się do rąk i do stolnicy, dlatego podczas zagniatania podsypywać dodatkową mąką. Formować kulki wielkości orzecha włoskiego i smażyć w głębokim oleju z obydwu stron, osączyć na papierowym ręczniku, jeszcze ciepłe oprószyć cukrem pudrem. Jeśli ktoś chce pączki jednakowej wielkości, wtedy ciasto można również rozwałkować na grubość 2-3 cm i wykrawać małe kółeczka.

Jeśli ktoś lubi cynamon, można dodać odrobinę zaraz po usmażeniu i posypaniu „pudrowym cukrem” jak mawiała moja babcia.

Miłych spotkań w zimowe wieczory!

Następnego dnia warto spalić kalorie i wybrać się na spacer do lasu, aby nie przegapić pierwszych objawów wiosny.


Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl





Komentarze (7)

~Ania 23.02.2017 13:28:51
Witam Panie Jarku, wiedziałam, że Pan nie zawiedzie i przepis na tłuste słodkości będzie na Pana blogu ;-) Tymczasem melduję, że widziałam już : czajki, żurawie i słyszałam skowronka! Pozdrawiam z Lęborka

~\"Dudek\" 23.02.2017 17:35:43
Cześć,leżąc z nogą w gipsie znalazłem czas na Twojego bloga.Pozdrawiam

Jarek 23.02.2017 23:38:36
Pani Aniu- smacznego! Dudek- żeby kózka nie skakała... ale masz przynajmniej czas na czytelnictwo.

~Agata 23.02.2017 23:46:02
A gdzie można spotkać w okolicach Zalesia żurawie?

~Darek... 25.02.2017 08:16:15
Jeśli tego Zalesia pod Tanowem w zach-pom , to... nad głową ;)

Jarek 25.02.2017 09:38:13
Tak, Darek ma rację, teraz żurawie można spotkać w wielu miejscach, szczególnie tam, gdzie są olchy i nieco trzcin. Jeśli to Zalesie pod Tanowem, znane mi z wielu szkoleń, bo był tam kiedyś ośrodek szkoleniowy LP (obecnie siedziba Nctwa Trzebież)to rzeczywiście tam o żurawie (i wiele innych ptaków) nie trudno.

~DANIEL 25.02.2017 09:54:37
Witam choc czwartek juz minol ten smak pozostaje pamietam go jak dzis jeszcze z BROJEC jak tam mieszkales i pozdrowienia dla RENI a receptura jest super bo swojska i z Brojec

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Kategorie

Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)

Archiwum

2007 (44)
2008 (101)
2009 (92)
2010 (84)
2011 (101)
2012 (103)
2013 (100)
2014 (78)
2015 (63)
2016 (60)
2017 (52)
styczeń (4)
luty (6)
marzec (5)
kwiecień (4)
maj (4)
czerwiec (4)
lipiec (4)
sierpień (5)
wrzesień (4)
październik (4)
listopad (4)
grudzień (4)
Kanał RSS - nowy

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij