home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor Jarek   data 2015-01-16

Ach te papiery!

Początek roku powitał nas wiosenną pogodą i silnymi wiatrami. Nietypowe na styczeń, wysokie temperatury obudziły wichurę. Wiało solidnie, szczególnie nad morzem, gdzie podobno flądry wywiewało z wody na bałtycki klif. To akurat nic strasznego, ale psotny wiatr połamał wiele słupów energetycznych, „zabierając” prąd tysiącom domostw i firm, a także nabroił solidnie w niektórych lasach i zadrzewieniach.

Wietrzna sytuacja utrzymywała się przez kilka dni, przysparzając wiele dodatkowej pracy także leśnikom. Bo zwykle we wszelkich wiadomościach pokazuje się strażaków i energetyków przy pracy, gdy usuwają powalone drzewa. Część dróg odblokowują także leśnicy. A gruntowe drogi biegnące przez lasy, o które stale troszczą się leśnicy? Wiadomo, że nie są one tak ważne jak miejskie arterie. Jednak gruntowymi drogami jeździ wielu ludzi. Dojeżdżają do pracy, sklepu, lekarza, wożą dzieci do szkoły. Dlatego po silnych wiatrach leśnicy natychmiast ruszają w teren i sprawdzają m.in. przejezdność dróg.

Drogi leśne, których część w każdym nadleśnictwie jest udostępniona do publicznego ruchu samochodowego służą lokalnej społeczności, są potrzebne też do wywozu drewna ale przede wszystkim zapewniają lasom bezpieczeństwo na wypadek pożaru. Dlatego muszą być stale przejezdne i bez przykrych niespodzianek np. w postaci złamanego konaru wiszącego nad pasem drogi.

Kilka dni sprawdzałem z podleśniczymi wszystkie zakątki na obszarze ponad 2 tysięcy hektarów mojego leśnictwa. Oprócz dróg są tam też budynki, budowle i cenne ogrodzenia upraw leśnych, a cały ten majątek trzeba stale monitorować. Należało obejść i dokładnie sprawdzić stan ogrodzeń, bo jedno złamane drzewo położone na siatce otwiera szeroko drogę dla saren i jeleni.


 Młode dęby, buki czy modrzewie przez lata zabezpieczone płotem w ten sposób stają się miejscem, gdzie chętnie żeruje zwierzyna spragniona zimą soczystej karmy. Trzeba jak najszybciej zlokalizować takie miejsca, szybko usunąć powalone drzewa i naprawić ogrodzenie. Nie jest to proste w pierwszych dniach roku bo oprócz wiatru bardzo kłopotliwa jest też „biurokracja”. W wielu nadleśnictwach dopiero są rozstrzygane przetargi na usługi leśne, podpisywane umowy regulujące zasady współpracy i zlecania prac, dlatego czasem leśniczy nie ma komu zlecić naprawę ogrodzenia czy odblokowanie drogi zawalonej drzewami.

Bez podpisanej umowy i załatwienia wszelkich, bardzo licznych  „papierowych” czynności nie można wystawić zlecenia na leśne prace. Podobnie jak na sprzątanie leśnych parkingów, gdzie po świętach i świątecznych „porządkach” przybyło wiele worów ze śmieciami.


 Bo tak jest łatwo i wygodnie, a przecież leśnicy i tak wywożą stamtąd śmieci…  Było tyle szumu medialnego, gdy zmieniała się ustawa ”śmieciowa”, ale tu nie o przepis i papierowy zapis chodzi, a o uczciwość i swoistą mentalność ludzi. Cierpliwie sprzątamy nadal śmieci z lasu. W moim leśnictwie wiatr na szczęście nie wyrządził większych szkód. Połamał lub wywrócił tylko pojedyncze drzewa.


 Kilka dróg było jednak nieprzejezdnych, no i oczywiście ucierpiało także parę ogrodzeń. Udało się jednak własnymi siłami naprawić skutki wichury, bo chyba dopiero od poniedziałku będzie możliwe zlecanie prac przedsiębiorcy leśnemu z którym rozpoczynam współpracę w tym roku. To już szósta albo siódma firma z kolei, z którą będę współpracował w tym roku. Muszę jeszcze do poniedziałku przygotować sporo dokumentów, aby wszystko było w zgodzie z przepisami i instrukcjami.

Należy spisać protokół uzgodnień z zakresie stosowania się do zasad bhp, ochrony przeciwpożarowej i wymogów standardów certyfikacji prac leśnych. Muszę też wyjąć z segregatorów wcześniej wykonane szkice zrębowe i szkice szlaków w trzebieżach zaplanowanych na ten rok. Potrzebne będzie też zestawienie zaplanowanych stref i odległości zrywki, projekt czyszczeń wczesnych i późnych oraz mapka z naniesionymi zrębami i trzebieżami zaplanowanymi na ten rok. Potem będzie czas na szkice upraw i mnóstwo dokumentów związanych z tegorocznymi odnowieniami.

Zdecydowana większość leśniczych nie lubi tego dłubania w dokumentach, bo jest to żmudne i bardzo pracochłonne zajęcie. Czasem trzeba jednak zakopać się na długie godziny w kancelarii leśnictwa :


Dokumentów jest coraz więcej i trzeba je cierpliwie i dokładnie przygotowywać, gromadzić w odpowiedni sposób, archiwizować. Wszyscy wiemy, że są ważne i potrzebne, ale to zło konieczne.  Leśniczy jest przecież bardziej potrzebny w lesie, bo tam trzeba podejmować decyzje, instruować pracowników ZUL i wydawać drewno, które wyjeżdża do różnych firm. To także wymaga tworzenia dokumentów, które w lesie leśniczy drukuje z rejestatora leśniczego przy użyciu przenośnej drukarki termicznej.


 

 Do stworzenia kwitu wywozowego potrzeba mnóstwa danych zawartych w wielu dokumentach: pozycji planu, numeru umowy odbiorcy drewna, daty  i numeru upoważnienia dla przewoźnika drewna, numeru partii wywozowej, która jest wcześniej awizowana itd. Nic dziwnego, że w kancelarii leśniczego stoi tyle szaf z dokumentami.

Ale powoli zmienia się ta sytuacja i jest szansa, że niebawem dokumentów będzie znacznie mniej. Od stycznia obowiązuje leśników nowe zarządzenie dyrektora generalnego w sprawie instrukcji kancelaryjnej i archiwizowania dokumentów. Sankcjonuje ono także przekazywanie dokumentów w formie cyfrowej. Przecież dziś w każdej kancelarii leśniczego stoi komputerowe stanowisko pracy z dostępem do internetu, są mapy cyfrowe i najczęściej dwa rejestratory danych


Leśniczowie coraz lepiej radzą sobie z nowoczesnymi technologiami i chętnie uczą się nowych rozwiązań. Niespełna 50% podleśniczych i ponad 50% leśniczych posiada już dyplom szkoły wyższej, a wszyscy łatwo przyswajają nowe umiejętności. Może będzie to przyczynkiem do tego, że będziemy malować mniej mapek przy użyciu szkolnych kredek, tworzyć mniej różnych dokumentów „na wszelki wypadek”, a świetny przepływ informacji z wykorzystaniem poczty elektronicznej wykluczy zajmowanie się jedną sprawą w kilku komórkach firmy i wielokrotne jej rejestrowanie.

To leśniczy, który jest na samym dole trójszczeblowego podziału firmy najlepiej wie ile do niego trafia, często sprzecznych ze sobą lub wykluczających się, zarządzeń, instrukcji czy postanowień. Już nie wspomnę o dokumentach tworzonych na potrzeby rozmaitych kontroli, a przecież leśników stale kontroluje kilkanaście różnych instytucji.

Każdy dokument jest ważny, stąd trzeba do przeczytać, wpiąć gdzie trzeba, aby go potem szybko znaleźć i najczęściej przygotować w odpowiedzi na jego postanowienia szereg innych, niezbędnych dokumentów. A w tym czasie w lesie dzieje się tyle ciekawych i ważnych rzeczy. Chęć czynu i  ciekawość lasu odrywa od segregatorów i teczek do zapachu świeżej żywicy, warkotu pił i ciągników oraz ciszy zimowego lasu. Dusza leśnego romantyka rwie się do krajobrazów sosnowych borów, szeleszczących suchymi trzcinami jezior śródleśnych i tajemnic mieszkańców lasu.

Szanujemy wszyscy dokumenty i rozumiemy potrzebę ich istnienia, naturalnie we wciąż zmniejszającej się ilości... Jednak gdy zamiast wpatrywania się w tabelki excela czy analizy rozbioru strzały sosny dokonane przez program acer zapatrzymy się w las, zobaczymy ciekawsze rzeczy. Oko leśniczego, choć wspierane przez „oko Wielkiego Brata”


najlepiej w wersji „na żywo i bezpośrednio” oceni stan lasu i dostrzeże bezpośrednie zagrożenia dla jego kondycji i trwałości.

 

 A gdy leśniczy przysiądzie sobie gdzieś na chwilę przy ludziach pracujących jak dawniej, piłą i siekierą, zdobędzie wiedzę, której nie uczą na uniwersytetach i akademiach. To rzecz tak samo ważna jak „te wszystkie papiery”, a także mająca ogromne znaczenie dla wizerunku leśnika i dobrej komunikacji z otoczeniem, o czym powinni pamiętać wszyscy tworzący tabelki, sprawozdania i nie zawsze ważne dokumenty.

 Leśniczy, choć oczywiście wypełnia dobrze rolę nowoczesnego menedżera, musi mieć czas nie tylko na komputer i dokumenty lecz także czas dla lasu, ludzi i siebie. Czasem musi mieć chwilę na wsłuchanie się w las i własne myśli.  Gdy z kolei czasem stanie na chwilę sam w ciszy lasu ma szansę na spotkanie takie, jakiego doświadczył niedawno mój kolega leśniczy Jurek z leśnictwa Darów w beskidzkim Rymanowie:


Niedźwiedź przyszedł do niego na 10 metrów, a potem gdy zobaczył leśniczego błyskawicznie uskoczył w młodnik. Bo zwierz leśny i leśniczy chodzą swoimi drogami i krzywdy sobie na ogół nie robią… Jurek na szczęście miał przy sobie aparat fotograficzny i użyczył mi „dokumentację” z tego spotkania. Patrzę na tę piękną fotkę Jurka i szczerze zazdroszczę mu taaakiego spotkania...

Tymczasem kończę porządki w segregatorach i wynoszę teczki przygotowane do archiwizacji oraz worki ze zbędnymi  „papierzyskami” przeznaczone na makulaturę. Zbliża się już coraz bardziej termin wykonywania szacunków brakarskich, a to kolejne teczki wydruków z programu Brakarz. Ach, te papiery! To pewnie jednak jeszcze na jakiś czas wierny towarzysz leśniczego i najlepiej go po prostu polubić…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Komentarze (7)

~zulowiec 16.01.2015 21:28:07
Ale dzięki tej papierologii istnieje kilka tysięcy dobrych choć nikomu do niczego nie potrzebnych etatów w administracji Ato specjalista od melioracji a to od ptaków a to od zamówień publicznych Jeszcze pare lat i będą od kontaktu z marsjanami

~Zdzisław 16.01.2015 22:03:52
Ale dzięki tak uparcie i konsekwentnie krytykowanym Lasom Państwowym zulowiec ma pracę :)

~Janek 16.01.2015 22:39:12
Wielu leśniczych pamięta dawne czasy początków zulowania a niektórzy i dziś muszą zulowcom pomagać w tej papierologii, więc lepiej posłuchaj rozsądnej podpowiedzi Zdzisława. No i żaden problem aby w zulu też specjalistów zatrudniać.

~zulowiec 18.01.2015 18:51:41
w zulach nie ma miejsca dla specjalistów Funduszy starcza tylko na fachowców którzy nie tylko mówią o pracy ale także potrafią ją wykonać

~Kazek 19.01.2015 07:45:02
Papierów jest znacznie mniej niż kiedyś. I znacznie łatwiej odpowiednią dokumentację wykonać (kopiuj-wklej i zmiana daty). A co do Zul-i: dopóki zamiast działać będzie się tylko gadać to będzie jak jest. Z jednej strony prawo zamówień publicznych i wygoda (bo przecież najtaniej), a z drugiej nie zawsze co najtańsze to najlepsze. A jak wprowadzić kryteria pozacenowe to powód do podejrzeń, kontroli i odwołań.

~Dyzio 01.02.2015 04:23:30
Moje Wy leśne ludki kochane!!!. Wszyscy macie swoją rację choć zulowiec największą i przyszłość przed takim myśleniem. Pamietam (od 5-ciu pokoleń) życie leśnych i chyba je znam. Sensem życia człowieka jest \\\"produkcja\\\" dobra dla innych (i siebie też). Czy tworzenie stanowisk \\\"bezprodukcyjnych\\\" jest napewno sensowne ?. Odpowiadam: NIE !!!. Bo w tym czasie ten sam człowiek mógłby dobro tworzyć. Borze Daj DARZ BÓR.

Jarek 01.02.2015 11:08:30
To co dla jednych jest dobrem, drudzy traktują jako zło... W naszym państwie istnieje wiele, bardzo wiele stanowisk \"bezprodukcyjnych\" i tego szybko nie zmienimy. Dlatego dzięki nadmiernej fiskalizacji, zamówieniom publicznym itp. ciągle kontrolowanym dziedzinom, które wiążą się z leśnictwem musimy tworzyć tyle papierów. Życie leśnych nieco się przez lata zmieniło i nic nie poradzimy, choć pewnie lepiej byłoby łazić po uprawach, sprawdzać wykonanie trzebieży i czasem stanąć przy zulowcu oraz ognisku w lesie. Pozdrawiam Dyzia!

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Kategorie

Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)

Archiwum

2007 (44)
2008 (101)
2009 (92)
2010 (84)
2011 (101)
2012 (103)
2013 (100)
2014 (78)
2015 (63)
styczeń (5)
luty (5)
marzec (6)
kwiecień (5)
maj (5)
czerwiec (6)
lipiec (5)
sierpień (5)
wrzesień (4)
październik (6)
listopad (5)
grudzień (6)
2016 (60)
2017 (52)
Kanał RSS - nowy

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij