home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor Jarek   data 2011-04-13

Czacha dymi, a biurokracja kwitnie...

Pomimo godzin (hmm…) późno popołudniowych tkwię za biurkiem, a czacha dymi… Jak większość leśniczych o tej porze roku zmagam się z biurokracją związaną z odnowieniami, poprawkami i ogrodzeniami. Zrobić to trzeba, bo takie są wymagania precyzyjnych rozliczeń narzuconych m.in. przez SILP, czyli System Informatyczny Lasów Państwowych . Leśnicy zarządzają zieloną częścią własności Skarbu Państwa czyli lasami państwowymi, dlatego też muszą wyliczyć się i wytłumaczyć z każdej wydanej złotówki. Stąd takie narzędzia jak SILP, Hurtownia Danych, raporty, sprawozdania itp. „wynalazki”.

Cała ta „biurokracja” jest oczywiście niezbędna także do wypłacenia należności „Zulusom”. Czasami kontrolując prace odnowieniowe żartuję z wykonawcami, że oni szybciej posadzą niż ja jestem w stanie „przepuścić„ to wszystko przez dokumentację. Tkwię zatem z pokorą przy biurku i biurokracja kwitnie. Racjonalna część leśnika z pokorą zgadza się z taką koniecznością i mozolnie wypełnia rubryczki WZ, RW, MM i innych dokumentów. Ale dusza „borusa” rwie się do lasu, gdzie trzeba przecież wszystkiego osobiście dopilnować przy postępujących pracach.

Wszystko wskazuje na to, że prace odnowieniowe zakończę w kwietniu. Jest szansa, że na wielkanocny spacer wybiorę się dumny z zakończonych odnowień na nowo założone uprawy, aby słuchać jak rosną sosny, dęby, buki… Może jakiś wielkanocny zajączek przycupnie w opróżnionym dole na sadzonki, zmęczony roznoszeniem świątecznych prezencików?

 Tymczasem w przyrodzie dzieje się tyle ciekawych rzeczy. Jest coraz bardziej kolorowo w dnie lasu. Kwitną już brzozy, jesiony i klony:

Rozwijają się liście lip i kasztanowców. Koło leśniczówki zakwitły już śliwy i brzoskwinie.

Wokół gwar ptasich głosów. Żurawie spotykam już pojedynczo, co oznacza, że gniazda już „obsadzone”. Bażanty siedzą dumne na pagórkach, obserwując teren, a ich szare kury wysiadują jaja. Na jeziorze brylują zielonogłowe kaczory krzyżówek, a skromne kaczuszki siedzą na gniazdach, kryjąc troskliwie zielonkawoniebieskie jaja przed całym światem, a nawet… ich ojcem. Kaczory czasami potrafią zniszczyć lęg kaczce, zmuszając ją w ten sposób do ponownych amorów. Ach, co za faceci…

Dziś był dzień sprzedaży detalicznej i na biurku piętrzy się stos dokumentów czekających na wpięcie do segregatora. Komisja złożona ze strażników leśnych:

naturalnie przy moim udziale, pomierzyła wykonane do tej pory ogrodzenia:

 Dokładny pomiar umożliwia specjalne urządzenie. Do początku siatki przywiązuje się ekologiczną nitkę, która pozostawiona w lesie szybko się rozkłada i maszeruje wzdłuż ogrodzenia.

 Rozwijająca się nitka napędza licznik, który odmierza metry ogrodzenia z dokładnością do 10 cm.

 Po drodze liczy się słupki wmontowane w ogrodzenie. Do tego dobry byłby licznik, który reklamuje w telewizji przy innej okazji Borys Szyc … Poradziliśmy sobie jednak bez niego.Teraz muszę założyć kartę dla każdej grodzonej uprawy, gdzie robię szkic, odnotowuję historię i koszt ogrodzenia, wszelkie remonty oraz okresowe przeglądy. Muszę rozliczyć użyte materiały: siatkę, słupki, gwoździe i skoble. To także wymaga przygotowania szeregu dokumentów z pieczątkami i podpisami wielu osób. Znowu trzeba wziąć biurokrację "za rogi"...

 Wieczorem nie nękają mnie telefony, włączam miłą muzykę i… niebawem kolejne dokumenty ląduję w teczce „do zdania w nctwie”. Dziś dojechały ze szkółki kolejne sadzonki sosny i gatunków biocenotycznych- wzbogacających bioróżnorodność lasu. Są to sadzonki głogu, śliwy, róży, jarzębiny, bzu koralowego i kruszyny. Będą pożyteczne dla lasu i jego mieszkańców: zwierząt, ptaków i owadów. Trzeba tylko wcześniej „rozpisać” łącznie 192 tysiące sadzonek na 37 powierzchni, gdzie trwają prace odnowieniowe tej wiosny.

 Satysfakcja z dobrze wypełnionej dokumentacji jest przecież bezcenna, choć nie dorównuje zadowoleniu leśnika z pięknej, udanej uprawy. Leśniczy musi radzić sobie z praktyką i teorią, z ludźmi, techniką, informatyką, a także z raczej nielubianą, choć konieczną biurokracją. Nie taki jednak diabeł straszny jak go malują, a „biurokracja”, choć wprawdzie okupiona „dymiącą czachą” , jest do opanowania. Bez pracowicie wypełnianych dokumentów nie byłoby tak szerokiej wiedzy o lesie i jego historii. Jest to też materiał służący do planowania prac i kosztów w kolejnych latach.

To kolejne świadectwo dobrej pracy leśników i dowód na to, że w lesie wszystko jest zaplanowane, policzone i rozliczone. Jak w urzędzie skarbowym albo ministerstwie finansów… Sądzę, że robimy to może nawet dokładniej i skrupulatniej, bo drzewa żyją dłużej niż my, a „leśne dokumenty” żyją razem z nimi. Wieczór z „biurokracją” został gwałtownie zakończony, bo w całym Pszczewie „skończył się” prąd i zapanowały egipskie ciemności. Całe szczęście, że i moje dokumenty odnowieniowe tworzone w komputerze i „zwierzenia” leśniczego-blogera zostały wcześniej zapisane…

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Kategorie

Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)

Archiwum

2007 (44)
2008 (101)
2009 (92)
2010 (84)
2011 (101)
styczeń (6)
luty (10)
marzec (10)
kwiecień (9)
maj (9)
czerwiec (8)
lipiec (9)
sierpień (7)
wrzesień (8)
październik (9)
listopad (7)
grudzień (9)
2012 (103)
2013 (100)
2014 (78)
2015 (63)
2016 (60)
2017 (52)
Kanał RSS - nowy

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij