home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor Jarek   data 2013-08-07

Leśniczówka Pszczew- dom z duszą- część pierwsza

Obiecałem Wam wcześniej, chyba już kilka miesięcy temu, że opowiem historię leśniczówki Pszczew. To budynek, do którego idealnie pasuje określenie „dom z duszą”… Niebawem, 13 sierpnia, minie dwadzieścia lat od chwili, gdy tu zamieszkaliśmy czteroosobową rodziną. Przez te lata wiele się tu wydarzyło, przez nasz dom przewinęło się sporo pamiętnych osób, miały miejsce codzienne zwykłe historie i doniosłe chwile:

 (fot. Żaklina)

Mieszka się tu bardzo wygodnie, bo dom jest zimą ciepły, latem chłodny i ma bardzo przestronne wnętrza.

To sprawa grubych murów z cegły, które mają około 80 cm i wysokich na 3,30 metra pomieszczeń. Z drewnianych, dużych okien leśniczówki roztacza się piękny widok na ponad 70 hektarowe jezioro Miejskie. Wiele zdjęć, które oglądacie na blogu zostało zrobionych właśnie z tych okien. Bardzo przestronny salon, gdzie własnym staraniem wybudowałem otwarty kominek ma ściany wyłożone starą, drewnianą boazerią. Wisi tam też od początku istnienia domu  oryginalny, ogromny drewniany żyrandol, który niedawno odnowiłem:

 Oprócz leśniczówki Pszczew znajdują się w tym dużym budynku, zbudowanym na skraju miejscowości Pszczew jeszcze dwa mieszkania. Mieszka tu mój podleśniczy Irek z rodziną oraz pani Janina-wdowa po dawnym podleśniczym. Jednak podstawową funkcją tego domu jest leśniczówka. Warto pamiętać, że nie ma jednoznacznej definicji słowa „leśniczówka”. Leśniczówka to według mnie dom, gdzie mieszka i pracuje leśniczy. Wielu ludzi myli jednak mieszkanie z biurem i nie przyjmuje do wiadomości godzin urzędowania leśniczego w jego kancelarii. O różnych porach stukają, dzwonią i poszukują leśniczego w jego mieszkaniu, nawet w niedziele i święta. Trudno o prywatność.  Zawsze są jednak plusy i minusy, bo mieszkanie w leśniczówce to przywilej, ale też obowiązek…

 Dawne miasto, a dziś duża, atrakcyjna wieś jako zespół urbanistyczny została ukształtowana w okresie średniowiecza oraz poprzez historyczną zabudowę wzniesioną od XVII do pierwszej połowy XX wieku. Budynek leśniczówki, nazywany w publikacjach i przewodnikach „pałacykiem dziewiętnastowiecznym”, został zbudowany w latach 1901-1903 na wzgórku nad samym brzegiem jeziora Miejskiego, nazywanego też jeziorem Kochle. Usytuowany jest na ponad hektarowej działce porośniętej roślinnością parkową i otoczony starymi drzewami. Stanowi on jeden z nielicznych przykładów reprezentacyjnej zabudowy Pszczewa- to jednokondygnacyjny budynek z mansardowym daszkiem, ozdobnymi lukarnami i kolumnami przy wejściu:

 Stoi w niedalekiej odległości od dawnego dworu biskupiego i ma z nim bliskie powiązania.

Historia Pszczewa od najstarszej udokumentowanej wzmianki, która ma już ponad 750 lat, związana była z biskupami poznańskimi. To biskup Jan Gerbicz herbu Nąłęcz powierzył Janowi z Lubinowa lokację miasta „Pczew”. W 1298 roku utworzono w Pszczewie archidiakonat. Na niewielkim wzniesieniu, w otoczeniu pięknego parku usytuowano pałac biskupi, który był siedzibą archidiakonatu obejmującego 60 parafii. Po drugim rozbiorze Polski w 1793 roku Pszczew przeszedł pod władanie Prus i został nazwany Betsche. Pałac, zabudowania gospodarcze i należące do biskupstwa pola, lasy i jeziora zostały przejęte przez pruskich zaborców. Rząd pruski przekazał majątek kościelny księciu Hohenlohe- Ingelfingen, w uznaniu jego wojskowych zasług, a ten sprzedał otrzymane dobra baronowi Hiller Gaertringen.

 Gdy ten zmarł w roku 1866, jego majątek ziemski nazywany i oznaczany na mapach jego nazwiskiem odziedziczyła córka, Zofia zu Dohna. Dalszym następcą był Rudolf zu Dohna, po którego śmierci w 1904 roku majątek przejęła jego żona Ruth von Dallwitz. Kolejnym właścicielem dawnego pałacu i majątku biskupów poznańskich został syn Ruth, Wilhelm zu Dohna, stając się prawowitym spadkobiercą w 1910 roku. Wtedy jego matka zamieszkała w pięknej willi- pałacyku nad jeziorem, czyli w obecnej leśniczówce. Historia milczy  temacie przyczyny wyprowadzenia się hrabiny z pałacu do pałacyku nad jeziorem Kochle… Wszyscy jednak wiemy jakie są zwykle relacje pomiędzy synową i teściową i możemy domyślać się, że nie było łatwo osiągnąć kompromis.

Wilhelm ożenił się z panną Ottoni von Kalckreuth z Kurska. Podobno nie była osobą, która łatwo nawiązywała kontakty, a jej pasją była jazda konna. Jako znana amazonka zdobywała medale na rozmaitych zawodach hippicznych i zapamiętale trenowała na leśnych duktach w okolicach Pszczewa. Majątek Wilhelma i Ottoni liczył 2230 ha, w tym 1120 ha lasów, które tworzyły nieistniejące dziś leśnictwa Annahof nad Obrą i Waldecke koło Policka. W dzisiejszej leśniczówce Pszczew przez 29 lat mieszkała Ruth zu Dohna, która zmarła w 1939 roku. Po śmierci hrabiny, Wilhelm wydzierżawił willę nad jeziorem magistratowi i w latach Ii wojny był tu dom starców.

 Mówili mi starsi mieszkańcy Pszczewa, że gdy w styczniu 1945 roku wkroczyła do Pszczewa Armia Czerwona, zgromadzili się tam starcy, osoby chore i niedołężne, które nie mogły uciekać wraz z resztkami wojska i Volkssturmu dowodzonego przez Wilhelma zu Dohne. Nie wiem co stało się później z pensjonariuszami, ale sądzę, że zostali wywiezieni do Niemiec. Opiekował się nimi personel domu, składający się z mieszkańców Pszczewa, a szczególnie w pamięć wszystkim wspominającym zapadła młoda, piękna pielęgniarka. Gdy w poniedziałek 29 stycznia 1945 roku wkroczyła do Pszczewa Armia Radziecka, pijani żołnierze brutalnie pobili ją, zgwałcili i zastrzelili. Jest podobno pochowana pod lipą przy płocie leśniczówki, a na jej bezimiennej mogile kwitną niebieściutkie cebulice i fiołki…

Ciąg dalszy historii niebawem…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Komentarze (3)

~Asia 09.08.2013 08:59:11
Leśniczówka jest śliczna. Mało kto ma okazję mieszkać w pałacyku :) Osobiście zazdroszczę tego chłodu w lecie a ciepła zimą, bo mam akurat całkiem odwrotnie echhh... A ludzie, jak to ludzie...jest leśniczówka, jest w niej leśniczy, to co im tam jakieś godziny urzędowania :) Co do pięknego żyrandola, to chyba sporo czasu zabrało dokładne oczyszczenie tych wszystkich rowków i zawijasków? Ale za to jaki efekt! W takich starych domach lubią trzeszczeć podłogi, okna i drzwi, i inne elementy konstrukcji. A instalacje (o ile są stare), wydają czasem rozmaite dziwne odgłosy. Ciekawe, czy któryś z gości, nocujących u Was nie upierał się, że słyszał ducha? :) Smutne jest zakończenie pierwszej części tej opowieści. Czekamy na kolejne. Pozdrawiam - Asia.

~dawid 09.08.2013 20:20:17
Ten cały budynek jest do pana dyspozycji czy ktoś jeszcze mieszka

Jarek 11.08.2013 12:16:54
Asiu- mój Amigo często zrywa się wystraszony i ma minę jakby widział ducha... ale podobno psy mają zdolności wyczuwania mocy nadprzyrodzonych.Wiele osób mówi, że boi się zostać samotnie nocą w lczówce, bo coś skrzypi, szura i słychać dziwne dźwięki. Zwykle to wiatr od jeziora i puszczyki, ale kto wie? Dawid- przeczytaj ponownie tekst ze zrozumieniem...

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Kategorie

Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)

Archiwum

2007 (44)
2008 (101)
2009 (92)
2010 (84)
2011 (101)
2012 (103)
2013 (100)
styczeń (9)
luty (9)
marzec (9)
kwiecień (8)
maj (8)
czerwiec (8)
lipiec (8)
sierpień (8)
wrzesień (8)
październik (9)
listopad (7)
grudzień (9)
2014 (78)
2015 (63)
2016 (60)
2017 (52)
Kanał RSS - nowy

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij